List opiera się na badaniach przeprowadzonych w październiku ubiegłego roku przez Günthera, Rockenfellera i Walacha. Trzej naukowcy przeanalizowali dane z testów PCR i IgG przeprowadzonych przez „Akredytowane Laboratoria Medyczne eV” (ALM, Berlin), które wykazały, że tylko około 14 procent osób zidentyfikowanych jako „zakażonych” COVID-19 za pomocą testów PCR faktycznie miało mierzalne przeciwciała IgG, co oznacza, że ewidentnie przeszły infekcję. Chemicy prof. dr Jörg Matysik, prof. dr Gerald Dyker, prof. dr Andreas Schnepf, prof. dr Tobias Unruh i prof. dr Martin Winkler podsumowują wyniki w swoim liście do Instytutu Roberta Kocha (RKI) :
Ponieważ dodatni wynik testu na obecność przeciwciał IgG wskazuje na obecność infekcji wirusowej, a test PCR wskazuje na obecność materiału wirusowego w nosogardzieli, wyniki obu testów powinny dać taki sam wynik, zakładając, że test PCR również wykryje infekcję. Autorzy przeprowadzili właśnie tę analizę i stwierdzili, że – ostrożnie szacując – jedynie około 14% osób z dodatnim wynikiem testu PCR faktycznie miało infekcję; to znaczy, że u ponad 80% osób z dodatnim wynikiem testu PCR nie stwierdzono infekcji, która doprowadziła do mierzalnych przeciwciał IgG.
Profesorowie zapytali następnie, czy Instytut Roberta Kocha (RKI) również uważa test PCR za nieodpowiedni do określenia, czy dana osoba jest aktualnie zakażona lub zakaźna SARS-CoV-2. Zwrócili uwagę, że według różnych publikacji wiarygodność testu jest ograniczona, szczególnie przy wysokich wartościach Ct: przy wartościach Ct powyżej 30 nie można wyhodować żywego wirusa. Co więcej, obecne badanie wykazało, że według analizy danych ALM, 15% populacji było już zakażonych do połowy listopada 2020 r., co oznacza, że byli IgG-dodatni.
Na tej podstawie chemicy sformułowali pięć pytań, które poniżej przedstawiamy w formie dosłownej:
Dlaczego RKI nadal uznaje test PCR za złoty standard ([3] opublikowano 23 stycznia 2020 r.), skoro ma swobodę wyboru metod i już wiosną 2021 r. ([4] opublikowano 28 maja 2021 r.) stało się oczywiste, że test PCR nie jest w stanie wykryć zakażenia, co zostało ponownie w imponujący sposób potwierdzone w pracy cytowanej powyżej?
Skoro test PCR ewidentnie nie może wiarygodnie wykryć zakażenia koronawirusem, czy możliwe jest, że ponad 80% osób, u których test PCR dał wynik pozytywny, zostało niesłusznie skierowanych na kwarantannę?
Jaki mógł być powód, dla którego RKI w połowie listopada 2020 r. podawał odsetek osób IgG-dodatnich na 2-3%, podczas gdy ocena danych ALM z tamtego okresu wskazuje obecnie na wartość 15%?
Dlaczego publikacja danych ALM została przerwana w 21. tygodniu (2021 r.)? W tym czasie 50% osób z testem na obecność IgG miało już wynik pozytywny.
Model zastosowany w tym badaniu przewiduje wskaźnik szczepień na poziomie 85% do końca 2021 r. Jest to zgodne z prognozą na poziomie 92% podaną przez RKI ([5], opublikowaną 14 grudnia 2022 r.). Wzrost liczby przypadków IgG-dodatnich był wyższy i wynosił 1,8% tygodniowo przed kampanią szczepień niż po niej, kiedy wzrost wynosił zaledwie 1,1% tygodniowo. W związku z tym nasuwa się pytanie, czy szczepienia miałyby miejsce nawet bez kampanii szczepień?
Naturalna odporność uzyskana w wyniku zakażenia była konsekwentnie przedstawiana jako niewystarczająca podczas pandemii COVID-19, a eksperymentalna szczepionka przeciwko COVID-19 była reklamowana jako cudowne lekarstwo. System testowania, z groźbą kwarantanny, był kluczowym narzędziem zmuszania ludzi do szczepień, ponieważ zaszczepieni mogli swobodnie się przemieszczać. Ta polityka, lekceważąca prawa podstawowe, doprowadziła do ogromnej utraty zaufania. Dlatego osoby odpowiedzialne muszą odpowiedzieć na pytanie, w jakim stopniu świadomie wykorzystywały nieodpowiednie testy o absurdalnie wysokim wskaźniku wyników fałszywie dodatnich, aby wywierać presję i promować kampanie szczepień.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)