36 obserwujących
462 notki
719k odsłon
481 odsłon

Tysiąc tóg przeciwko polskim sędziom

Wykop Skomentuj22

W Polsce pokutuje od zawsze jedna uniwersalna zasada: „zaradność” niewielkiej grupy cwaniaków i kombinatorów powoduje że stanowione prawo w zupełnie nieuzasadniony sposób komplikuje życie przygniatającej większości. I ani tzw „ustawa dyscyplinująca” ani cały zamysł reformy wymiaru sprawiedliwości nie wykracza poza ten szablon.

Dokładnie tak samo było i jest od zawsze np. z prawem budowlanym, w którym przez odwiecznych kombinatorów i cwaniaków którzy łamią prawa sąsiadów i ład przestrzenny, potem zdecydowana większość inwestorów musi się przebijać przez absurdalne administracyjne piekło tylko po to żeby udowodnić że nie są oszustami.

Nie inaczej było też przecież w przypadku chorych na schorzenia mogące być leczone lekami na bazie kannabinoidów i olejów z konopii indyjskich, którzy przez długie lata musieli czekać na dostępność leków ratujących ich zdrowie i życie – bo w „ich obronie” dzielnie orędowali zwolennicy wolności „bakania marychy”. Przede wszystkim domagając się swobody do prywatnej uprawy konopi indyjskich we własnym ogródku – rzecz jasna w imię udostępnienia tzw leczniczej marihuany.

Dokładnie tą samą „niedźwiedzią przysługę” w prawodawstwie regulującym związki partnerskie wyświadczają środowiskom homoseksualistów „ich dzielni reprezentanci” przebierający się za księży i zakonnice, profanujący chrześcijańskie symbole, albo faceci wyskakujący na ulice w przebraniach prostytutek i krzyczący że żądają prawa do adopcji dzieci. Przecież gdyby nie ci dzielni aktywiści kompromitujący, ośmieszający i grożący w imieniu ludzi, których rzekomo reprezentują, to dziś związki jednopłciowe miałyby już od dobrych kilku lat normalną normę prawną.

Ale przykłady naprawdę można mnożyć. I nie inaczej jest dziś w przypadku polskich sędziów. Czy gdyby marginalna ilość cynicznych drani w sędziowskich togach nie miała parcia na szkło politycznych mediów, to jakakolwiek ustawa dyscyplinująca komukolwiek wpadłaby do łba ? Znów mamy do czynienia z prawodawstwem które dotyka wszystkich, tylko dlatego że wąska grupa po chamsku łamała zasady. Czy gdyby wąska grupa prawników z kilku wpływowych środowisk akademickich nie zbudowała swoich układów wokół środowiska politycznego to dziś byłby w ogóle jakikolwiek problem z wyborem sędziów do Trybunału Konstytucyjnego albo nawet KRS ? Przecież w kwestii wyborów członków KRS nie chodzi o to że sędziów czy prawników zastąpili politycy PiS – ale wyłącznie o to, że ważna instytucja kontrolowana dotychczas całkowicie przez ludzi o jednakowych poglądach i lojalności politycznej nagle straciła władzę w Radzie. Kto przed 2015 rokiem domagał jakichś list poparcia kandydatów do KRS ? Prawnicy desygnowani do Rady z ław sejmowych od lat mówili wprost że w KRS rządzi środowisko liberalnej lewicy ( całkowicie lojalne wobec aktualnej reprezentacji politycznej ). I wybór tych ludzi od dekad odbywa się w zaciszu gabinetów bez nawet marginalnej przejrzystości procedur. Czy to że w 2012 roku KRS blokowała wnioski stowarzyszenia „Iustitia” o zbadanie zgodności z Konstytucją ustaw rządu PO-PSL wydłużających wiek emerytalny sędziów było niedopatrzeniem albo przypadkiem ? Czy maile wiceszefa Trybunału Konstytucyjnego który w 2015, zwracając się do sędziów desygnowanych przez PO per „kochana siódemko” były przypadkowym lapsusem ?

Ja wiem – wiele rzeczy udało się medialnie zablokować przez lata rządów środowiska politycznego, które w środowisku sędziowskim reprezentowali dzisiejsi „obrońcy niezawisłości” - w końcu przez półtorej kadencji PO-PSL nie było w kraju ani jednej ogólnopolskiej telewizji czy rozgłośni radiowej która by zadawała ówczesnej władzy niewygodne pytania i informowała o niewygodnych dla władzy faktach, ale to naprawdę nie znaczy że nikt w Polsce nie widziała co jest grane.

I dziś mamy sytuację tak idiotyczną że idąc do sądu, człowiek mający określone poglądy polityczne – z ostrożności powinien je ukrywać przed sędzią bądź sędziną –  a nuż wylosuje Łączewskiego, Juszczyszyna czy Tuleyę. Do tego właśnie doprowadziło to żenujące „wyinterpretowywanie” zasad niezależności i uczciwości sędziowskiej przez marginalną grupkę cwaniaków. To naprawdę bardzo szlachetne że sędziowie wychodzą dziś na ulicę głośno wyrażając swoje poglądy – ale czy ich podsądni też będą mogli swoje poglądy głosić ?

Serdecznie więc współczuję dziś tysiącom sędziów którzy poczuli się niesprawiedliwie dotknięci powstaniem ustawy dyscyplinującej – ale czy spośród tych tysięcy tóg które dziś bronią autorytetu sędziów, choć jedna toga broniła tego autorytetu kiedy sędzia Tuleya przerywał sprawę zadośćuczynienia ofiarom tzw gangu ucinaczy palców ? Czy choćby jedna toga podniosła protest kiedy krzywdzono i niszczono Zbigniewa Parowicza, Marka Kubalę lub kiedy światło dzienne ujrzało nagranie z sędzią Milewskim w roli głównej.

Dla ludzi ważne są właśnie takie sprawy – sprawiedliwe wyroki. To one definiują autorytet sędziów. A nie zdolność do interpretowania w studiach TVN czy w wywiadach dla Wyborczej, Newsweeka albo Wirtualnej Polski. To wciąż ten sam problem który dotyka polskie sądownictwo od 30 lat: polskich sędziów nie stać na sprawiedliwość wobec samych siebie – nie stać ich uczciwe i odważne spojrzenie na własne środowisko. Ich uczciwość i cywilna odwaga nie wyprzedza o krok niegodziwości i upolitycznienia ich kolegów po fachu. Ale jeśli przez lata nie było ich na to stać, dziś to prawo stanowione musi podążać krok z tyłu.


Wykop Skomentuj22
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo