Motto: Wszelka władza społeczności ludzkiej początek swój bierze z woli narodu
Normalnie kabaret z tym traktatem lizbońskim. Jarek który jeszcze niedawno twierdził, że "osiągnęliśmy wszystko w traktacie czego chcieliśmy" i zapluwał się z zachwytu nad błyskotliwą akcją swojego brata nagle teraz marudzi i chce jakiejś "preambuły" do ustawy wyrażającej zgodę na ratyfikację. Treść tej preambuły można określić jednym zdaniem: Polska będzie polska. Owa preambuła to bzdet bez znaczenia, ale Platfusy się krzywią i proponują [ustami BroniuMarii] odrębną uchwałę Izby, w której Sejm stwierdzi, że Polska jest, była i po wsze czasy będzie polska. Tak jakby ta oczywistość nie mogła znaleźć się w tej duperelnej preambule [która po chuj jest potrzebna, ale skoro Jarek ma taką fanaberię no to mogliby mu to zapewnić].
Ale to jeszcze nic.
Tusk jest już tak pewny swego, że bez żenady opowiada rzeczy które przeczą sobie wzajemnie, potrafi w ciągu paru dni powiedzieć najpierw o optymizmie i dobrych emocjach jakie ogarniają Polaków w związku z traktatem lizbońskim [12.03 w Sejmie], a później bredzić [14.03 w Brukseli], że referendum w sprawie traktatu to ostateczność.
Strach przed decyzją optymistycznie nastawionych Polaków? Donald! Albo, albo. Albo entuzjastyczni Polacy albo strach przed referendum.
Zarówno w bredzeniu Jarka jak i bredzeniu Donka łatwo wyłapać niekonsekwencje. Jarek boi się referendum bo wie, ze będzie musiał założyć maskę eurosceptyka czyli nici z wielkiego comebacku. Ale dlaczego referendum boi się Donald?
Boi się go do tego stopnia, że grozi nowymi wyborami. Nawet gdyby tę groźbę uznać za blef to nonsensem absolutnym [mimo świetnych sondaży] jest tego rodzaju zachowanie. Przy stabilnej koalicji, na początku kadencji? Nikt w te groźby nie uwierzy.
W zasadzie mam tylko jedno wytłumaczenie. On boi się referendum z dwóch powodów, boi się go bo Bruksela na niego krzywo spojrzy, wszystkie państwa [no prawie] tak ładnie, niemal przez aklamację, przyjmą traktacik, a tylko te Polaczyszki jak zwykle się postawią. I Doniu będzie musiał świecić oczami za Naród. Drugi powód jest taki, że jak się zacznie przy tym traktacie grzebać, podczas kampanii, to istnieje spore niebezpieczeństwo, że "dobre emocje" i "optymizm" Polaków wyparują. A pojawią się wątpliwości.
Początek swój bierze z woli narodu. Ładne... nie ? Szkoda, że politycy uważają, że wola narodu potrzebna jest tylko raz na cztery/pięć lat.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)