Jeżeli coś denerwowało mnie w kampanii wyborczej PiS-u to ciągłe odwoływanie się do socjalnych haseł. PiS podobał mi się nie ze względu na konsekwentny program gospodarczy, ale walkę z pozostałościami komunizmu, czy też sowietyzmu. Tą walkę uważam za na tylę istotną, że jestem w stanie wybaczać inne niedoskonałości. Wobec PO od dłuższego czasu nabrałem podejrzenia, że usuwanie skutków systemu sowieckiego traktuje niezwykle koniunkturalnie. Ale w jednej sprawie PO było w stanie szachować PiS - zwalczając skutki socjalistycznej gospodarki i socjalistycznej mentalnosci w ekonomii. Wczoraj Tusk ewidentnie pokonał Kaczyńskiego, ale dlatego, że zdecydowanie przebił go populistyczną i socjalną demagogią. Pamiętam skąpe realcje z masówek w PRL-owskich fabrykach. Ich najważniejszym elementem była cena pietruszki, czy kilogama sera. Sekretarz POP nie musiał znać się na zasadach dobrego gospodarowania. Ważne było, by sprostował informacje o wzroście cen i uzasadnił wskaźnikiem inflacji. Tusk zaszachował wczoraj premiera pytaniami z gatunku postpegieerowskiego przodownika pracy socjalistycznej, a premier okazał się nieprzygotowanym do swojej roli aktywistą. Niezadowolony tłum w waciakach i walonkach akcentował celne trafienia wysłannika klasy robotniczej zagłuszając próby odpowiedzi na straszliwe ciosy: a wie pan ile dzisiaj kosztuje serek? a wie pan jakie drogie jest paliwo?
Tusk zyskał parę punktów wjeżdżając do polityki na traktorze i z czewoną chustą na szyi.


Komentarze
Pokaż komentarze (57)