Anarchista oraz dziennikarka mająca podejrzane kontakty z psem Sabą są zagrożeniem dla demokracji w Polsce – wynika z dzisiejszego artykułu „Gazety Wyborczej”. Odkryła ona fakt, że w „Wiadomościach” pracuje trójka dziennikarzy, którzy publikowali także w „Gazecie Polskiej”.
Artykuł Agnieszki Kublik i Wojciecha Czuchnowskiego pokazuje, że „Gazeta Wyborcza” nie może pogodzić się z faktem, że w mediach elektronicznych zdominowanych przez ludzi bliskich jej poglądami, pojawili się także dziennikarze, którzy ośmielili się mieć inne zdanie. Urszula Radziszewska, wybitny znawca białoruskiej opozycji oraz Karolina Wichowska i Filip Rdesiński, mający na swoim koncie poważne materiały śledcze są zdaniem „GW” ludźmi, którzy nie mają prawa pojawiać się w TVP, bo nie wywodzą się z jej kręgu towarzyskiego. Tekst „Wiadomości” z misją specjalną” pokazuje, że „GW” wciąż nie może przyzwyczaić się, że czasy, gdy miała ona monopol na prawdę, minęły. Środowisko to boi się polemiki na równoprawnych zasadach, bo przyzwyczaiło się, że partnerów w dyskusji można zakrzyczeć.
Z tekstu będącego mieszanką informacji i komentarza wynikać ma, że PiS zatrudnia anarchistów w MON (!). Wnioski takie wysnuto z faktu, że pracujący obecnie w „Wiadomościach” Filip Rdesiński uczestniczył w happeningach Akcji Alternatywnej Naszość, a także pracował naukowo w Wojskowym Biurze Badań Historycznych. Urszulę Radziszewską obciążają natomiast podejrzane kontakty z Sabą, którą notabene dziennikarka widziała... tylko w telewizji. Gdyby tryb wyborczy obowiązywał także w sporach dziennikarskich, spsiała gdy chodzi o dziennikarskie standardy „Gazeta Wyborcza” przegrałaby z Sabą równie sromotnie, jak jej ulubieńcy z LiD.
Redakcja „Gazety Polskiej”


Komentarze
Pokaż komentarze (30)