"Grupa młodych opozycjonistów nie poprzestała jednak na rozprowadzaniu druków ulotnych. Po zaopatrzeniu się w broń w grudniu 1972 r. planowała nawet zamach na milicjanta, do którego ostatecznie nie doszło. Egzekutorem miał być Komorowski. "Ja miałem wykonać zamach, zostawić na miejscu kartkę z informacją, że to jest odwet za zamordowanie robotników podczas rewolucji grudniowej, a potem porzucić broń w wybranym grobowcu na cmentarzu ewangelickim i opłotkami uciec na Koło" - wspomina prezydent, przyznając, że na szczęście broń zawczasu wykryła matka jednego z kolegów, uniemożliwiając zamiary młodzieży chcącej walczyć z komunizmem."
Prawdziwy killer mógł być z tego naszego prezydenta. Setnie sie ubawiłem z tej opowieści.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)