Ostatnio przeczytałem wywiad z Antonim Dudkiem w "Rzepie". O wyborach powiedział m.in (niezbyt odkrywczo) że wygra je ten kto wzbudzi większe emocje. No i Platforma wzbudza je. Niedawno robił to Kutz z Bartoszewskim. Dzisiaj, na otwarciu kampanii Komorowskiego tzw. autorytety znowu dały do pieca.
Wajda w "wojnie domowej" "walczy o wszystko". Niejaki Majewski (p.o. autorytetu) twierdzi, że "charyzmę mają zbyt często psychopaci". No tak, nikt by Bronia o jakąkolwiek charyzmę nie podejrzewał. Nawet o charyzmę mokrej szmaty. Więc trzeba jakiegoś "autorytetu" coby stwierdził, że charyzma jest passé.
Bartoszewski znowu bawi. Jak nieporadny dziadzio, który już dziecinnieje. Tym razem określił Kaczyńskiego "hodowcą zwierząt futerkowych, który nie ma doświadczenia bycia ojcem czegokolwiek". Popełnił też znaczące, wręcz freudowskie przejęzyczenie. Mówił o potrzebie powołaniaKomorowskiego na stanowisko prezydenta (nie wyboru a powołania!). Jak na byłego MSZ nie był także zbyt taktowny wobec innych krajów, bowiem stwierdził, że wybór nie-Komorowskiego spowoduje spadek pozycji międzynarodowej Polski w okolicę Grecji, Bułgarii i Rumunii.
Dziwna sprawa. Autorytety były zawsze od tego aby tonować kampanię, nadawać jej nieco salonowego sznytu, umiaru. Politycy zaś byli od wrzasków. W kampanii Komorowskiego zaczyna być odwrotnie. Czyżby Bronek nie potrafił nawet wrzasnąć ?



Komentarze
Pokaż komentarze (3)