NIE dla unii polsko-ukraińskiej NIE dla unii polsko-ukraińskiej
192
BLOG

Dlaczego Polska powinna wziąć udział w "Nowym Monachium"?

NIE dla unii polsko-ukraińskiej NIE dla unii polsko-ukraińskiej Polityka Obserwuj notkę 3
Jesienią 2024 w polskich mediach głośno komentowane było spotkanie na szczycie w gronie prezydentów Bidena i Macrona, premiera Starmera i kanclerza Scholza. Spotkanie odbyte 18 października 2024 dotyczyło głównie Ukrainy, a kontrowersyjny dla nas był fakt iż w tym gronie zabrakło przedstawiciela Polski. Pojawiały się w tym kontekście hasła o "Monachium' i "Jałcie". Teraz, po serii spotkań w sprawie Ukrainy bez udziału Polaków to nie dziwi a zapowiedzi wyautowania Warszawy z ważnych rozmów o pokoju okazały się słuszne. W zasadzie można być pewnym że rola Polski znacząco nie wzrośnie, pojawiają się nawet opinie iż nasze władze celowo unikają wejścia w formaty które mają zmusić Ukrainę do ustępstw.

W tym kontekście postanowiłem przypomnieć mój tekst z opublikowany na fb jesienią 2024 który okazuje się nadal aktualny, szczególnie w kontekście zaproszenia Polski do tzw. Rady Pokoju.

Dlaczego Polska powinna wziąć udział w „Nowym Monachium”

W proukraińskich środowiskach politycznych i eksperckich pojawiają się opinie iż to dobrze że Polska nie będzie brała udziału w decydowaniu o losach Ukrainy po wojnie. Przyczyną ma być fakt iż Kijów ma być zmuszony przez mocarstwa zachodnie do częściowego przyjęcia warunków Moskwy i rezygnacji z utraconych terytoriów na wschodzie i południu. W tym duchu wypowiadają się m.in. przedstawiciele Centrum Mieroszewskiego czy nawet związanego ze środowiskiem narodowym Nowego Ładu.

Twierdzenie iż Polska nie powinna współdecydować o podziale Ukrainy jest wyrazem romantycznego infantylizmu. Taka postawa była krytykowana niejednokrotnie po tym gdy okazało się że Ukraińscy politycy nie czują żadnych zobowiązana ani wdzięczności wobec Polski po przekazanej pomocy militarnej i wsparciu na forum organizacji międzynarodowych, a wręcz oskarżają Warszawę o współpracę z Moskwą.

Polscy politycy powinni zasiadać zawsze przy stole rozmów na temat naszego regionu, a szczególnie naszych sąsiadów. Jako przykład można podać konferencję w Wersalu, uznawaną za sukces Romana Dmowskiego który wywalczył korzystny ja na tamten czas przebieg granicy zachodniej. Polska była też sygnatariuszem konferencji w Trianon podczas której zdecydowano o podziale przyjaznych nam Węgier, ale udało się na niej też załatwić polskie interesy i udział naszych przedstawicieli był w pełni zrozumiały.

Z drugiej strony, przedstawiciele Polski nie brali udziału np. w Kongresie Wiedeńskim 1815 r. czy Konferencji Monachijskiej w 1938 r. Warto się bliżej przyjrzeć drugiemu przykładowi, gdyż to wydarzenie służy środowiskom skrajnie ukrainofilskim do wykazania iż lepiej żeby Polska nie brała udziału decydowaniu razem z mocarstwami bo ewentualne rozmowy w sprawie pokoju na Ukrainie to będzie „drugie Monachium”, czyli zapadną tam decyzje o okrojeniu terytorialnym Ukrainy.

 30 września 1938 przedstawiciele Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Włoch podpisali układ stanowiący o aneksji przez III Rzeszę części Czechosłowacji, zamieszkałej przez Niemców sudeckich. Polska obok Węgier nie została dopuszczona do konferencji co oznaczało że interesującą nas kwestię Zaolzia pozostawiono w rękach przywódcy III Rzeszy. Zamiast decydować na równi z Londynem i Paryżem zostaliśmy w konsekwencji sprowadzeni do roli pomocnika nazistów w rozbiorze Czechosłowacji. Taka opinia pokutuje do dzisiaj co wykorzystuje choćby rosyjska propaganda czy środowisko neobanderowskie.

Po układzie monachijskim Polska straciła też uznanie w oczach Węgrów, którzy zamiast sojuszu z Warszawą woleli zwrócić się do Berlina w sprawie dalszego podziału Czechosłowacji co doprowadziło do arbitrażu wiedeńskiego a potem niekorzystnego dla nas podporządkowania Słowacji przez III Rzeszę.

 Analogicznie teraz, gdy Polski zabraknie przy stole rozmów podczas których rozstrzygają się ważne sprawy naszego regionu, nie będziemy też traktowani poważnie przez mniejsze państwa Europy Środko-Wschodniej. Ukrainofile i romantycy oczywiście odtrąbią kolejne „Zwycięstwo moralne” Polski ale w oczach państw regionu nie będziemy liczącym się graczem. Nie chodzi tu nawet o Ukrainę, bo dla Kijowa i tak liczą się państwa które mają potencjał i znają reguły gry międzynarodowej bez względu na deklarowane sympatie o czym świadczy to jak potraktowali rząd PiS który prowadził nadmiernie idealistyczną, życzeniową i ignorującą realia politykę wschodnią. Udział Polski przy stole rozmów jest ważny jeśli poważnie rozważany jest choćby sojusz obronny z państwami nordyckimi i bałtyckimi.

Niewątpliwie w polskim interesie jest niedopuszczenie do sytuacji by nasze wojsko pilnowało wschodnich granic Ukrainy, a takie pomysły pojawiają się planie pokojowym przygotowywanym przez prezydenta elekta Donalda Trumpa. Może dojść do sytuacji, gdy o naszym zaangażowaniu za nas będą decydować… Ukraińcy. Świadczy o tym choćby brak Polski wśród państw które zostały poinformowane o tajnych załącznikach tzw. planu zwycięstwa Zeleńskiego. Pamiętajmy przy tym Kijów jest zainteresowany wepchnięciem Warszawy w konflikt z Moskwą. Z pewnością udziałowi naszych przedstawicieli w przyszłych rozmowach nie służy publiczne rozdzieranie szat nad kwestią integralności terytorialnej Ukrainy. Powrót Krymu i reszty utraconych terytoriów do Ukrainy jest nierealny i warto to przyjąć za punkt wyjścia. Tym bardziej że Ukraina może stanowić dla Polski bufor nawet gdyby granica przebiegała na Dnieprze.

       Porównania obecnej sytuacji wokół zakończenia wojny do konferencji monachijskiej nie mają oczywiście przełożenia na rzeczywistość, dlatego tytuł ma charakter prowokacyjny. Choćby z tego powodu że w konferencji monachijskiej nie brała udziału ofiara podziału, czyli Czechosłowacja. Spotkanie kanclerza Niemiec, premiera Wielkiej Brytanii oraz prezydentów USA i Francji pod koniec października raczej nie wniosło nic nowego w kwestii przynależności terenów zajętych przez Rosję, to jest oczywiste od co najmniej roku i spotkanie w wąskim gronie mogą to najwyżej potwierdzić… Ukraina jest wręcz zmuszana do udziału w rozmowach z Putinem i jeśli mocarstwa zdecydują bez jej udziału, to głównie na własne życzenie Kijowa. Ponadto Polska nie rości sobie praw do żadnych terytoriów Ukrainy. Romantyczne i przebywające w świecie własnych pojęć środowiska ukrainofilskie byłyby zadowolone z kolejnego „zwycięstwa moralnego” po rozbrojeniu Wojska Polskiego i bezwarunkowym wspieraniu Kijowa na forum NATO i UE. Ale w świecie prawdziwej polityki jest zrozumiałe że wojna kończy się konferencjami pokojowymi i strony muszą się zgodzić na kompromis a Polska powinna w tych rozmowach uczestniczyć po to by pilnować własnego interesu narodowego.




 Moje zainteresowania to historia, polityka w tym stosunki polsko-ukraińskie. Jestem miłośnikiem kresów wschodnich, ale sprzeciwiam się polityce opartej na sentymentach i myśleniu życzeniowym. Bloga założyłem początkowo na fb w maju 2022 roku, w reakcji na pojawiające się propozycje utworzenia "Unii Polsko-Ukraińskiej" . Pomysły te, mówiące nawet o utworzeniu federacji czy konfederacji polsko-ukraińskiej były i są niebezpieczne dla państwa polskiego. Opowiadam się za dobrymi relacjami z Ukrainą, jednak  utworzenie jednego państwa czy konfederacji z Ukrainą mogłyby spowodować zarażenie polskiej gospodarki i polityki patologiami znacznie gorszymi od tych które znamy z lat 90-tych. Spowodowałoby to też zaostrzenie konfliktów narodowościowych które nam i tak grożą od momentu znacznego napływu imigrantów w czasie rządu PiS.  Prace nad traktatem polsko-ukraińskim i wypowiedzi szczególnie przedstawicieli pałacu prezydenckiego pozwalały sądzić że ten kierunek jest poważnie brany pod uwagę w obozie pisowskim.  Propozycje utworzenia potworka zwanego unią polsko-ukraińską nie brały pod uwagę dążeń samych Ukraińców, którym federacja kojarzy się  z ZSRR. Do tego podchodzą lekceważąco do znaczenia Polski, ich kraj jest dużym państwem europejskim prawie dwa razy większym od Rzeczpospolitej i takim pozostanie mimo utraty kilku obwodów. Polityka Kijowa pokazuje że Ukraina nie jest też zainteresowana przewodnią rolą Polski i budową "Międzymorza". Ukraina tradycyjnie spoglądała w stronę Niemiec i to jest też widoczne w ostatnim czasie.  Kontynowanie myślenia życzeniowego w polityce wschodniej będzie powodowało  skutki  które można streścić wypowiedzią z wywiadu z  Michałem Dworczykiem: "Ukraińcy nas okiwali"...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka