36 obserwujących
455 notek
710k odsłon
3257 odsłon

Patryk Vega – czy to narodziny kinematografii hejtu

Wykop Skomentuj127

Patryk Vega przestał być oryginalny – może przypadkiem., a może po prostu poszedł „ w obronę demokracji” - nic osobistego: biznes jest biznes. I pewnie cel osiągnie – to inteligentny facet, pytanie tylko za jaką cenę.

Nie jest na pewno oryginalny. Ten sam trick powtarzał się już przecież w ostatnim trzydziestoleciu co najmniej kilka razy. Wspomnę choćby o słynnym „Uprowadzeniu Agaty” Marka Piwowskiego – filmie który miał premierę 20 sierpnia 1993 roku – na miesiąc przed wyborami parlamentarnymi 19 września tego samego 1993 roku. Piwowski stał się wówczas prawdziwym bohaterem środowiska elit III RP – w brawurowy sposób spreparował kłamstwa które nie tylko zniszczyły wizerunek rodziny Kernów ale przede wszystkim wyeliminowały wówczas Andrzeja Kerna z kandydowania w wyborach, zniszczyły jego karierę polityczną i wykończyły go zdrowotnie o czym w jednym z  wywiadów (a może nawet jedynym) po wielu latach opowiedziała jego córka Monika. Ale czy kiedykolwiek dyskutowano o jakości artystycznej tego filmu? Czy miała ona jakiekolwiek znaczenie?

Ale było w tej produkcji jeszcze coś ważniejszego - Piwowski był po 1989 roku pierwszym który otwarcie przełamał w środowisku zasady przyzwoitości – pierwsze lata po przełomie budowanym na szlachetnych ideach nie dawały jeszcze pewności czy draństwo w nowej kulturze nie napotka na ostracyzm. Piwowski był więc w jakiś sposób pionierem – a kto zlecił i płacił za film (zrobiony w trzy miesiące!) do dziś jest jednym z większych tabu w dyskusji o tym obrazie. Sukces Piwowskiego dał też sygnał że można bez cienia dowodów zniszczyć życie nawet bardzo wpływowemu politykowi – pod warunkiem że nie będzie to polityk obozu tzw III RP. Mogę mieć jedynie nadzieję że Patryk Vega nie otworzy ponownie nowego etapu w kinematografii hejtu - tym razem w świecie w którym definiuje się czyj dyktat przyjmować nazywając to tolerancją a kogo można po chamsku gnoić bez żadnych zasad przyzwoitości.

Prawdziwym wirtuozem z doborze tematyki i w projektowaniu wrażenia niezależności jest oczywiście Wojciech Smarzowski. Nikt nie krył przecież, że jego „Kler” wprowadzony na ekrany kin 28 września 2018 roku – niecały miesiąc przed wyborami samorządowymi 21 października 2018 – był manifestem politycznym i przyklejeniem „gęby świni” rywalowi politycznemu elit III RP. I choć w tym przypadku zarówno obsada jak i reżyseria trzymały dobry poziom (brawurowo uwiarygadniając nieprawdziwy obraz rzeczywistości) to kasa poleciała szerokim strumieniem zanim jakość artystyczna tego filmu w ogóle stała się tematem dyskusji. To była histeria – ludzie fotografowali bilety zarezerwowane jeszcze przed premierą i wrzucali ich zdjęcia na portalach społecznościowych. Smarzowski stał się bohaterem nie za jakość filmu – ale za światopoglądową deklaracje. Czy takie są ambicje reżysera? Czy takie są dziś ambicje Patryka Vegi?

Choć przyznaję oczywiście, że trudno odmówić temu zabiegowi wyjątkowego rozsądku – gdyby Smarzowski podjął wówczas na przykład trudny temat patologii wśród polskich prawników, sędziów czy choćby adwokatów „czyszczących z wkładu mięsnego” warszawskie kamienice, robiących przy tym interesy z mafiozami którzy ludzi wyrzucają z domów czy dokonują zbrodni jak w przypadku zabójstwa Jolanty Brzeskiej, to byłby to ostatni film w jego karierze. Walka z „pisowskim reżimem” czy z kościołem katolickim daje jednak zdecydowanie większą szansę na promocję i karierę niż poruszanie tematów narkomanii, alkoholizmu korupcji czy zwykłego draństwa układów w środowiskach otwarcie popierających obóz III RP. To żadne odkrycie. Reżyser musi wiedzieć kiedy odwrócić głowę a kiedy „odważnie poruszyć problem...”. Tak było przecież choćby w przypadku „Drogówki” która poruszała kinomanów od 1 lutego 2013 roku – nieco ponad pół roku po tym jak służby mundurowe – a przede wszystkim funkcjonariusze policji - po fiasku rozmów z rządem Tuska, i zamrożeniu (pomimo wcześniejszych obietnic ) podwyżek płac, wiosną 2012 roku rozpoczęli wielomiesięczny bezterminowy protest. Policjantom trzeba było przykleić mordę ochleja i łajdaka, bo ileż można blokować przed ludźmi informacje o protestach przeciwko rządowi – Smarzowski uspokoił sumienia.

Ale zostawmy wątek tematyczny – bo nie to jest tematem tej notki. Kiedy widzę dziś Patryka Vegę – niezaprzeczalnie przecież naprawdę świetnego reżysera – który zapowiada że premiera jego filmu o politykach zbiegnie się z terminem wyborów do parlamentu, to mam poczucie sporego zawodu. Słaby trick – zbyt tani. A kiedy w ramach nieformalnego zwiastuna do tego filmu migają mi karykatury posłanki Pawłowicz to Vega zaczyna mi się kojarzyć z facetem ze środowiskowego korpo – który zapowiada prezentację która się wpasuje w gusta kolektywu. Nie wiem czy ten film będzie dobry czy słaby – ale łącząc jego premierę z burzą wyborczą, Patryk Vega po prostu zaczyna chałturzyć a jakość artystyczna czy nawet mądrość przekazu tego filmu już dziś przestała mieć jakiekolwiek znaczenie – i to jest dla mnie najsmutniejsze w całej tej dyskusji. 

Wykop Skomentuj127
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura