P. Semka, Bez tarczy i na tarczy, Rzeczpospolita, 5-6 lipca 2008 r.Od dwóch lat ścierają się w Polsce dwie koncepcje w kwestii tarczy antyrakietowej. Jeden z obozów - skupiony wokół PiS - uważał, że obecność wojskowych instalacji amerykańskich w naszym kraju jest zabezpieczeniem naszej suwerenności. Dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego jest to wartość na tyle cenna, że nie należy jej narażać zbytnim uporem przy wyznaczaniu Amerykanom ceny za tarczę.
Moim zdaniem to szczyt perwersji uznawać obecność obcych wojsk i instalacji wojskowych za gwarancję suwerenności. Nota bene prawdziwie suwerenny kraj nie potrzebuje gwarancji. Żadnych. Jest suwerenny, jak to mówią prawnicze wykształciuchy, per se.
A że Rzczplta pobita i w rękach swych ciemiężycielów moc całą mająca, własnymi z niewoli dźwignąć się nie może siłami, nic jej innego nie zostaje, tylko uciec się z ufnością do Wielkiej Katarzyny, która narodowi sąsiedzkiemu, przyjaznemu i sprzymierzonemu, z taką slawą i sprawiedliwością panuje, zabezpieczając się tak na wspaniałości tej wielkiej monarchini, jako i na traktatach, które ją z Rzczpltą wiążą.
Z aktu zawiązania konfederacji targowickiej.
Dlaczego tarcza jako gwarant suwerenności jest, MSZ, perwersją to już wyjaśniłem. Dlaczego zaś takie stanowisko to paradoks? Bo podtrzymuje je obóz "patriotyczno - narodowy". Chociaż z drugiej strony Szczęsny Potocki wespół z Branickim też się uważali za patriotów.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)