41 obserwujących
486 notek
767k odsłon
  1657   5

Wraca koniunktura dla Donalda Tuska

„Strona polska /…/ będzie chciała przekonywać naszych partnerów, że wariant gazociągu biegnącego przez Polskę, czy w wersji Jamał-2, czy w wersji Amber, jest z pewnością racjonalniejszy ze względów ekonomicznych"- taką ofertę, nowo wybrany premier Donald Tusk złożył w Berlinie Angeli Merkel 11 grudnia 2007 roku, w czasie swojej pierwszej zagranicznej wizyty. Była to propozycja tańszej i wygodniejszej dla Rosji i Niemiec, budowy gazociągu Nord Stream – ocenianego dziś jednoznacznie jako zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Europy Środkowo – Wschodniej, katastrofalne ryzyko dla Ukrainy i rozbicie solidarności unijnej.

Był to także całkowity zwrot polskiej polityki zagranicznej w kwestii dywersyfikacji dostaw gazu i zerwanie strategicznych sojuszy z Litwą, Łotwą, Ukrainą, Gruzją. Bardzo entuzjastycznie przyjęty w Berlinie. „Niemcy zrobią z pewnością wszystko, co będzie możliwe, by obie strony - Polska i Rosja - zbliżyły się w tej sprawie. Mam nadzieję, że także Moskwa będzie zainteresowana takimi rozmowami” - powiedziała wówczas w wywiadzie dla Deutsche Welle deputowana SPD Angelika Schwall-Düren. Tusk stał się wówczas dla Rosji i Niemiec gwarantem braku sprzeciwu Polski wobec budowy gazociągu Nord Stream. Trudno dziś uwierzyć że to wszystko działo się na naszych oczach – bo z narracji ówczesnych mediów zapamiętaliśmy to zupełnie inaczej.

Donald Tusk wypełniał zresztą tą rolę przez niemal cały okres swoich rządów – począwszy od wspomnianej już propozycji wariantu budowy nitki przez terytorium Polski, a po zdecydowanej odmowie Władimira Putina 8 lipca 2008 roku w Moskwie - poprzez rezygnację z weta dotyczącego zagrożenia ekologicznego czy prawnego w kontekście ówczesnego arbitrażu z Danią, aż po, zapewne kompletnie dziś niezrozumiałą, zgodę na poprowadzenie nitki Nord Stream ponad dnem morza na wysokości wejścia do portu w Świnoujściu - jakiej Donald Tusk udzielił inwestorom Nord Stream 2, 21 czerwca 2011 roku.

Naiwnością byłby sądzić że ówczesny zwrot polskiej polityki po wyborach 2007 roku był dla Niemiec i Rosji zaskoczeniem ? Naiwnie byłoby też uważać że odbywające się wówczas w Polsce wybory parlamentarne nie miały dla Rosji i Niemiec bardzo istotnego znaczenia w kontekście projektu Gazociągu Północnego, a jeszcze trudniej wypierać logiczne wnioski że ani Niemcy ani Rosjanie nie lobbowali w ówczesnej kampanii wyborczej w Polsce – tym bardziej że niemal 90% mediów w Polsce było własnością niemieckich wydawców.

W kontekście budowy projektu Nord Stream trudno sobie wyobrazić jakiegokolwiek polskiego polityka, który byłby dla Niemiec i Rosji bardziej przewidywalnym i sprawdzonym graczem niż właśnie Donald Tusk.

Oczywiście po inwazji Rosji na Ukrainę w 2014 roku - po aneksji Krymu, po kijowskim Majdanie, wznieceniu wojny w Donbasie, zestrzeleniu z terytorium Rosji holenderskiego samolotu pasażerskiego Nord Stream 2 stracił w Europie dobrą prasę. Wydaje się jednak że obecny zwrot polityki USA pod rządami Joe Bidena i zapalenie zielonego światła dla zakończenia realizacji budowy gazociągu przywraca dawną koniunkturę – bardzo zbliżoną do tej jaka panowała w końcu 2007 roku. Na powrót już „tylko Polska” stoi na drodze do szybkiego uruchomienia drugiej nitki rosyjsko – niemieckiego gazu. Chyba że … jak w roku 2007 dojdzie do kolejnego „nowego otwarcia” i „nawiązania języka dialogu i przyjaźni”. Wraca dawna koniunktura.

.

Sądzę, że przywiązywanie w tym kontekście większej wagi do dawnej pozycji Donalda Tuska w oczach polskiego wyborcy jest mało racjonalne – nie o to idzie gra. Choćby z tego powodu że jego autorytet i wizerunek skutecznego szefa państwa wynikał z tego że media przez półtorej kadencji nie informowały Polaków o żadnych patologiach jego rządów. Nawet pewnie nie zauważyliśmy, kiedy po odejściu ekipy Tuska zniknęło z naszego codziennego języka wszechobecne wówczas słowo: mainstream – czyli konsekwentny i jednomyślny przekaz głównego nurtu mediów – zarówno prywatnych jak i państwowych. To właśnie ów jednolity i hermetyczny przekaz zapewnił Tuskowi wizerunkowy sukces. Czy jesteśmy sobie dziś w stanie wyobrazić że KE nakłada na Polskę (jak w styczniu 2013 roku) blokadę unijnych środków z programu operacyjnego – tak jak wówczas - Rozwoju Polski Wschodniej – za powszechną korupcję i fałszowanie atestów jakości przy budowie dróg, a media zgodnie blokują tą informację przed społeczeństwem ? Czy jesteśmy sobie w stanie dziś wyobrazić że KE składa – jak w 2015 roku - przeciwko Polsce wniosek do TSUE o ukaranie polskiego rządu za brak jakichkolwiek działań w ograniczeniu emisji CO2 a media nie przekazują tej wiadomości do opinii publicznej ? Czy możemy sobie wyobrazić że, tak jak wówczas od 2012 roku trwa ogólnopolski protest młodych lekarzy i rezydentów medycznych ale informacja o tym przez ponad trzy lata jest utylizowana przez media i wybucha z siłą społecznego protestu dopiero po zmianie władzy? Trudno w to dziś uwierzyć, a przecież ówczesne przykłady można dziś mnożyć.

Lubię to! Skomentuj49 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka