- Jednak, dopóki władze naszego państwa podejmują decyzję o pozostawieniu ambasadora Krzysztofa Krajewskiego w Moskwie, ambasador Andriejew musi niestety pozostać w Warszawie. Niemniej jednak, jeśli polski rząd zdecyduje się na zupełnie inną ścieżkę, co oczywiście wymagać będzie odpowiedniego, wcześniejszego poinformowania ambasadora Krajewskiego, aby uniknąć sytuacji, w której stałby się przypadkową ofiarą tego co może się w Moskwie wydarzyć– taka decyzja może zostać podjęta – uważa.
Igor Janke zauważa, że gest wykonany przez ambasadora Rosji mógł mieć na celu sprowokowanie Polski do ostrej reakcji. Jego zdaniem, postawa Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które nie reaguje w sposób, jakiego mogliby oczekiwać ambasador Andriejew czy Ławrow, może być sensowna.
- Nadal podtrzymuję apel o odwołanie ambasadora Andriejewa, ponieważ istnieje czerwona linia. W tej chwili właśnie ta granica została przekroczona. Niestety, opóźnienie podjęcia tej decyzji już negatywnie odbiło się na relacjach polsko-ukraińskich – twierdzi Jan Piekło, były ambasador Polski na Ukrainie.
- Jeśli ambasador Andriejew zachowuje się arogancko wobec swoich polskich partnerów, pozostawienie go w Polsce może być postrzegane jako przejaw słabości i przyzwolenia na ewentualne wysłanie nie jednej, ale nawet dwóch albo trzech rakiet, które mogą przeniknąć w naszą przestrzeń powietrzną i zaatakować cele na Ukrainie. Taka sytuacja mogłaby dodatkowo zaostrzyć relacje emocjonalne ze strony Ukrainy. Przykłady trzech krajów bałtyckich, które dobrze sobie radzą bez ambasady rosyjskiej, pokazują, że brak ambasady nie stanowi problemu – dodaje.
Całość rozmowy na kanale Układu Otwartego:
---
Zachęcamy do wspierania Układu Otwartego. Patroni zostają członkami zamkniętej grupy na Facebooku i mogą otrzymać newsletter z wyborem najciekawszych tekstów z polskiej i światowej sieci.
Strona Autora: igorjanke.pl




Komentarze
Pokaż komentarze (9)