0 obserwujących
144 notki
58k odsłon
  1532   0

Tajemnice Układu Słonecznego

 
Układ Słoneczny jest naszym domem, w szerszym tego słowa znaczeniu. Przestrzeń kosmiczna pełna jest pustki, która źle współgra z naszą stałocieplnością i wymaganiami dotyczącymi obecności ciśnienia i wody. Dlatego tak niezwykłe jest, że życie potrafi znaleźć sobie we Wszechświecie oazy, które do stabilności wymagają przede wszystkim grawitacji. Takim układem dynamicznej równowagi jest utrzymujący od miliardów lat Ziemię na stałej orbicie – nasz Układ Słoneczny.

 
Do głównych niewyjaśnionych dotąd tajemnic Układu Słonecznego należą zjawiska słoneczne, orbitalne i niewyjaśnione historie planetarnych powierzchni.

 
Temperatura korony Słońca

 
Pierwszą z tajemnic jest nadzwyczajnie wysoka temperatura korony naszej gwiazdy – Słońca. Powierzchnia słoneczna, umownie określana jako świecąca w świetle widzialnym atmosfera naszej gwiazdy, ma względnie niską temperaturę. Mogłaby się tam znaleźć na przykład sonda pokryta węglem, gdyż jego temperatura topnienia przekracza 5200 stopni. Nieraz w wyniku zjawisk pogodowych, temperatura powierzchni Słońca nie przekracza takiej wartości, oscylując ciągle pomiędzy czterema, a siedmioma tysiącami stopni.

 
Natomiast korona słoneczna, czyli wysoka warstwa atmosferyczna naszej gwiazdy, rozgrzana jest do kilku milionów stopni Celsjusza – to dużo za dużo, uwzględniając nawet fluktuacje związane z polem magnetycznym Słońca.

 
Niektórzy zapewne przypomną sobie, że i ziemska jonosfera jest rozgrzana do paru tysięcy stopni, pomimo tego, że przy gruncie jest całkiem klimatycznie, więc wydaje się że taka sytuacja jest normalna w Układzie Słonecznym. Jednak u nas zewnętrzne rozrzedzone warstwy atmosfery podgrzewa promieniowanie wysyłane przez naszą gwiazdę. Gdyby nie niskie ciśnienie jonosfery byłoby tam całkiem nieprzyjemnie, a mieszkańcy Ziemi byliby więźniami piekieł. Jednak bez promieniowania zewnętrznego, nic nie podgrzewałoby naszej planetarnej mikrofalowej kuchenki. Z kolei jakie zewnętrzne źródło energii podgrzewa Słońce tego nie wiemy. Samo zastanawianie się nad tym problemem brzmi jak herezja w stosunku do standardowej teorii fuzyjnego źródła energii gwiazd; bo na pewno nie jest przyczyną promieniowanie wewnętrzne rozpraszane na cząsteczkach gazu, gdyż korona Słoneczna jest zbytnio rozrzedzona, aby mogło zajść takie zjawisko.

 
Niezgodność temperatury biegunów Słońca

 
Słońce jest plazmową kulą rozpychaną przez zachodzące wewnątrz reakcje fuzji jądrowej. Rozbiegnięciu się tej nieustannej eksplozji po otaczającym kosmosie zapobiega jednak grawitacja. Ta równowaga dynamiczna, z definicji zakłada warunki do zaistnienia fuzji tylko w centrum gwiazdy. Rozbiegająca się na wszystkie strony energia powinna więc równoważyć się na powierzchni, po przebyciu tysięcy kilometrów gazów. Wszelkie nierówności, gorętsze miejsca powinny już dawno wymieszać się ze sobą i wyrównać. Jednak Południowy biegun słoneczny jest o 80 tysięcy stopni chłodniejszy niż północny. Pomimo naszej wiedzy i wielu teorii – nadal nie wiemy dlaczego.

 
Tajemnice Marsa

 
Mars skrywa na swojej powierzchni wiele tajemnic. Od zdjęcia twarzy, podobno źle naświetlonej kliszy jednej z pierwszych marsjańskich misji i otaczających ją w układzie geometrycznym piramid, aż po fakt który potwierdzają wszystkie naukowe autorytety i źródła.

 
Północna półkula Marsa to głównie niziny i równiny. Z kolei południowa najeżona jest górami, kanionami i pełna wyżyn. Całej północnej półkuli nie mogła ukształtować wielka kosmiczna eksplozja, czy zderzenie, gdyż obiekt tak wielki, iż miałby objąć swoim kraterem całą półkulę, zniszczyłby tę planetę kompletnie. Poza tym układ równin nie jest kolisty.

 
Niestety próby wyjaśniania tajemnic Marsa są bardzo utrudnione. Pomimo tego, że Mars jest najczęściej odwiedzany przez nasze sondy kosmiczne i jest to drugi najbliższy duży obiekt w Układzie Słonecznym, zaraz po Wenus, wiele cennych szans na poznanie prawdy jest bezpowrotnie traconych.

 
Blisko dwie trzecie naszych misji na tą planetę kończy się całkowitą porażką. Tylko na Marsie tracimy nasze sondy i łaziki w takich ilościach. Awaryjność przekracza wszystkie nasze najczarniejsze scenariusze, a my nadal nie wiemy dlaczego. Bardzo tajemnicze.

 
Atmosfera Tytana

 
Tytan jest jedynym księżycem w Układzie Słonecznym, który posiada atmosferę. Księżyc Saturna nie jest tak masywny jak Ziemia czy Wenus. Jest tylko o 4/5 cięższy niż ziemski Księżyc. Tym bardziej zastanawiające jest, że jego atmosfera jest w swojej grubości bardzo podobna do naszej. Składa się głównie z azotu, tak samo jak u nas. Jest zaledwie połowę gęstsza. Z kolei dla porównania Mars ma 100 razy cieńszą atmosferyczną powłokę, a Wenus 100 gęstszą. Podobieństwa w Układzie Słonecznym zdarzają się więc rzadko.

 
Nadal nie wiemy skąd na Tytanie wzięło się tyle (95% składu atmosfery) azotu. Na jego powierzchni znajdziemy związki węgla, a jego chmury przeszywają nieustannie błyskawice. Przypomina więc ta planeta – księżyc, nieco nasz świat, jak jeszcze jego powierzchnię pokrywała prazupa. Wraz ze wzrostem aktywności Słońca, temperatura na Tytanie będzie ciągle rosła. Za wiele milionów lat będą więc tam idealne warunki do życia. Chyba, że życie już teraz się tam osiedliło.

 
Ogony komet

 
Komety jak uczą zgodnie nasi niekompetentni w zakresie astronomii nauczyciele fizyki, są luźno zlepionymi kulami lodu, pyłu i zamarzniętych gazów. Kometa zbliżając się do Słońca, ma rozgrzewać się od jego promieniowania. Parujące płyny mają następnie wyrzucać w przestrzeń materię komet, tworząc widowiskowy warkocz, który czasami widoczny jest na naszym niebie. Niestety nikt jeszcze nie wyjaśnił najważniejszego. Jakim cudem w chłodzie i pustce kosmosu, możliwe jest rozgrzanie powierzchni komety tak bardzo, żeby parowała z niej intensywnie woda. Gdy wyobrazimy sobie podawane nam przez naukowców fakty, czyli brudną śnieżynkę, którą intensywnie rozpuszczać miałyby słoneczne promienie, to nagle zaczynamy zastanawiać się skąd w pustce i chłodzie przestrzeni, bardziej oddalonej od Słońca jak Ziemia, tak wiele jest okazji na słoneczne oparzenia.

 
Gwałtowne urwanie pasa Kuipera

 
Pas Kuipera, czyli pas asteroid, komet i większych odłamków skalnych takich jak Xena, czy Pluton, gwałtownie kończy się, czyli zamiast rozrzedzać stopniową swoją gęstość, gwałtownie urywa się otwierając szeroko na pustkę kosmosu, aż do obłoku Oorta.

 
Taki skutek może wystąpić jedynie wtedy, gdy duży odkurzacz wyssie wszystkie kosmiczne śmieci z danego obszaru. Jednak planety X nadal nie zaobserwowano. Być może w 2012 roku z mroków kosmosu wyłoni się planeta wielkości Marsa, bądź Ziemi. Nic mniejszego nie mogłoby oczyścić tak skutecznie tak wielkiej przestrzeni. Czasu zostało niewiele, więc wyjaśnienia tej tajemnicy pewnie doczekamy.

 
Obłok Oorta

 
Pewne teorie naukowe wymuszają istnienie nie potwierdzonych empirycznie tworów, zjawisk, bądź idei. Wytwarzaniem takich wymuszonych bytów, zajmuje się także astronomia. Tak samo jak nagłe ucięcie pasa Kuipera, anomalie orbit planet zewnętrznych, wymuszają istnienie planety Nibiru, nawet jeśli miliony lat temu niestabilność grawitacyjna Układu Słonecznego wyrzuciła taki twór poza domenę słonecznego wpływu, tak samo wymyślono hipotetyczny obłok Oorta. Nikt go bowiem nigdy nie widział. Żaden obiekt w nim się znajdujący nie został nigdy dostrzeżony. Pomimo tego astronomia twierdzi, że znajduje się w nim znacznie więcej planetarnych odłamków niż w Pasie Planetoid, czy Pasie Kuipera. Po prostu istnienie tego obłoku wynika z modelu tworzenia się Układu Słonecznego. Na zewnątrz wszystkiego co uporządkowane, musi być miejsce na wiele różnego rodzaju postplanetarnych odpadów.

 
Obłok Oorta ma być źródłem komet o wydłużonych orbitach, nieraz bezpośrednio zmierzających w stronę centrum Układu Słonecznego. Coś je musi, jakieś ruchy i zderzenia, do tych dziwnych orbit wyrzucać. Z obłoku Oorta, gdyż nie jest to powiązany z płaszczyzną obrotu naszego układu pas, lecz chmura – miałaby pochodzić także najsłynniejsza z komet – Kometa Halleya. Problem stanowi jednak odległość. Obłok Oorta, czyli teoretyczne zewnętrze naszego Układu Słonecznego miałby się znajdować blisko rok świetlny od nas, czyli o jedną czwartą dystansu do najbliższej sąsiedniej gwiazdy Proxima Centauri.

 
Zejście z kursu sond Pioneer

 
Największą z tajemnic zostawiłem na koniec, gdyż może ona podważyć podstawy naszej wiedzy, a nie tylko nasze opinie na temat budowy i własności Układu Słonecznego. Na początku naszej eksploracji kosmosu, sugerując się misją poznawania obcych, a także sprawdzenia spiskowej teorii, że obcy trzymają nas w dużej klatce nie większej niż orbita Plutona, ludzkość postanowiła wysłać sondy najdalej jak to możliwe.

 
Sondy Pioneer 10 i 11 wyleciały już dawno poza granice orbit najdalszych planet i kierują się nieustannie w stronę hipotetycznego obłoku Oorta. Wystrzelone w latach 1972 i 73 sondy opuściły już zakres Pasa Kuipera i przemierzają niemierzoną pustkę kosmosu, w misji odwiedzenia za miliony lat pobliskiej gwiazdy. Niestety coś, czego nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć nieco znosi je z kursu. Zakrzywienie, a właściwie opóźnienie wynosi 386 tysięcy kilometrów na 10 miliardów już przebytych.

 
Coś ściąga te sondy z powrotem w kierunku Słońca, a ponieważ problem dotyczy obu obiektów, należy traktować go jako prawidłowość, a nie anomalię. Najprostszym wyjaśnieniem jest uznanie, że Einstein mylił się projektując swoją Ogólną Teorię Względności. Pomimo tego, że sprawdza się ona lokalnie, jego wzory w mega skali wymagają kilku poprawek. Byłaby to zaledwie powtórka z historii, gdyż teorie Einsteina poprawiły teorię Keplera, którą opisał Newton, choćby w przypadku przewidywania ruchu Księżyca – zaledwie o 10 metrów. Jest jednak drugie wyjaśnienie, które pozwala nam zachować na szczycie piedestału nauki słynnego Alberta.

 
Być może nasze sondy opuściły już domenę Słońca i przemierzają morze ciemnej materii, hipotetycznego tworu mającego wyjaśnić inną, znacznie większą tajemnicę. Nasz brak możliwości ujrzenia, co stanowi 80% masy Wszechświata. Jest to fakt nieukrywany, lecz mało omawiany bo bardzo frustrujący – bo na pewno nie są to planety i gwiazdy. Masa pierwszych jest do zaniedbania, gwiazdy natomiast potrafimy policzyć bardzo dokładnie.

 
Ciemna materia jest więc niesłychanie tajemniczym tworem i gdyby otaczała nasz Układ bardzo szczelnym kordonem, mogłaby być dla podróży kosmicznych poważnym buforem. Być może dlatego jesteśmy jedynymi panami naszego Układu Słonecznego, a jego tajemnice są jedynymi jakie obecnie będziemy potrafili zgłębić.

 
Na nasze sygnały nikt nie odpowiada z zewnątrz. Być może nie jesteśmy sami, lecz nadal samotni i bezpieczni, bo nasze włości i możliwości chroni i ogranicza niewidzialna ciemna bariera – myśli, materii i czasu.
 
ZibiKendo

 

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie