Nie, nie chodzi mi o polityka rozwiedzionego ze swoją żoną. Chodzi o polityka rozwiedzionego z partią.
W życiu politycznym, tak samo jak w życiu osobistym zdarzają się różne przypadki. I potrafię zrozumieć, że ktoś się chce - nawet po latach - rozstać. Ale tak jak przy zwykłych rozwodach dobrze jest popatrzeć jak się para rozstaje.
Jedni szybko wpadają w objęcia nowej miłości. Z tymi zwykle jest spokój. Po kilku oświadczeniach przed ślubem - w końcu trzeba uzasadnić odejście od tyrana/alkoholika/utracjusza/ - po kilku porównaniach - tamten nigdy by nie dał mi tyle szczęścia, bo...polityk realizuje się w nowym związku. Lub siedzi cicho, bo widzi, że wpadł z deszczu pod rynnę, ale nie ma ochoty się dodatkowo ośmieszać.
Drugi typ to ten, który poszedł na swoje. Domek własny, ale ciasny, sama na siebie zarobię i te klimaty. Tu zwykle już gorzej. Po pierwszym upojeniu wolnością wracają do nadawania na współmałżonka. Do tego dochodzą kłótnie o podział majątku, o opiekę nad dziećmi.
Jednak najgorszy jest rodzaj trzeci. Na różnego rodzaju imprezach towarzyskich brylują u boku męża. Opowiadają jaki wspaniały związek tworzą, chwalą się prezentami od współmałżonka. I faktycznie - tu kolia , tam mercedes - nie da się ukryć, obsypuje.
No a potem po rozwodzie chodzi i mędzi - tak, dostałam kolię, ale nigdy nie miałam orgazmu! No owszem, dał mercedesa, ale przecież tyle lat wychowywałam jego dzieci. Jego? Nie nasze?
Bił mnie, ale ja milczałam, pudrowałam siniaki bo było mi głupio przed sąsiadami.
Nie - moi drodzy rozwiedzeni. Przy zwykłym rozwodzie też oceniamy co jest prawdą, a co oczernianiem. Sprawy łóżkowe odrzucają nas natychmiast - o tym się rozmawia najwyżej z najbliższą przyjaciółką.
Ale wy nie jesteście pierwszą naiwną uwiedzioną. Wchodziliście z otwartymi oczami w ten związek. Więc teraz macie tylko dwie drogi - albo odejść z polityki albo się zamknąć.
2464
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (70)