Wczorajsza debata telewizyjna , w której udział wzięli: Leszek Balcerowicz oraz Jacek Rostowski okazała się interesującym wydarzeniem medialnym, w którym jak w soczewce skupiło się kilka aspektów dotyczących polskiej rzeczywistości medialnej. Temat: Reforma OFE. Można wyróżnić obszary mojego zainteresowania, reprezentowane przez następujące elementy tworzące wczorajsze wydarzenie.
1) Prowadzący (Tadeusz Mosz oraz Jerzy Baczyński). Pierwszy z tej zabawnej pary, w odróżnieniu od drugiego, do pewnego momentu skutecznie udawał ,że rozumie o czym w ogóle jest mowa. Próbował częstokroć przerywając swoim rozmówcom, przybliżyć nieprawdopodobnie, jego zdaniem trudną tematykę widzom poprzez porównania, zrozumiałe nawet przez kozę. Np. dochody z prywatyzacji to miały być pieniądze od „bogatej cioci”. Czy zakładał że Polak nie wie co to jest prywatyzacja, czy też sam w ten sposób wizualizuje sobie procesy gospodarcze, doprawdy nie potrafię powiedzieć. Wyraz twarzy Jerzego Baczyńskiego zdradzał ,iż znajduje się w tym studiu tylko z powodu tytułu dziennikarza 20 lecia. Całkowity brak zrozumienia tematu, podkreślał skutecznie i dobitnie ,iż jaki kraj taki wyróżniony dziennikarz. Brak profesjonalizmu w strukturze samej debaty (ciągle przekrzykiwany Balcerowicz, brak pomysłu na jej przebieg) doskonale obrazował stan debaty publicznej poza studiem na ten sam temat.
2) Jacek Rostowski. Bardziej polityk niż ekonomista. Próbował wygrać debatę, nie argumentacją ale typowi „trickami erystycznymi”. Ich wachlarz, jak usłyszałem dzisiaj rano w radiu, dosyć trafnie uderzył w zapotrzebowanie słuchaczy, którzy jak skrzętnie podaje Gazeta Wyborcza, skutecznie dali się przekonać argumentom typu: Nie ma sensu aby OFE inwestowało w obligacje, bo to jest podwójne pożyczanie, lepiej pieniądze zaoszczędzone przeznaczyć na drogi, albo szkoły, natomiast całość pozostałych składek wsadzić na giełdę. Argument doprawdy łatwy do obalenia (czyż pieniądze przeznaczone na emerytury nie powinny iść na emerytury ?). Teza ,iż inwestowanie w obligacje jest bezsensowne podkłada nogę w ogóle samej idei sprzedawania obligacji, skoro to jest tak głupie, to dlaczego państwo polskie emituje je z roku na rok z coraz większym oprocentowaniem, w coraz większej ilości ? Przecież ZUS do którego trafi różnica, nie będzie tych pieniędzy w ogóle inwestował, ale indeksował.
3) Leszek Balcerowicz. Ekonomista, który do debaty nt. OFE przygotował się merytorycznie. Nic nie wskazuje aby realizował interes inny od deklarowanego (tak ja w przypadku ministra finansów), a dzięki wielu sukcesom we wprowadzaniu trudnych reform, ciągle cieszący się poważaniem. Argumenty, których używał były prawdziwe i trafne. Wskazał na dramatyczną różnicę pomiędzy kontem w OFE a subkontem w ZUS. Różnica tak jak w języku angielskim pomiędzy słowem (account oraz a cunt – może podobnie brzmi ale znaczy zupełnie co innego). Zwrócił uwagę na to ,iż wskazywanie OFE jako głównego winowajcę wzrastającego długu publicznego jest nieprawdziwe. Nawołanie do szukania pieniędzy w systemie poprzez reformy, jak to zazwyczaj zmieniło się na wołanie na puszczy.
Ostatnim elementem opisywanego zjawiska, jest reakcja zwłaszcza dziennikarzy na wczorajszą debatę. Sformułowania typu „nieprawdopodobnie ciężka materia” „niewiele zrozumiałem” poganiały, dalsze zachwyty nad „trudnością substancji”. Czy doprawdy tak trudno zrozumieć jak podzielona jest pewna kwota pieniędzy na 5 części ? 3/5 do ZUS, 2/5 do OFE. Kolejny nieprawdopodobnie trudny podział to: 40% z 2/5 pieniędzy z OFE na giełdę, 60% z 2/5 pieniędzy z OFE w obligacje. Utwierdza mnie to tylko w przekonaniu, że przyznawanie tytułów tuzom intelektualnym typu Jerzy Baczyński, nie jest doprawdy przypadkiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)