Zastanawiałem się, czym zadebiutować, żeby nie było miałkie. Tyle spraw, tyle ciekawych tematów... A to "polityka miłości i zgody" pomiędzy dwiema głównymi partiami w polskim parlamencie, a to krzyż na Krakowskim Przedmieściu. Może kwestia przedterminowych wyborów parlamantarnych? Czy też fakt większej popularności Lady Gaga niż Baracka Obamy. Może o wszystkim po trosze.
Też należałem do tych naiwnych, którzy wierzyli, że katastrofa samolotowa spod Smoleńska odmieni oblicze polskiej polityki. Gdzieś w tyle głowy pamiętałem, co prawda, tę "odmianę" polskich pseudokibiców po śmierci Papieża, ale... Tymczasem nic z tego. Nie porywając się na nie wiadomo jakie przykłady wystarczyło posłuchać wczorajszej "Rozmowy Rymanowskiego". Nie napisże, że piękna (bo to czysty seksizm) posłanka Joanna Mucha, ale też inteligentna, z nieudawanym wdziękiem radziła sobie całkiem nieźle z interlokutorem, którym był poseł Hofman. Też nienagannie ubrany i uczesany, czyli w sumie prawie to samo, ale ten język, to spojrzenie pełne pasji... Można zarzucać posłowi Januszowi Palikotowi słownictwo, ale "dresiarz", "chwast"... Nie rokuje to dobrze, tym bardziej że to młody narybek partyjny... Zwłaszcza, że jednym z pierwszych zadań prezydenta-elekta, pewnie tuż po zaprzysiężeniu, będzie przeniesienie krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego. Co do tego, że tak należy postąpić nie ma wątpliwości, tylko jak? No, Panie Prezydencie, niezły orzech do zgryzienia...
Co do przedterminowych wyborów: Panie Premierze, Panie Prezydencie, Panie Marszałku, proszę nawet nie rozważać takiej opcji, żeby to się źle dla was - i dla Polski - nie skończyło. Jedyną szansą - moim zdaniem - na zwyciestwo jesienią 2011 są odważne, szybko wdrażane, dobrze przemyślne i przygotowane reformy, przede wszystkim, finansów publicznych (w tym likwidacja KRUS, reforma systemu emerytalnego) i służby zdrowia. Prawdziwa definicja sukcesu to odnieść zwycięstwo w walce, a nie w kluczeniu. Kluczył już prezes Jarosław Kaczyński latem 2007 r., pamiętacie jak to się dla niego skończyło?
I wisienka na torcie: usłyszałem gdzieś, że prezydent Barack Obama przegrywa w rankingu lubienia na Facebooku z piosenkarką Lady Gaga. Kuriozum: prezydent supermocarstwa jest mniej lubiany niż (podobno) mega gwiazda muzyki pop (nie jestem w stanie przypomnieć sobie wizerunku ani żadnego utworu tekj pani). Po pierwsze: prezydent Stanów Zjednoczonych nie jest do lubienia, a do rządzenia. A po drugie: komu w ogóle do głowy przychodzi takie rankingi robić? A po kolejne: co prezydent Barack Obama robi na Facebooku? Albo ja nie bardzo rozumiem dzisiejszy świat, albo dzisiejszy świat stoi na głowie. Obawiam się, że, niestety, to pierwsze...
Stare przekleństwo, o wschodniej - o ile dobrze pamiętam - proweniencji brzmi: obyś żył w ciekawych czasach! Miłego weekendu życzę!


Komentarze
Pokaż komentarze (13)