ujadacze ujadacze
268
BLOG

Ballada o rycerzu i smoku biurokracji

ujadacze ujadacze Polityka Obserwuj notkę 1

W zeszłym tygodniu prezydent odesłał ustawę o racjonalizacji zatrudnienia do czarnej dziury Trybunału Konstytucyjnego. Przy okazji wyszło na jaw, że urzędy już od połowy 2010 roku sztucznie zwiększały liczbę pracowników, żeby w razie wprowadzenia nowych przepisów gładko powrócić do stanu wyjściowego.

To, że rząd - rycerz w nieco już zardzewiałej zbroi - ponosi porażkę w walce z biurokratycznym smokiem, nie powinno nikogo dziwić. Od dziesięcioleci ten potwór rośnie wraz z rozbudową funkcji państwa. Jego odporność na czynniki zewnętrzne symbolizują urzędnicy, którzy kariery rozpoczynali w czasach Gierka i do dzisiaj popijają kawkę za biurkiem. Wcześniej budowali socjalizm, teraz wolny rynek. Bez różnicy.

Warto przypomnieć losy wspomnianej ustawy. W poszukiwaniu oszczędności premier zawiesił swoje przenikliwe oko na administracji. Okazało się, że od powstania rządu w 2007 roku, liczba urzędników wzrosła o 60 tys., osiągając zawrotny pułap 630 tys. osób. Ponieważ próby okiełznania tego żywiołu nie przynosiły dotąd żadnych rezultatów, wybór padł na niezawodne narzędzie socjalistycznego państwa: regulację ustawową. "Ustawą ich, urzędasów!" - zakrzyknął wściekły premier i zastępy jego przybocznych ruszyły konstruować odpowiednie zapisy.

Nie do końca to wszystko się udało, bo ustawa okazała się bublem prawnym. Są trzy możliwe wyjaśnienia tej sytuacji. Pierwsze, to że ludzie pracujący nad nowymi przepisami nie potrafią tego robić. Wyjaśnienie drugie zakłada, że poszukiwania oszczędności i wściekłość premiera były jedynie sprawnie odegranym teatrzykiem. Bohaterem ostatniej sceny został prezydent, kierując niechcianą ustawę do TK. Trzecie, najbardziej realne, to synteza dwóch wcześniejszych, wyposażona w bezpiecznik. Uwzględnia potencjalną niekompetencję rządu, napędza medialny show i daje władzy wykonawczej możliwość manewru. Jeśli smok się zdenerwuje, to zawsze można powiedzieć, że ustawa jest jednak niezgodna z konstytucją.

Na końcu tej ballady o rycerzu i smoku biurokracji wygrywa premier, bo próbował oszczędzać. Chciał, niestety padł w nierównej walce z potworem. Wygrywa też prezydent, bo ratuje kraj przed złą ustawą, a w oczach komentatorów staje się niezależnym i odpowiedzialnym politykiem. Co prawda w przypadku ustawy dopalaczowej, która ewidentnie łamała standardy państwa prawa, B. Komorowski nie wykazał się podobną czujnością, ale znajmy proporcje. Tam chodziło o jakiegoś króla dopalaczy, a tutaj o aparat administracyjny. Wygrywają w końcu urzędnicy, bo nikt ich nie będzie zwalniał.

Kto przegrywa? Element wrogi w socjalistycznym państwie - przedsiębiorcy, którzy zapłacą więcej podatków na utrzymanie tego cyrku. Łaskawie tolerowani, bo ktoś na budżet zarabiać musi, ale niech tylko podniosą głowy, badylarze, że ciągle tylko podwyżki. Kontrola skarbowa wskaże im miejsce w szeregu. Płaćcie i słuchajcie opowieści, jak dzielny rycerz ze smokiem wojował!

ujadacze
O mnie ujadacze

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka