Pojedynek Andrzeja Gwiazdy i Bogdana Borusewicza w wyborach do Senatu w okręgu gdańskim to bój nie tylko o mandat senatora, ale także, a może przede wszystkim o pamięć i historię - o prawdę dotyczącą Solidarności, Okrągłego Stołu i III RP! Tym bardziej warto ten pojedynek śledzić!
Andrzej Gwiazda - (ur. 1935) i Bogdan Borusewicz- (ur. 1949) to dwie postaci, których życiorysy są lustrzanymi odbiciami argumentów dwóch stron podziału w Solidarności: na tych, którzy chcieli walczyć z komunądo końca i tych, którzy po kilku latach usiedli do rozmów z przywódcami reżimui dogadali się z nim, wchodząc w skład rządu obok takich tuz jak gen. Czesław Kiszczak czy gen. Florian Siwicki.
Andrzej Gwiazda to człowiek, który był prześladowany de facto przez całe życie. W wieku 5 lat Gwiazda wraz z matką i babką został wywieziony przez Rosjan do kołchozu w Kazachstanie. Tak opisuje ten czas w wywiedzie dla "Naszego Dziennika":
"Według obecnych polskich kryteriów było to absolutnie niemożliwe. Zimą panowała temperatura od -40 do -60 st. C, w mieszkaniu często było nocą -20 st. C. W lecie na słońcu ponad 60 st. C, jajko gotowało się zasypane piaskiem. Nasz dobytek stanowiły dwa tobołki z pościelą, kosz wiklinowy z "miejskimi" ubraniami, maszyna do szycia i obraz Matki Bożej, który po drodze potłukła maszynka do mięsa. Ciężarówka z ludźmi z naszego transportu zajechała do wsi Imantau. Wysadzano rodziny na drodze, a mieszkańcy zabierali nas do domów. We wsi były dwa kołchozy, jeden im. Woroszyłowa, drugi tatarski - Aryman. Rosjanie nie wiedzieli, że Aryman to bóg zła. Przy domach można było sadzić tylko kartofle. Nawet za pojedyncze źdźbło zboża można było trafić do łagru. Zboże wyłącznie siał kołchoz. Po zbiorach oddawało się taką ilość plonów, jaka wynikała z planu. Jeśli coś zostało, dzielono między pracujących w kołchozie. Za całoroczną pracę można było dostać "nawet" 2 pudy (32 kg) zboża. Jeśli jednak zbiory były mniejsze, wszyscy musieli dopłacić. Mimo to przeżyliśmy. O głodzie nie ma sensu opowiadać. Kilka miesięcy na jednym kartoflu dziennie to coś innego niż brak kanapki na drugie śniadanie."
Z zesłania Gwiazdowie wrócili po 8 latach. W 1948 przyjechali do Gdańska. To jednak nie koniec problemów Andrzeja Gwiazdy z reżimem komunistycznym. W 1954 roku wyrzucono go ze studiów, bo opowiadał prawdę o tym, jak wygląda życie w sowieckich kołchozach i o tym, jak bolszewicy traktowali Polaków. Po przymusowym odbyciu służby wojskowej i pokonaniu wielu innych przeszkód, Gwiazda skończył studia na Politechnice Gdańskiej w 1966 roku. Następnie był wykładowcą cybernetyki na tej uczelni.
Pracę nauczyciela akademickiego szybko stracił za zaangażowanie w wystąpienia antykomunistyczne w 1968 i 1970 roku. Potem pracował w Zakładach Okrętowych Urządzeń Elektrycznych i Automatyki "Elmor". W 1976 wraz z żoną, zasłużoną działaczką opozycji antykomunistycznej, Joanną Dudą wystosował list do Sejmu PRL, w którym Gwiazdowie wsparli postulaty KOR. Otrzymali za to zakaz opuszczania kraju i stali się obiektami stałej inwigiliacji SB.
Od 1977 Andrzej Gwiazda współpracował z Biurem Interwencji KOR. W 1978 był jednym z twórców Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. W okresie tym był 10 razy zatrzymywany przez SB. W 1980 wszedł w skład prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, z którego wyrosła "Solidarność". Od początku był wiceprzewodniczącym "Solidarności".
Po wprowadzeniu stanu wojennego, 13 grudnia 1981, Gwiazda został zatrzymany i internowany. W komunistycznym więzieniu siedział aż do lipca 1984 roku, ale już w grudniu tego samego roku został ponownie aresztowany. Wypuszczono go w maju 1985 roku.
Jego poglądy zaczęły się mocno różnić od stanowiska Lecha Wałęsy i jego współpracowników. Gwiazda odrzucił propozycję rozmów z władzami PRL i ostro występował przeciwko Okrągłemu Stołowi. W ten sposób mówi o tych wydarzeniach:
"Generał Czesław Kiszczak podzielił opozycję na „konstruktywną” i „niekonstruktywną”. Ta „konstruktywna” napiła się z nim wódki w Magdalence i zawarła umowę. Druga „Solidarność” złamała wszystkie zasady pierwszej. Trudno więc mówić o jakiejkolwiek ciągłości między pierwszą a drugą. Nie było jej też w sensie prawnym. Ponadto w latach 1989–1992 we wszystkich konfliktach między załogą a pracodawcą druga „Solidarność” zawsze stawała po stronie pracodawcy, a więc nie była związkiem zawodowym. "
Po 1989 roku wydawał pismo "Poza Układem". Bez powodzenia walczył z komitetu o takiej samej nazwie o mandat w Sejmie. W połowie lat 90. zaczął wycofywać się z polityki, pisząc jedynie co jakiś czas dla pisma "Obywatel". Odsunięty na boczny tor przez tych, dla których walczył o wolności, Gwiazda wraz z żoną coraz częściej wyruszał w góry. Od wielu lat oboje należą do Klubu Wysokogóskiego.
W 2005 roku wraz z grupą działaczy WZZ i Solidarności zorganizował alternatywne obchody 25. rocznicy powstania związku. Nie mógł bowiem znieść, że wywodząca się z "Solidarności" część establishmentu odgordziła się barierami od swych dawnych związkowych kolegów.
"To msza dla wybranych, gdzie na barierkach trzeba się legitymować; to wydaje się mi, że z Panem Bogiem ma to mało wspólnego (...) Chciałbym zapytać, co to są za VIP-y, które trzeba chronić przed społeczeństwem?"
Tak zaś Andrzej Gwiazda oceniał Polskę po przemianach ustrojowo-ekonomicznych:
"Nadzieją jest też potencjał naszego Narodu. Po zaborach w 20 lat dociągnęliśmy do europejskiej czołówki. W PRL mimo rządów komunistów zbudowaliśmy silny przemysł. Blisko 20 lat tzw. transformacji doprowadziło do katastrofy gospodarki. Ale mamy doświadczenie w wychodzeniu z trudnych sytuacji, a świadomość, że trzeba zacząć odbudowę kraju, jest już powszechna. Tym razem mamy jednak, niestety, poważną przeszkodę w postaci Unii Europejskiej. W II Rzeczypospolitej wszystkie poważne inwestycje były organizowane przez rząd. Natomiast przepisy unijne nie pozwalają na włączenie się społeczeństwa w odbudowę gospodarki, bowiem ogólnospołeczne inicjatywy organizuje rząd, a rządowi nie wolno ingerować w gospodarkę. Ze statystyk wynika, że ok. 70 procent społeczeństwa żyje poniżej minimum socjalnego, 19 procent poniżej minimum biologicznego. Nędzarze nie mogą inaczej niż wspólnie odbudować gospodarki. To zaś jest ograniczone przepisami, które z własnej woli przyjęliśmy."
"Polska po 25 latach zamiast wśród krajów sprawiedliwych rozwiniętych i bogatych, znalazła się w bagnie."
W 2007 jako kandydat PiS wszedł w skład Kolegium IPN. W 2011 ta sama partia wystawiła go jako kandydata do Senatu. Gwiazda wielokrotnie wspierał PiS i braci Kaczyńskich w wyborach. Nie był jednak wobec nich bezkrytyczny. Powiedział np. tak:
"Nie zawsze głosowałem na PiS. Gdy PiS zadeklarował koalicję z Platformą Obywatelską, to mojego głosu nie dostał."
Andrzej Gwiazda jest honorowym obywatelem Gdańska. Otrzymał Medal Polonia Mater Nostra Est. Prezydent Lech Kaczyński odznaczył go 3 maja 2006 roku Orderem Orła Białego, a następnie powołał w skład kapituły tego orderu. Odszedł z niej, gdy kolejny prezydent, Bronisław Komorowski zadecydował o odznaczeniu najwyższym państwowym odznaczeniem Adama Michnika. Z tego samego powodu nie przyjął od Komorowskiego Krzyża Solidarności i Wolności.
Zobacz też:
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20080628&typ=my&id=my11.txt
Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości wobec poparcia Andrzeja Gwiazdy w wyborach? Wątpię, ale z uczciwości informuję, że ma on w Gdańsku rywala. Jest nim Bogdan Borusewicz - student prof. Ryszarda Bendera na KUL, wiodący prym w gronie tych, którzy oskarżają tego historyka o liczne, acz mało precyzyjne "niegodziwości".
Borusewicz studia jednak skończył. Podobnie jak Gwiazda działał w organizacjach opozycyjnych w PRL. Znalazł się jednak w przeciwnej do Gwiazdy grupie, która po 1989 roku zamiast niskich emerytur zaczęła pobierać wysokie poselskie uposażenia. Borsusewicz od 20 lat (z jedną przerwą) zasiada w parlamencie. Średnio co drugie wybory zmieniał listy, z których startował. Był już przedstawicielem Solidarności, UD, Unii Wolności, niezależnym i PO. Z ramienia UW sprawował urząd wiceszefa MSWiA w rządzie Jerzego Buzka. Potem został marszałkiem Senatu.
Borusewicz nie cieszy się jednak zbyt dobrą opinią wśród wielu legend "Solidarności". Tak mówiła o nim Św.P. Anna Walentynowicz:
"Bogdan Borusewicz miał za zadanie nie dopuścić do powstania wolnych związków, a później oskarżał nas o agenturalność."
Tak Borsuewicza ocenia legenda opozycji, Ewa Kubasiewicz, skazana na najwyższy wyrok w procesie politycznym lat 80.:
"Bogdan Borusewicz jest ostatnią osobą, której bym uwierzyła(...) Zwróciłam się do Bogdana Borusewicza z prośbą, żeby mi udostępnił jakąś maszynę, abym mogła drukować gazetę i ulotki. Spotkałam się jednak z odmową, ponieważ, jak się później okazało, Bogdan nie zamierzał pomagać konstruktywnej opozycji. Ci, którzy mieli bardziej niezależne poglądy nie mogli liczyć na niego, choć dysponował jako szef podziemnej gdańskiej Solidarności olbrzymią pomocą z Zachodu. Maszyny drukarskie i powielacze chowane były w piwnicach, a ludzie nie mieli na czym pracować. W ten sposób zniknęła prawie cała podziemna prasa na Wybrzeżu. Borusewicz mówił zresztą otwarcie, że nie chce, aby ludzie Gwiazdy mieli na czym drukować. Myślę, że nie chodziło tylko o moją osobę, ale o ubezwłasnowolnienie całego Gwiazdozbioru."
Dobrego zdania o Borsuewiczu nie mają także sam Gwiazda, jak i były wykładowca obecnego marszałka, wspomniany już prof. Ryszard Bender.
Obaj panowie startują do Senatu z okręgu nr 65, który obejmuje Gdańsk i Sopot.
Cytaty za:
Wikiquote



Komentarze
Pokaż komentarze (19)