Przedstawione w którejś z poprzednich notek obliczenia z oczywistych, miałem nadzieję, powodów (skrajne uproszczenie czytelne dla każdego) nie rościły pretensji do oddania całej złożoności ostatniej fazy lotu samolotu. Nie było nawet takiego zamiaru! Tymczasem niektórzy usiłowali dyskutować w taki sposób by postronny obserwator miał wrażenie, że jest inaczej.
Jeden z komentatorów na przykład uczepił się jak pijany płotu efektu grzechotki prawdopodobnie sądząc, że złapał Pana Boga za nogi. Otóż efekt ten ma się nijak do mojego wpisu, aczkolwiek rzeczywiście istnieje. Rzecz tkwi w szczegółach. Moje uproszczenie było celowe i miało pobudzić wyobraźnię. Jego zaś błąd polega na tym, że próbuje urealnić ten prosty model bez odwoływania się do realiów! Takie rozumowanie to czysty absurd. Stosując jego metodę bez trudu udowodniłbym, że ziemia jest płaska.
Z jakich powodów zatem umieściłem ten rachunek? Byśmy nie bali się i próbowali spojrzeć na raporty własnymi oczami, byśmy wyszli poza bierne obserwowanie pozornie symetrycznego starcia dwóch grup ekspertów. Co nam w tym przeszkadza? Wiele rzeczy, w tym także pojęcia, z którymi nie wiążą się ugruntowane intuicje. Dla bardzo niewielu osób wyobrażenia o katastrofach lotniczych zbliżone są do rzeczywistości i nie ma w tym nic dziwnego. Fakt ten ułatwia osobom uwikłanym w różny sposób, od zaniedbań po zacieranie śladów, w katastrofę smoleńską utrzymywanie dezinformacji na poziomie pancernej brzozy, beczki na 6 metrach, uderzenie pod bardzo małym kątem w bagnisty teren powodujące przyspieszenie 100g WSZYSTKICH ofiar zabijające je, pijanego dowódcy wojsk lotniczych, infantylnego prezydenta i nieumiejących latać pilotach, itd. itd.
Jedną z takich wielkości, dla której nie mamy intuicji, jest opóźnienie w czasie zderzeń, wypadków. 100 g w czasie zderzenia - dużo to czy mało? Przedstawiony rachunek tłumaczy 100g na wielkości, które dobrze rozumiemy: 0.08 sekundy czy 3.2 metra. Wiemy też co to jest 90 ton i 50 metrów. Zestawiając te wielkości możemy próbować ocenić wiarygodność przekazów. Wątpliwości powinny zaś skłonić do zapoznania się z pracami niezależnych ekspertów. W przypadku kinematyki i dynamiki ostatniej fazy lotu istnieje opracowanie dr Szuladzińskiego zamieszczone w raporcie ZP nr 458 z lipca 2012 r.. Przypomnę, że dr Szuladziński został wciągnięty do badań nad katastrofą smoleńską przez zespół rządowy po tym jak sceptycznie odniósł się gdzieś chyba w internecie do wyników prof. Biniendy. Komisja rządowa zrezygnowała z jego fachowości gdy okazało się, że jego wyniki przeczą raportom MAK i Millera. Temat prezentowany był także na II Konferencji Smoleńskiej, z której materiały dostępne są na portalu Telewizji Republika i na portalu niezalezna.pl.



Komentarze
Pokaż komentarze (57)