by Burek
Polska jest jak Spółdzielnia Produkcji Spożywczej, której organizację miałem okazję poznać. Środki produkcji należą do wszystkich pracowników, firma jest rzeczą wspólną. Większość zatrudnionych stanowią osoby zajmujące się podstawowymi zadaniami: przygotowaniem ciasta, wypiekiem pieczywa jak również, "last but not least", produkcją panieru.
O ten ostatni produkt toczą się ciężkie boje z ustawodawcą, gdyż cały, spory, zysk z jego produkcji wynika z pozytywnej dla omawianego zakładu interpretacji liczenia VAT. Interpretacje są różne, dlatego sprawa jest sądzie. Kierownictwo firmy wybierane jest przez wszystkich pracowników i jak przystało na "res publikę" musi spełniać wszelkie wymagania "właścicieli firmy". Fundusz socjalny jest spokojną przystanią, gdzie każdy pracownik otrzyma należną mu pomoc - czy to wysokiej wartości "wczasy pod gruszą", czy nieoprocentowaną pożyczkę, fundusze dla młodych rodziców, chorobowe. Czego dusza zapragnie.
Sytuacja wysoce komfortowa, jest tylko jeden problem: firma jest niekonkurencyjna, ceny produktów są potwornie wysokie i zupełnie nieprzystające do realiów rynku. O konkurentach kierownictwo firmy (wybrane spośród członków spółdzielni, nie ma mowy o odpowiednim wykształceniu czy umiejętnościach) wyraża się pogardliwie per "garażowcy", z którymi "nie da się konkurować". Dlatego firma wykazuje ujemny zysk z działalności operacyjnej. Na szczęście, jak każdy szanujący się analityk wie, w zestawieniu przychodów i strat jest również pozycja "działalność finansowa", a tutaj wyniki są rewelacyjne.
Spółdzielnia po transformacji '89 roku stała się właścicielem wielu hektarów ziemi, których wartość cały czas rośnie. I tak kierownictwo od czasu do czasu sprzedaje kawałek ziemi, nieruchomość i wtedy firma ma nie tylko przychód ale również zysk! Oczywiście wysokie zyski wiążą się z premiami dla wszystkich właścicieli zakładu.
Polska jest jak spółdzielnia produkcji spożywczej. Wybrana przez Polaków "ekipa" zajmuje się głównie utrzymaniem przy władzy. Aby zostać wybraną na kolejną kadencję wyprzedaje obligacje, zadłużając kolejne generacje. Głównym tematem rządu jest walka o interpretację, nie VAT, ale tego, jak Komisja Europejska będzie liczyć deficyt i inne wskaźniki ekonomiczne. Bo gdy sposób liczenia będzie odpowiedni, to wyniki będą się zgadzać. A to, że poprzez ogromne wydatki socjalne, podwyższane podatki i absurdalne regulacje zmniejsza konkurencyjność kraju do poziomu drugiej setki w rankingach światowych? To naprawdę zupełnie nikogo nie obchodzi, byle do jutra.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)