Takie sobie gadanie
Powinniśmy być tak dobrzy, jak to tylko możliwe. Ale nie bardziej. Zerżnięte z Einsteina (trochę zmieniłem)
3 obserwujących
36 notek
7442 odsłony
  1587   2

Deficyt zaufania

Pandemia COVID-19 wygenerowała sytuację dramatycznego spadku zaufania obywatela do władzy. Niżej o niektórych przyczynach i konsekwencjach tego faktu.


Zaufanie nie jest nieograniczone Od kilku lat obserwuję z niepokojem zupełnie dla mnie nowe zjawisko. Oto coraz więcej osób, instytucji, organizacji i czort wie czego jeszcze domaga się ode mnie zaufania. Ufać mam Państwu, bankom, sądom, ale również np. dostawcom Internetu czy blogerom (nie mylić z blagierami). I ja bardzo bym chciał im wszystkim ufać, bo jest to przyjemne, wygodne i daje poczucie bezpieczeństwa. Kłopot w tym, że ja za dużo tego zaufania nie mam, a resztki tego co miałem pożera galopująca inflacja. I podejrzewam, że nie jest to mój jedynie problem. Nie mamy tego zaufania ani „w gotówce” (pewnych, zweryfikowanych, informacjach) ani „w banku” (możliwości sprawdzenia nowych informacji). Konsekwencje mogą być tragiczne, bo nie bardzo jest/będzie czym sfinansować burzenie biegnącego przez Polskę muru nieporozumień, niechęci czy wręcz wzajemnej wrogości. I o tym zaufaniu jest ten tekst.

A komu się udało? Idąc po władzę PiS podnosił wiele sztandarów. Bodaj czy nie najważniejszym było hasło „500+”. Będące u władzy PO i PSL pyskowały, że to bzdura, że nas nie stać i że na pewno się nie uda. Udało się. Sukces? Niekoniecznie. Te 500+ miało podnieść tzw. dzietność Polek, a ta właśnie spadła. Ostatnio opozycja sprytnie wyciąga kwestie praw człowieka i drze się by migrantów najpierw przyjmować, sprawdzać czy azyl im się należy, a potem – jeśli trzeba – odsyłać. Realna troska o człowieka i dobre imię Polski? Niekoniecznie. Koszty tego przedsięwzięcia byłyby trudne do udźwignięcia nawet przez Niemcy. Nie widzą Państwo po co te dwie sprawy zastawiam? Otóż ani w pierwszym ani w drugim przypadku oponent tj. ówczesny rząd dla PiS oraz obecny rząd dla opozycji nie zapytał; „A komu się taki numer już udał?”. Okazałoby się, że realnie dostępne bodźce finansowe są w sprawach demografii nieskuteczne, a raz przyjętych migrantów nie tak łatwo deportować. Nie kumałem dlaczego mający już wówczas kilka milionów muzułmanów Niemcy tak łatwo uwierzyli w buńczuczne zapewnienia Merkel, że tych uciążliwych po prostu się deportuje. Ale uwierzyli. A mogli przecież zapytać nie tylko swoich (np. „Republikanów”), ale i obcych; Francuzów, Szwedów ale i Amerykanów, którzy też mieli wówczas problemy. Ale podobnie jak dziś nasz rząd nie zapytali. Widać w 2015 roku i Niemcy i Polacy mieli jeszcze zaufania sporo. Minęło jednak 4 lata inflacji i wiele narodów, nie tylko Polacy i Niemcy, znów musiało sięgać do swych zasobów. No i na przełomie 2019/2020 inflacja przyspieszyła wykładniczo; pojawiało się coraz to więcej coraz droższych informacji. Myślę, że dziś spora część ludzkości żyje „zaufaniowo” pod kreską. Naszym zaufaniem sfinansowaliśmy ogromne przedsięwzięcie. Nie twierdzę, że to zły, nieściągalny, kredyt. Być może odsetki przewyższą nawet kapitał. Oby tak było. Chciałbym się jednak w tej nadziei upewnić.

Nauka. Żyrantem udzielonego władzy/władzom kredytu ma być nauka. Wydawałoby się, że żyrant  jest wiarygodny. Dał nam przecież penicylinę, wyrafinowane techniki operacyjne, rozmaite pomysły na organizacje naszego wysiłku, a nawet broń jądrową, gdybyśmy wpadli na pomysł, że trzeba „zacząć od nowa”. Jak się jednak tej instytucji bliżej przyglądamy to widać spore pęknięcia. I to nie takie mało istotne i łatwe do naprawienia, np. drobne zarysowania pod dachem, ale w fundamentach. To nie jest dobre miejsce by o degrengoladzie w nauce pisać. Kto ma ochotę sięgnąć może po ogólnodostępne opisy naukowego syfu zarówno w źródłach drukowanych, Internecie jak i mediach (to znacznie rzadziej, bo ludzie potrzebują wiary w naukę, a nie pokazywania czym ona naprawdę jest). Na żądanie mogę trochę pomóc, ale bez entuzjazmu, bo nie wierzę w skuteczność takiej perswazji. Kilka znanych mi takich źródeł wymienię pod głównym tekstem. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na dwie sprawy:


    • wyjątkowość naszej nauki. Polska jest jednym z najbardziej „utyłowionych” krajów świata. Mamy bardzo dobrze rozwinięty system tytułów i stopni naukowych oraz instytucji i stanowisk w nich. W liczbie/rodzajach tych instytucji nie jesteśmy pewnie w światowej czołówce, ale nie wypadamy źle. Nie wiem jak „utytułowienie per capita” wygląda obecnie w Niemczech, ale jeśli nie są oni od nas lepsi to możemy nawet być mistrzem świata. W efektach jest trochę gorzej. W rankingach uczelni, ilości patentów, rozmaitych „miarach innowacyjności”, ilości i „jakości” odkryć naukowych i podobnych duperelach lokujemy się znacznie poniżej podobnych nam krajów. Również poniżej wielu jednostek w Afryce czy Azji. Ja od wielu lat piszę, że przydałby się nam remanent; pytanie „Co Pan(i) odkrył(a) Pani(e) naukowcu?” z prośbą o możliwie krótką, treściwą, odpowiedź. Wyjaśnilibyśmy kto jest kim i za co bierze pieniądze. Nie sądzę by jakakolwiek władza odważyła się remanent taki przeprowadzić. A jego brak kładzie się cieniem na wielu sprawach. Dziś jeszcze można się do autorytetu nauki odwołać. Pokazujących prawdziwe oblicze nauki ludzi tak wytrwałych jak np. Marek Wroński, Deborah Wulff czy Józef Wieczorek za dużo nie ma i jeszcze za bardzo nie hałasują. Ale to się zmienia. Powoli, ale się zmienia. No i co będzie jak ten żyrant wspomnianego kredytu straci wiarygodność?

Lubię to! Skomentuj29 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo