W końcówce tegorocznego sezonu ogórkowego, niezwykle obfitującego w substytuty, wykreowane od początku do końca przez media do rangi zdarzeń o narodowym znaczeniu (przede wszystkim na potrzeby reklamodawców), następnie sztucznie pompowane i podtrzymywane do granic absurdu (Krzyż na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie - klasyka gatunku!) - w poniedziałkowy (23.08.2010) wieczór telewizja TVN24 (skądinąd najbardziej profesjonalna telewizja w Polsce) zaprosiła do "Faktów po faktach" m.in. pana generała Sławomira Petelickiego.
Tematem wywiadu prowadzonego przez panią Anitę Werner, było skomentowanie transmitowanej na żywo przez telewzję (sic!) operacji odbicia przez filipińską policję autobusu z pasażerami, uprowadzonego w Manili przez ponad 50-letniego mężczyznę - byłego kapitana policji, chcącego wymusić ponowne przyjęcie go do... służby w policji, skąd został dyscyplinarnie zwolniony jako podejrzany o przestęstwa kryminalne.
Samej akcji nie ma co po raz kolejny eksploatować (jeżeli już to wyłącznie statystycznie - zginął porywacz i minimum 8 pasażerów, większość spośród wszystkich pasażerów autobusu - przeżyła) - nie ma chyba osoby w Polsce, która nie oglądałaby migawek i nie słyszała choćby jednego z wybitnej klasy specjalistów z taką lubością, ale i prawdziwym znawstwem, komentujących ją na gorąco. A fachur w przedmiocie było iście bez liku.
Jedynie ten stary eSBek, odsyłany w ostatniej dekadzie przez wszystkie - jak jeden mąż - kolejne ekipy włodarzy Najjaśniejszej do lamusa, widział, a nie tylko patrzył. Jakby mimochodem, nie chcący, zapytał retorycznie, jak wyglądałoby bezpieczeństwo obywateteli w Polsce i Polski w ogóle, w takiej sytuacji? Żeby nie być gołosłownym wspomniał kilka przykładów męstwa i roztropności mieszkańców dorzecza Wisły: a to tragiczne safari za zbiegłym z cyrku tygrysem na warszawskiej Białołęcę; a to jeszcze tragiczniejszą policyjną operację zatrzymania groźnych bandytów w podwarszawskiej Magdalence; a to, na szczęście komiczną, eskapadę złodziei samochodów, kradzionym autem z Niemiec przez terytorium Najjaśniejszej, na Ukrainę. Faktycznie jest się co doktoryzować na temat przypadłości innych, skorośmy sami tacy nieskazitelni.
Przy okazji, pan generał Petelicki, odbrązowił dwa dyżurne, w szeroko pojętej dziedzinie bezpieczeństwa, autorytety: pana posła Jerzego Dziewulskiego (zwanego w niektórych kręgach "trącącym myszką") i pana generała Marka Polko. Zwłaszcza ten ostatni zasługuje na kilka słów uznania. W moich oczach pan generał M. Polko urósł znacznie, gdy wkrótce po odejściu ze stanowiska dowódcy Wojskowej Formacji Specjalnej GROM, zapragnął zdobyć szlify Prawdziwego Mężczyzny. I uczynił to: ścigał się, biegnąc po ulicach Warszawy, z sympatyczną dziennikarką telewizyjną, jadącą sportowym kabrioletem. Audytorium: widownia telewizji śniadaniowej... A jak bohatersko wygląda pan generał w "plamiaku", "arafatce" i okularach przeciwsłonecznych na fotografii tu, w salonie24! Pocieszna maskotka...
Jak to jest, panie pośle A. Macierewicz, et consortes, że nie wszyscy funkcjonariusze organów bezpieczeństwa PRL-u tracą, z natury rzeczy, mądrość, niezależność, ostrość widzenia i patriotyzm? Nie może być!
Panie generale, szacunek.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)