Nasza akcja społeczna - pod hasłem "Orzeł może" - ma jasne i proste przesłanie: dość celebrowania "na smutno". Więcej optymizmu na co dzień! Zachęcamy Polaków do radosnego świętowania, do zastanowienia się, z czego możemy być dumni i zadowoleni. Chcemy rozprawić się ze stereotypem smutnego Polaka - pisze Jacek Kowalski.
Chodzi o to, że tzw. prawica całkiem poważnie żartuje z procesji, którą poprowadzi czekoladowy orzeł z "E. Wedla" (dawniej - "22 lipca"). Część społeczeństwa, zamiast czerpać radość i optymizm z kontemplacji tego, co naszą dumą i zadowoleniem, chichoce z niewybrednego żartu.
Kowalski opisuje: Pod adresem akcji "Orzeł może" mnożą się nieprzychylne teksty w prawicowych serwisach. Na stronie internetowego Radia Wnet, którego prezesem i właścicielem jest Krzysztof Skowroński - prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich - zamieszczono grafikę, w centrum której znajduje się twarz prezydenta Bronisława Komorowskiego. Dookoła - obraźliwie przerobione logo "Gazety Wyborczej" (słowo "gazeta" przerobione na "g...no") i Trójki ("trujka"). I napis: "Ożeł morze. Polaku, niebońć ponury. Zgul wonsy! Łep do gury!".
(...)
Piotr Rogowski, prawnik "Gazety Wyborczej", nie ma wątpliwości: - Analizując to w aspekcie prawa i dobrych obyczajów, mamy do czynienia z działaniem ewidentnie bezprawnym - ocenia.
Domyślam się, że w stosunku do tych, którzy nie chcą skorzystać z zachęty do radosnego obchodzenia świąt narodowych i do optymizmu wyciągnięte zostaną sankcje prawne ("chcemy rozprawić się ze stereotypem smutnego Polaka").
Prawnik GW tłumaczy, że motywem działania osób, które taki materiał publikują, jest "poniżenie innego podmiotu w opinii publicznej", wykracza dalece "poza granice cywilizowanej krytyki i winno skutkować odpowiedzialnością sprawcy naruszenia cudzych dóbr osobistych". - Na konkurencyjnym rynku tego typu obraźliwa ingerencja w renomę cudzego znaku jest szkodliwa i winna rodzić po stronie sprawcy odpowiedzialność zarówno niemajątkową (publiczne przeprosiny), jak i majątkową (zadośćuczynienie).
Prawnikowi podpowiadam: portal internetowy EREC ISRAEL publikuje znak GW z widocznymi śladami szkodliwej interwencji. W razie wygrania procesu można się będzie od nich domagać większego zadośćuczynienia finansowego niż od bidaków z "Wnet".
Problem dotyczyć może jedynie kwestii: czy nazwanie czegoś gównem ma charakter obraźliwy, czy wykracza poza granice cywilizowanej krytyki? Powołać się można na sprawę Nergala - okazało się bowiem, że nazwanie Biblii gównem i porwanie jej na strzępy mieści się w cywilizowanych normach krytyki.
Kelus do Michnika




Komentarze
Pokaż komentarze (10)