0 obserwujących
2 notki
1237 odsłon
  668   0

Race, marsze i kary

Ubiegły tydzień rozpoczął się płomiennym przemówieniem Prezesa Kaczyńskiego wygłoszonym z okazji Dnia Flagi. Podstawowe przesłanie jego wzruszającego wystąpienia brzmiało: "rząd Prawa i Sprawiedliwości nie zamierza wyprowadzać Polski z Unii Europejskiej". Naturalnie było to zagranie taktyczne mające obalić retorykę opozycji, która od dłuższego czasu starała się przedstawiać obóz rządzący jako ugrupowanie skrajnie antyunijne. Lemingi i Kodziarze najwyraźniej łykali tą argumentację, zapominając, że to bracia Kaczyńscy byli swego czasu gorącymi zwolennikami nie tylko Unii, czy Traktatu Lizbońskiego, ale nawet śnili o wspólnej armii europejskiej. W przemówieniu Jarosława pojawiły się także zapowiedzi zmiany konstytucji, które zmroziły krew w żyłach opozycji. Mowa Prezesa była tak wyrazista, że media i komentatorzy właściwie pominęli wystąpienie Prezydenta Dudy, ale trudno się dziwić: słodkie bredzenie o historii flagi nie mogło przebić bojowych tekstów Naczelnika Kaczyńskiego.  

Bojowe nastroje panowały także na Stadionie narodowym, gdzie w poniedziałek rozegrany został finał Pucharu Polski. Rozegrany z dużymi problemami, gdyż kibice postanowili zabawiać się racami na trybunach. Mecz był przerywany przez sędziego, a połowy przedłużone łącznie o prawie kwadrans. Wszystko przez dym z rac, które odpalane były w niesamowitych ilościach. Niektóre wylądowały nawet na murawie trafiając bramkarza Legii w nogę. Oba kluby otrzymały spore kary finansowe, ale nic nie zapowiada poprawy atmosfery na stadionach, gdyż wczoraj podczas meczu Legia - Piast na trybunach znalazły się hasła obrażające KOD i Monikę Olejnik. Pojawiały się teksty o szubienicach, czego nie przeoczyli posłowie Nowoczesnej i złożyli doniesienie do prokuratury. Politykom z partii Ryszarda Petru brakuje najwyraźniej młodzieńczego luzu charakteryzującego Prezydenta Andrzeja Dudę, który po finale Pucharu Polski opublikował kolejny szalony Tweet:

Race, marsze i kary

Prezydent Duda zaistniał w mediach także 3 maja potwierdzając jarkowe zapowiedzi zmiany w konstytucji, co spodobało się posłom z Ruchu Kukiza. Tego samego dnia w Gdańsku odbył się tak zwany "Marsz Wkurzonych" organizowany przez środowiska związane z Komitetem Obrony Demokracji. Nie zamierzam nawet zgadywać ile osób pojawiło się na tej manifestacji, gdyż ostatnimi czasy kwestie frekwencji stają się podstawą dyskusji publicznej związanej z tematyką marszową. Lepiej rzucić okiem na konflikt wśród opozycji, który kiełkował w tamtych dniach. Naturalnie poszło o kasę. Platforma Obywatelska wyłożyła pieniądze na promocję wielkiego marszu KOD-u i opozycji, planowanego na 7 maja. Wszystko byłoby pięknie, gdyby na bilbordach nie pojawiło się logo PO jako jedynej partii politycznej związanej z Komitetem Demokracji. Ryszard Petru poczuł się urażony takim pominięciem i zaczął warczeć na Grzesia Schetynę. Ciśnienie skoczyło mu do tego stopnia, że popełnił taki oto wpis na fejsbuku:

Race, marsze i kary

Walka o zaszczytne miano lidera zjednoczonej opozycji trwała w najlepsze, a Warszawa przygotowywała się na przyjęcie ogromnej manifestacji. W międzyczasie w telewizji publicznej miała odbyć się rozmowa między Mateuszem Kijowskim, a Marianem Kowalskim. Niestety lider KOD-u zaniemógł w ostatniej chwili i Mariano musiał zadowolić się rozmową z panią redaktor. Oczywiście ta niedyspozycja Pana Kijowskiego wywołała całą falę spekulacji: wrogowie Komitetu twierdzili, że Mateusz dostał biegunki ze strachu przed Kowalskim, natomiast "obrońcy demokracji" wymyślali rozmaite wymówki dla swojego lidera. Tak czy siak obaj liderzy mieli okazję spotkać się 7 maja w Warszawie, podczas dnia wielkich marszów. Kijowski wraz z liderami opozycyjnymi poprowadził marsz pod hasłem "Jesteśmy i będziemy w Europie", natomiast Kowalski poprowadził swoich zwolenników skandując "Odwagi Polsko". Na ulicach, podobnie jak w studio telewizyjnym, nie doszło do konfrontacji, gdyż oba przeciwstawne marsze się po prostu ominęły. Ulicami stolicy przeszła także "Parada Schumana", ale pozostała ona niejako w cieniu pozostałych manifestacji. Jak pisałem wcześniej - nie zamierzam wdawać się w dyskusję na temat frekwencji, wole skupić się na sprawie poważniejszej.

Tydzień zaczął się od dymów na narodowym, które pociągnęły za sobą kary finansowe dla Legii i Lecha, jednak te kary nie umywają się do kar za nieprzyjmowanie uchodźców. Szanowni unijni komisarze postanowili zmobilizować państwa wspólnoty do przyjmowania imigrantów w dość niecodzienny sposób. Przekaz Pana Timmermansa można odczytać w ten sposób: "my was nie zmuszamy do przyjęcia uchodźców, ale jeśli nie chcecie to musicie zapłacić za ich utrzymanie w innych krajach". Sam pomysł wydaje się niedorzeczny, ale prawdziwą skalę głupoty tego pomysłu stanowi skala tej kary. Otóż za KAŻDEGO nieprzyjętego imigranta państwo miałoby zapłacić 250 tysięcy Euro. Tak, nie pomyliłem się - w przeliczeniu na złotówki wychodzi, że za każdego nieprzyjętego uchodźcę Polska musiałaby zapłacić okrągły milion złotych. Propozycja ta miała jednak pewien pozytywny wpływ na polską scenę polityczną - wszystkie partie polityczne jak jeden mąż uznały ten pomysł za niedorzeczny. Tym samym okazało się, że eurosceptycy nie mieli racji - Unia Europejska jednoczy Polaków!        

 

Na blogu zostało użyte prawo satyry i prawo cytatu

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale