Nie odkrywam Ameryki - wylano już hektolitry atramentu na niniejszy temat, a i uczyniły to mózgi dużo tęższe. Wszelako odniosę się krótko (długie teksty nie są dobrze przyjmowane w s24...) do tytułu postu - charakteryzującego moim zdaniem dość istotny problem - na kanwie dwóch zdarzeń, które w ostatnim tygodniu zajmowały czołówki... no właśnie: czołówki - czego?
Nie, nie gazet, i nie portali internetowych, choć ich także oczywiście. Gazety, a napewno dzienniki, na naszych oczach od jakiegoś już czasu odchodzą w przeszłość - o ile w przypadku wydarzenia super nadzwyczajnego, np. katastrofa smoleńska, udaje się jeszcze poderwać redakcje dzienników i wydać w miarę aktualne popołudniówki, o tyle w przypadku wydarzeń tylko nadzwyczajnych, np. ostatnich wypadków w PiS - poranne dzienniki, o ile w ogóle zdążą, podają informacje po wielokroć już przetrawione poprzedniego wieczoru. A internet to jeszcze nadal i wciąż - ze względów oczywistych, myślę - melodia przyszłości.
Pisząc: media, miałem na myśli prawie wyłącznie telewizję. No i trochę - też marginalizowane coraz bardziej - radio.
Z jednej strony TVN24, Polsat News, po drodze: TVP1, TVP2 (medium potężne, ze na względu na siłę rażenia), aż do Telewizji Trwam. A radio: z jednaj strony Zet, RMF, Tok, itp., dalej rozgłośnie publiczne, a po przeciwnym biegunie - Radio Maryja.
TVN24 cały środowy - 8 września 2010 r. - wieczór transmitowało na żywo paroksyzmy, które dotknęły największą partię opozycyjną (pisałem już o tym dość szczegółowo w poprzednim poście). Możnaby zadać pytanie - co to wszystko, co się tam dzieje, obchodzi mnie, tj. przeciętnego zjadacza chleba? Odpowiedź, która z pewnością zaraz padnie z wielu ust, zabrzmi: to wszystko w trosce o kilka milionów wyborców PiS - a i o około 28 milionów Polaków uprawnionych do głosowania - którzy mają przecież pełne prawo do informacji. Cynik odpowie: to wypełnienie czasu antenowego - mamy wszak parlamentarny sezon ogórkowy. Odkładając jednak na bok filisterstwo głównych aktorów tej farsy, nie sposób nie zadać pytania: czy aby na pewno to o to chodzi? Przyznam uczciwie, że nie umiem na nie odpowiedzieć, ale też nie potrafię go nie zadać - nasuwa się zbyt natarczywie.
O ile jednak powyższe zdarzenia można, w sumie, potraktować groteskowo, o tyle drugi nius tego tygodnia - rzekome tortury Talibów - więźniów CIA w ośrodku szkolenia polskiego wywiadu w Starych Kiejkutach, już nie brzmią tak dowcipnie. Nie chcę się nadmiernie odnosić do prawdziwości tych po raz enty odgrzewanych doniesień - to nie jest w tym momencie istotne. Pragnę tylko zaprotestować - mediom a kysz! Otóż - Szanowana IV Władzo! Tu prawa człowieka nie mają nic do tego. Jak jest wojna, to media powinny zachowywać bezpieczną odległość. A jeśli chcesz zasługiwać IV Władzo na to zaszczytne, przyznasz, miano - bezwzględnie musisz poznać i dobrze sobie przyswoić etymologię terminu: racja stanu!
I tyle, tych - przyznam - myśli nie do końca uczesanych. Nie lżej mi, ale też już i tak nie uwiera.



Komentarze
Pokaż komentarze