Całkiem „nieświeże jeżozwierze” tyczą się patentów na oprogramowanie, czyli „patentowanie koła” oraz „dwukrotnego kliknięcia myszką”.
Podstawą ochrony patentowej jest przecież oryginalność wynalazku. Nie można przypisywać oryginalności idei, która już dawno jest w obiegu albo świeżym grupowym „odkryciom”.
Jeśli na coś nowego wpadnie jednocześnie 1000 osób na świecie, to nie można przypisać takiemu „dziełu” praw, bo pewnie jest to tak oczywisty, przy obecnym stanie wiedzy, wynalazek, że każdy może go opracować; jeśli skupi się przez chwilę na takim problemie.
Wynalazca zgłaszający się z czymś takim nie tworzy wartości dodanej dla większej grupy, dlatego nie powinien podlegać ochronie. Powiększa się tylko biurokrację urzędu patentowego przez przydzielanie własności na rzeczy proste lub oczywiste, z których większość znali już starożytni.
Tego typu aberracje z pozoru zbyt absurdalne, aby były brane pod uwagę przez władze ustawodawcze, znalazły podatny grunt w Unii Europejskiej. Od dawna toczy się tam zakrojona na szeroką skalę dyskusja nad ideą patentowania „kosza na pulpicie”, guziczka „Start” w lewym dolnym rogu ekranu, czy jakichkolwiek innych dwóch na krzyż linijek kodu, za którymi kryją się jednak wielkie ułatwienia obsługi interfejsu. Wszystko pod szumną nazwą „patentów na oprogramowanie”.
Na szczęście sprawa ta nie jest jeszcze przesądzona, ale z góry wiadomo, która strona ma głębsze kieszenie. Poza tym coraz mniej chroni nas klauzula dotycząca nowości wynalazku, czyli wymagania jego niedawnego odkrycia. Nieraz w innych dziedzinach wiedzy, patentuje się już wiedzą całkiem rozpowszechnioną. Tym samym amerykański horror „kosza z pulpitu” za który trzeba płacić użytkownikowi, staje się realnym zagrożeniem.
Pytanie tylko jak długo zapis o konieczności bezwzględnej nowości przedmiotu patentu, utrzyma się w prawodawstwie europejskim. Wiadomo, że apetyt koncernów programistycznych i fonograficznych, rośnie w miarę jedzenia.
Koncerny wzmocnione i umotywowane „długimi okresami” ochrony własności intelektualnej, rozciągają swoje macki na coraz szerszą sferę działalności ludzkiej. Firma Lotus w Wielkiej Brytanii zamierza opatentować kształt linii swojego auta. Wkrótce wszystkie popularniejsze i praktyczniejsze kształty będą więc zagrożone „legalizacją”.
W przypadku informatyki liczy się też szczególny aspekt idei „open source”; jednej z mądrzejszych rzeczy, jaka powstała w drugiej połowie XX wieku w dziedzinie własności intelektualnej.
Jej istnienie jest jednak solą w oku firm informatycznych, bo wprowadza dumpingową konkurencję zmniejszając drastycznie ich zyski i zmuszając do większego wysiłku. Wprowadzenie przymusowych opłat patentowych zablokuje rozwój tego sektora branży, który opiera się na idei „low profit”, a zupełnie zniszczy non-profit. Według niektórych wieszczy, będzie to koniec wolnego oprogramowania.
Przed takim strasznym scenariuszem chroni nas dzisiaj praktycznie tylko Google, jako największy gracz polegający na swoich zyskach czerpanych z wolnego oprogramowania.
Dochodzimy więc do smutnej konstatacji, że miało być tak dobrze, a wychodzi jak zwykle. Tylko kilka koncernów chroni naszą wolność, reszta paczki jest po drugiej stronie barykady.
Wprowadzenie idei ochrony własności intelektualnej dało niezrównanie szybszy rozwój nauki, ale ostatnio istnieje ona coraz wyraźniej kosztem wolności jednostki.
Co więcej, dalsze zintensyfikowanie tych negatywnych trendów, może nawet zatrzymać ten przyspieszacz rozwoju. Poza tym, co nam z podróży na Marsa i lekarstwa na raka; jeżeli nasze codzienne życie będzie kontrolowane przez Wielkiego Brata i sprowadzone do zatrzymania się w roku 1984.
Już dziś wielu zastanawia się, co by było, gdyby w ogóle znieść patenty oraz inne formy efemerycznej własności intelektualnej. Być może rozwijalibyśmy się wolniej, a może w tym samym tempie. Sam prestiż dla twórcy, to przecież dziś dużo więcej niż kiedyś.
Dzisiaj osoba znana i poważana staje się automatycznie osobą medialną, a więc „dochodową” poprzez zarobki z reklam. Autorka poczytnej książki, czy znany wynalazca może nie raz z takiej działalności, utrzymywać się na przyzwoitym poziomie. Znani kompozytorzy mogą żyć z koncertów, a nie zarówno z koncertów jak i sprzedaży płyt. Będą mieli mniejsze fortuny, ale nadal będą to duże fundusze. Co do kompozytorów mniej znanych – zdania jak zwykle są podzielone, jednak nie możemy zakładać, że naszym źródłem utrzymania będzie coś co nie robimy do końca dobrze.
Faktem jest, że obecny - przedłużony ponad merytoryczne uzasadnienie, okres ochrony własności intelektualnej, w Europie sięgający 70 lat – jest hamulcem rozwoju.
Ale czy na tyle mocnym, że niweluje działanie silnika, czyli dawanie poprzez ochronę – motywacji finansowej dla twórców i odkrywców?
Jeśli jeszcze nie dziś, to wkrótce tak się stanie, hamulec zyskuje na znaczeniu, wraz z propozycjami wydłużenia ochrony do 90 lat. Jeśli niczego nie zmienimy, ochrona własności intelektualnej, zamiast nas rozwijać, zacznie znacząco ograniczać naszą kreatywność.
Z kolei za miedzą czekają żądne rozwoju i mocarstwowości Chiny, gdzie nieraz program sprzedaje się w jednym egzemplarzu, a później reszta narodu kopiuje go do woli.
Jedno jest pewne.
Świat bez własności intelektualnej się nie zawali, bo istniał wieki bez niej. Jest to całkiem nowy dziejowo wynalazek prawny i jeśli obecnie zaczyna tracić swój pozytywny wpływ, to powinna od razu rozpocząć się dyskusja nad jego zniesieniem.
Taka dyskusja powinna być straszakiem dla tych, którzy stoją po drugiej stronie barykady. Dajemy taką debatą decydentom do zrozumienia, że społeczeństwo czuwa nad istnieniem ich źródła utrzymania i jeśli będą zbyt pazerni, to odsuniemy ich od koryta. Pamiętajmy, że to nie korporacje są złe, tylko prawo, które je takimi czyni.
Nadchodzi być może okres regresu wolności, ergo cywilizacji. Możemy także uwalniać się stopniowo z okowów ksenofobii intelektualnej i ograniczeń dla internetowego piractwa.
Likwidując, bądź zapobiegając wypaczeniu idei własności intelektualnej mamy szansę wybrać odpowiednią dla nas drogę. Ten instrument prawny może nam pomagać w idei wolności, jak uczy historia najnowsza albo bardzo zaszkodzić jak uczy wyobraźnia.
Implikacje zmian na szczęście nie są nieprzewidywalne. Wiemy co nas czeka. Świat przerabiał walkę z cenzurą i ograniczeniami rozwoju jednostek od swojego stworzenia. Kto wygra tą walę czas pokaże, co zrobimy z tą wiedzą – z tego już rozliczą nas nasze dzieci.
ZibiKendo
Komentarze
Pokaż komentarze (1)