Postanowiłem jeden, jedyny raz zabrać głos w dyskusji, choć nie czynię tego specjalnie ochoczo, a to dlatego, iż tragedia ta jest nadmiernie eksploatowana.
Raz już, co prawda, "odkryłem się" w przedmiotowej sprawie, we wczorajszym komentarzu do tekstu jednego z blogerów. Pozwolę sobie zacytować w całości ów komentarz, jako, że poglądu nie zmieniłem i nie mam takich planów:
"Katastrofa smoleńska to rzecz straszna, bodaj najstraszniejsza po 1945' w dziejach Narodu Polskiego. Wśród jej przyczyn nie należy się jednak doszukiwać drugiego dna, szukanie go pachnie aberracją, jego najzwyczajniej w świecie nie ma. Wszystkim umarłym w katastrofie polskim Patriotom należy się najwyższy szacunek i wieczna pamięć. I aby zakończyć, zacytuję Stanisława Strońskiego, bo tytuł jego artykułu sprzed bez mała 100 lat pasuje tu jak ulał: "Ciszej nad tą trumną".
A teraz krótkie rozwinięcie: wypadek polskiego samolotu Tu-154 z prezydentem Rzeczypospolitej ś.p. Lechem Kaczyńskim i 95 osobami na pokładzie, który miał miejsce w godzinach porannych dnia 10.04.2010 r. w okolicach miasta Smoleńsk w Rosji to katastrofa, skodyfikowana w polskim systemie prawnym w art. 173 KK. Zarówno wszelkie znane już nam, postronnym obserwatorom, okoliczności katastrofy, a przede wszystkim zdrowy rozsądek, sugerują zakładać z dużą dozą prawdopodobieństwa, iż istotą tego, ze wszech miar tragicznego zdarzenia, jest NIEUMYŚLNOŚĆ. Jak wogóle można zakładać, że KTOKOLWIEK chciał sprowadzić tę katastrofę celowo? Bo kto: piloci, generałowie na pokładzie, Prezydent - chcieli dobrowolnie zginąć? Załoga rosyjskiego lotniska sprowadzająca samolot, świadomie, co więcej - z premedytacją, chciała śmierci 96 osób? Kto - premierzy Putin czy Tusk chcieli tej katastrofy? Po co, proszę mi powiedzieć, po co?
A tocząca się cały czas dyskusja - przykro to rzec, bo padną za chwilę z mojej strony ciężkie słowa, a jak najdalszy jestem od urażenia kogokolwiek - nurza się cały czas w oparach absurdu. Przykład pierwszy z brzegu (a można je mnożyć): stawiana teza, że jakiś rosyjski samolot roztaczał nad lotniskiem, na chwilę przed pojawieniem się polskiego samolotu, sztuczną mgłę, jest tak samo irracjonalna, jak informacja, że Stalin i Beria celowo sadzili wiosną 1940 r. młodą brzózkę w lasku tuż przed smoleńskim lotniskiem, aby o nią w 2010 r. zawadził polski prezydencki samolot. Andron andronem andron popycha!
Oprócz beznadziejnych, obiektywnie, warunków atmosferycznych, nie wykluczam oczywiście winy nieumyślnej ludzi, np. lekkomyślności pilotów, niedbalstwa rosyjskiej załogi lotniska, bezdyskusyjnej konieczności lądowania na smoleńskim lotnisku, czy innych. Podkreślam jeszcze raz - jeśli tu wogóle możemy mówić o jakiejś winie, to tylko o winie nieumyślnej.
A wyjaśnić wszelkie okoliczności zdarzenia trzeba, to bez dyskusji. Jedną z funkcji prawa karnego jest funkcja sprawiedliwościowa - ofiarom przestępstwa należy się pełna informacja i poczucie sprawiedliwości. Ale niech zajmą się tym wyjaśnianiem wyłącznie profesjonalnie powołane do tego organa: komisje badania wypadków lotniczych, prokuratury, sądy, etc. Nie - media, opinia publiczna, jakiś zespół posłów (?), jak to się teraz odbywa, bo to zaprowadzi nas donikąd.
Jako wierzący, praktykujący katolik, ośmielam się też przypomnieć - wiem, uzurpuję sobie to prawo - innym katolikom o jednym z bodaj niespisanych obowiązków, naszej wiary: duszom po śmierci należy sie od wszystkich żyjących, zwłaszcza najbliższych, modlitwa i spokój - to pomaga im szybciej dojść do Pana. Ciągłe rozpamiętywanie służy zupełnie innych celom, a nie o to chyba nam chodzi? Więc jeszcze raz: "Ciszej nad tą trumną".


Komentarze
Pokaż komentarze (9)