Gruzińskie wojska wkroczyły na teren zbuntowanej prowincji Południowa Osetia, po krótkich walkach z Osetyńczykami zajęli stolicę prowincji Cchinwali... no i zero zdziwień na terytorium Pd. Osetii zaraz weszli Ruscy, którzy separatystów popierają.
I jak się wydaje pogonili [względnie gonią] Gruzinom kota. Dzisiaj bombardowane było nadgraniczne miasto gruzińskie - Gori [nb. miejsce urodzenia Stalina], główny gruziński port Poti, uaktywnili się także inni buntownicy - Abchazowie w wąwozie Kodori na granicy między Abchazją a Gruzją.
Prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili zaapelował do prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa, by "położyć kres szaleństwu", "natychmiast wstrzymać ogień" i "bezzwłocznie rozpocząć" negocjacje w sprawie konfliktu wokół Osetii Płd.
Przy czym fakty są takie, że to Gruzini wyszli poza "standardową" w tym rejonie strzelankę i rozpoczęli działania wojenne na szeroką skalę. Oczywiście na swoim, de iure, terytorium. Jednak de facto to oni są agresorem. A Rosjanie "pomagają" separatystom utrzymać stan dotychczasowy i przy okazji osłabiają amerykańskiego sojusznika tak dalece jak tylko się da. Wskazuje na to fakt, że Miedwiediew udaje, iż nie usłyszał tych szlochów [jw.] Saakaszwilego co do zaprzestania walk.
Jakoś mi się nie chce wierzyć, aby Gruzini całą akcję rozpoczęli bez amerykańskiej aprobaty [bodaj w lipcu była w Tbilisi Condi Rice], Amerykanie są "concerned about the situation in Georgia" [czyli standard], ale poza tym mówią o integralności terytorialnej Gruzji i o odległych od rejonu konfliktu w Osetii bombardowaniach Gruzji co jest "eskalacją konfliktu" czyli pośrednio o eskalację oskarżają Rusków.
Nasz LK nie bawił się w żadne subtelności i walnął z grubej rury o rosyjskiej agresji. Jak stwierdził Polska udzieli Gruzji wszelkiej możliwej pomocy, a sytuacja jest bez precedensu bo Rosjanie naruszają integralność terytorialną Gruzji. Ostro i brutalnie, ach:)) jakbym chciał żebyśmy byli tylko "concerned about the situation". Co oczywiście nie znaczy, że nie udzieliłbym Gruzji absolutnie wszelkiej możliwej pomocy militarnej, finansowej, dyplomatycznej, wywiadowczej [poza propagandową]. Bo w naszym interesie jest aby Gruzini napsuli Ruskom mnóstwo krwi. Ale po co o tym mówić i utrwalać wizerunek rusofobicznych Polaków. Dlatego MSZ jedyną pomocą jakiej nie powinniśmy udzielać Gruzji jest wsparcie propagandowe.
Zresztą Lesio w ogóle pojechał po bandzie bo ponoć [za onetem] stwierdził, ze nie planujemy wysłania wojsk do Gruzji, ale wszystko jest możliwe. Wszystko jest możliwe. ROTFL.
Amerykanie nie dadzą skrzywdzić Gruzinów, Rosjanie to póki co za miękkie herbatniki żeby ugrać coś więcej niż osłabienie Saakaszwilego i utrzymanie w Osetii status quo ante bellum.
Ciekawi mnie na co liczy(ł) Saakaszwili. Że Rosjanie się nie ruszą? Nie, to chyba niemożliwe. Że jego wojska wytrzymają rosyjski napór? To chyba też nie. Więc ? Czy konflikt to tylko sprawdzenie determinacji i możliwości Rosjan, albo [chyba prawdopodobne] próba jego "umiędzynarodowienia", co pewnie szybciej doprowadzi do jakiegoś rozwiązania [podział Osetii?, szeroka autonomia w gruzińskich ramach?]. Ciekawy sposób na zmuszenie "społeczności" międzynarodowej do zajęcia się jakąś sprawą.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)