trescharchi trescharchi
1883
BLOG

Kaczyński - Sobieniowski. Wojna światów.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 10

Adam Hofman "ćwierka" po "Faktach", że do Rady Etyki Mediów popłynie wniosek o utemperowanie redaktora Sobieniowskiego z tychże "Faktów". PiS po raz kolejny zdenerwował się na redaktora z ulicy Wiertniczej, zarzucając mu nieobiektywność i układanie informacji w taki sposób, aby gładziutko pasowały do tezy wymyślonej czy to przez wyobraźnię Sobieniowskiego, czy też za oszklonymi drzwiami news-roomów. Naturalnie, tym razem poszło o deklarację "rozejmu na Euro" - przy czym nie sposób uwierzyć, że Jarosław Kaczyński nie zdawał sobie sprawy jak szybko i mocno jego polityczni i medialni przeciwnicy nie wykpią tegoż pomysłu. Stąd zaskoczenia we władzach partii być nie mogło, a - biorąc pod uwagę złośliwość wielu tuzów Polskiego dziennikarstwa - jestem przekonany, iż na Nowogrodzkiej spoczywa dyżurny szablon wniosku do REM, gotowy do wysłania zaraz po uzupełnieniu nazwiska.

Powiada się, że format informacji, serwowanych Nam dzisiaj przez różnego rodzaju stacje jest najskuteczniejszy na samym końcu, gdy przed kamerę wychodzi uśmiechnięty redaktor/redaktorka i w krótkich, lapidarnych słowach podsumowuje to, co zobaczyliśmy. Wielu Rodaków dopiero wówczas budzi się z letargu i ten komentarz zapada im najbardziej w pamięć, wielu innych potrzebuje wytłumaczenia cóż to tak naprawdę oznacza, bo po kiego czorta myśleć samodzielnie, skoro jakaś życzliwa dusza może im to zgrabnie objaśnić. Dziennikarze to w znakomitej większości ludzie inteligentni i kuci na cztery nogi, toteż ze swojej siły sprawczej zdają sobie doskonale sprawę, co więcej - ci najlepsi potrafią tak poprowadzić linię fabularną komentarza, że widz (zwłaszcza widz wychowany przez długie lata) przyjmie wnioski za swoje.

Redaktor Sobieniowski jest przypadkiem szczególnym - można powiedzieć, zaprzeczeniem idei dobrego, roztropnego dziennikarstwa tworzonego dla ludzi, nie dla konkretnych idei i potrzeb chwili. Boli to tym bardziej, że jest sztandarowym reporterem największego programu informacyjnego w Polsce, a to w jakiś sposób winno nobilitować i wymuszać obiektywizm. Marzenia ściętej głowy, naturalnie (parafrazując : obiektywizm obiektywizmem, ale racja musi być po naszej stronie). Jasne, zarzut nieobiektywizmu można skierować i do oponentów "Faktów", jak "Gazeta Polska" i jej podobne, ale czym innym wydają się być media z "dorobioną gębą" prawicowych "oszołomów", a czym innym wiodąca na rynku stacja, strojąca się w piórka wyroczni obiektywności. Zatem - największym problemem redaktora Sobieniowskiego jest to, że nie lubi PiS-u. I to nie w kategoriach nie zgadzania się ze sposobem polityki uprawianym przez Kaczyńskiego, jeno tak po ludzku - nie lubi tych "prawaków" wszelkiej maści i już. I to niestety widać - ale jeszcze smutniejszą jest konstatacja, że rynek medialny w Polsce zdziczał do tego stopnia, że takie zachowanie odbierane jest jako "drapieżność" dziennikarska i w zasadzie rzecz godna pochwały. O ile, oczywiście, dotyczy konkretnej partii.

Redaktor Sobieniowski bardzo przykłada się do swoich materiałów - technicznego profesjonalizmu i pracowitości odmówić mu nie sposób - lecz mimo to wszystkie jego reportaże przebiegają w podobnym schemacie. Mało tego, można odnieść wrażenie, że ktoś kiedyś delegował Sobieniowskiego na specjalny odcinek walki z jedną partią, bowiem przy okazjonalnych informacjach na inne, neutralne tematy, redaktor wydaje się być znużony i brak mu werwy, bigla i tego szelmowskiego błysku w oku, które da się przyobserwować przy okazji relacjonowania kolejnych poczynań jego "prawicowych pupilków". Schemat takowego reportażu jest prosty i sprowadza się w zasadzie do obśmiania PiS-u i Kaczyńskiego, podlania wszystkiego jego "kłopotliwymi" wypowiedziami (niekiedy są to autentyczne lapsusy prezesa, których nie brakuje, niekiedy zaś podane jako autentyczne słowa wyrwane z kontekstu) i wreszcie creme de la creme - o tak, w reasumowaniu swoich materiałów Sobieniowski doszedł do prawdziwej maestrii, bowiem znakomicie przybiera maskę zatroskanego o Polską politykę żurnalisty, który w zasadzie tylko "zadaje pytania", pytania, zaznaczmy, retoryczne i pokazujące, jakież to nieszczęście dla Kraju mieć taką opozycję.

Nie wiem i nie podejmuję się ocenić, czy PiS jest szczęściem czy nieszczęściem dla Polski - o tym decydują wyborcy, o tym decyduje sama ta partia przez swoje działania w wygodnej loży opozycji wobec fatalnego rządu (trzeba jednak przyznać uczciwie, że możliwości tej "wygody" nie wykorzystuje tak, jakby mogła). Wiem natomiast jedno - o ile w blogosferze nie ma nic zdrożnego w tym, że jakiś człowiek decyduje się oddawać swoje pisarskie talenta jednej li tylko sprawie - rozprawianiu o tym, jak zły jest Kaczyński i PiS, to w przypadku ogólnopolskich mediów, jawiących się zresztą jako "cała prawda całą dobę" oddelegowanie jednego człowieka do walki z konkretnym ugrupowaniem i konkretnym politykiem wydaje się być primo : marnowaniem potencjału intelektualnego redaktora (bo gdzież tam konkluzje merytoryczne, poza tym, że ktoś jest be i fe?), secundo : czasu telewidzów, wreszcie tertio: zaprzeczeniem wszystkich zasad, jakie winny cechować porządne dziennikarstwo. A młodzi na studiach się uczą, a "latający cyrk TVN-u" objeżdża uczelnie z propozyzjami atrakcyjnych staży, młodzi przyjeżdżają, młodzi słuchają Sobieniowskiego i koło się zamyka. Po cóż budować lepszą Polskę, po cóż piętnować niedoskonałości życia społecznego, po cóż szukać sposobów naprawy, jak można wesoło wsadzić kij w mrowisko.

A na koniec - wszystkie takie wnioski do REM-u są dla redaktora Sobieniowskiego raczej powodem do dumy. Kto wie, może nawet wiesza wezwania i nagany nad kominkiem, zadowolony z tego, że znów udało mu się rozsierdzić "oszołomów". Co naturalnie nie oznacza, że takich wniosków nie powinno być , przeciwnie, trzeba wszystkimi drogami i kanałami - także zwykli ludzie, zatroskani o poziom mediów w Polsce, nie związani z konkretną partią - słać od Annasza do Kajfasza wnioski, pisma i protesty, aby ktoś wreszcie poszedł po rozum do głowy i powiedział Sobieniowskiemu kilka żołnierskich słów o niewygłupianiu się i wzięciu do solidnej pracy. Dla dobra własnego i dobra wszystkich telewidzów, którym należy zostawić możliwość obiektywnego wyboru sympatii politycznych. Proste jak drut.

PS. Sobieniowski - na razie bezkarny - musiał nieźle zachichotać, kiedy udało mu się wydobyć na światło dzienne kolejnego "furiata" z PiS-u. Warszawski radny Maciej Maciejowski "zaćwierkał" - jak mniemam, bez głębszego namysłu - pod jego adresem "Cichodajka, prostytutka, Sobieniowski". Nader dojrzale strzelił pan sobie w stopę, panie radny.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka