Byliśmy, własnie się skończyło.
Nie zapomnimy przepastnego dekoltu na plecach dyrygentki chórku akademickiego, wypinajacej się nim na JMRektora i zagłuczajacej swoim głosikiem resztę chórku... bardzo sexy, a jakże.
W przemówieniach - no cóż, tradycyjnie ani słowa o bolączkach przez nas sygnalizowanych,
aczkolwiek rektor tradycyjnie kontynuuje sowją politykę symulowanej wrażliwości - wynajdywanie i sygnalizowanie problemów(owszem realnych ), co do których potem nie rusza palcem.
W tym wyoadku był to ageizm - dyskryminacja osób 35+. ( rok temu oszukiwanie na ankietach oceny wykładowców - też nic się nie ruszyło).
Starł też na miazgę cały system nauki polskiej.
Merytorycznia miał rację.
Szczególnie, jesli ktoś nie zna jego systemu poruszania trudnych spraw, a następnie niekiwania w tych sprawach palcem.
Dla porówniania, rok temu ubolewał nad powszechnym oszukiwaniem na ankietach przez wykładowców.
Dziś stało sie to już standardem.
Ankiet ewaluacyjnych nie rozprowadzają całe wydziały kolegium europejskie, dziennikarstwo, i wiele innych.
Niektóre dla niepoznaki mają własne, okrojone "ankietki" wyłącznie do użytku wewnętrzengo - jak ISNS.
Część robi ewaluacje co drugi raz (jak lingwistyka!).
Więc napietnowanie przez rektora podczas rozpoczęcia roku chyba oznacza de facto tradycyjną carte blanche dla kolejnej porcji nadużyć.
Ciekawe, o czym usływszymy za rok.
Również, usłyszeliśmy co nieco między wierszami - odnośnie tego, czy UW ma szansę za pogoń za Europą i światem, jeśli chodzi o pozycję i standardy akademickie.
Na końcu rektor odczytał list Komorucha. I ani jednego klaśnięcia na sali.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)