- Premierze, już 10.30... Wstaje szef?
- No i co z tego, czego chcesz?
- Kibice znowu...
- Wykastrować wszystkich!
- Premierze, nie pedofile ani dealerzy, tylko kibice...
- Aha, ale też wykastrować. I zakaz wszystkich transparentów. Transparentność musi być.
- Poza tym olej skoczył o 30%...
- Olej to... Zadzwonię do Grzecha, żeby palnął, że w czymś się ze mną nie zgadza i będą mieli pismaki zajęcie na 2 tygodnie, haha! Olej to nie cukier, nie każdy musi smażyć. Smażone szkodzi. Damy cykl programów u Waltera i na 3-ce o naturalnym odżywianiu.
Eeech, ale bym sobie pokopał – rozmarzył się Donald. Co to dziś mamy?
- Środa szefie.
- No to byle do jutra a potem... fora ze dwora. Nieeeech żyje wolnoooooość i swoboda....I Doda młoda, hehe...
I na zakupy do Biedronki, hahaha! Ale ci Polacy głupi, kupili ten witz z Biedronką. Co za naród... Jakiś taki... głupio-mądry.
Jakie tam mamy dziś wino szambelanie?
- 2 flaszki Montepulziano d`Abruzzo... Podać?
- Chyba się na głowy z Tomczykiewiczem pozamieniałeś! Poszedł mi z tym! Jakieś siki za 3 dychy będę pił, ocipiałeś czy co?
A może szampanika z rana, hehe, bym sobie łyknął. Masz tam może kryształową różyczkę?
- Słucham?
- Boże, co za tłuk, za co ja, tzn podatnicy ci płacą... Louis Roederer Cristal Rose Champagne ciemna maso!
- Nie ma szefie, niestety… Janusz nic nie podesłał.
- To dzwoń do niego, na co czekasz?? Powiedz, że jak na weekend, tzn do czwartku 10 rano czegoś prima sort nie przyśle, to dzwonię do walterowców i może się pożegnać z miejscem do głoszenia tych swoich pierdół. Zostaną mu tylko ulice, bojówki tarasa i przepychanki z krzyżakami, hahaha...
Były jakieś smsy od Gudzowatego?
- Nic, zero.
- A maile od Angeli?
- Też nicziewo...
- Co oni fikają kurna... Eh życie...
- Włączyć Premierowi Premiership może?
- O to, to! Dawaj. Nagrywaj, przewijaj, cofaj, haha... ciekawe jak tam United...
Ja cię! Ale go zrobił! Patrz! Super! Trzech minął i jednemu siatę założył, skubany... Jak on to zrobił, zaraz, zaraz. Lewa noga w prawo, piłka stoi, balans w lewo... Będę musiał to przećwiczyć przy okazji, a okazji ci nie brak, haha...
Ok., przerwa jest. Wracajmy do smutnej rzeczywistości. Mamy tam dziś jakieś konfy prasowe?
- Jest jedna, o 13-ej.
- O czym mam udawać że mówię?
- Służba zdrowia i ustawy o sądownictwie.
- Aha, to spox. Zrób mi bryka. Napisz tam, no wiesz, że przygotowujemy pakiet ustaw, że najwyższa pora odpowiedzialnie zająć się tym obszarem... No wiesz, szablon nr.2. Tylko nie zapomnij wstawić tych wszystkich – „pamiętacie”, „jak dobrze wiecie”, „czy pozwolicie”. Oni uwielbiają to, te gryzipiórki na dorobku, rozczula to ich, głupieją kompletnie. Ech młodzież...
A będą też radiowcy?
- Czemu szef się pyta?
- Nie mówi się „czemu”, tylko „dlaczego”, barania głowo. Pytam się, bo taka jedna z 3-ego rzędu, z jakiegoś lokalnego radia, tak się na mnie gapiła, jakbym wyglądał tak, jak na tym słynnym billboardzie z Photoshopa, haha! Śmiała się z moich dowcipów, gdy dopiero pierwszy wyraz zaczynałem wypowiadać... Pokładała się ze śmiechu. O co jej może chodzić, cholera wie... A swoją drogą ja i...dowcipy, hahahaha.... Ja i poczucie humoru, koń by się uśmiał. Nigdy, od dzieciństwa, nie miałem za grosz poczucia humoru. Wszyscy to wiedzą, a ona...ryczy ze śmiechu, połowa tej dziennikażerii też zresztą rży jak debile nie wiadomo z czego, hehe. Ech, ta małość ludzkiej natury...
Ok. Jak będzie ktoś dzwonił – nie ma mnie. Jestem na wysłuchaniu w MSW. MSW czyli... Mecz Strasznie Ważny haha... Wiesz, nigdy wcześniej bym nie pomyślał, że to premierowanie to takie jaja... Nic nie robisz a rządzisz haha. A tylko byś spróbował rządzić, od razu by wrzask podniosły różne warstwy, środowiska i inne psiska, że im zabierasz, że krzywdzisz. Dlatego lepiej nie tykać niczego. Po co się dotykać, jak wszystko samo się kręci. Niewidzialna ręka rynku zapieprza, hehe, uwłaszczone służby i zaprzyjaźnieni bonzowie już się jakoś sami podzielą. Wypadkowa sił i te sprawy, kumasz?
- Jasne szefie, co by nie.
- No, sam widzisz... I po co ja im? Palec w szprychy? Ja w MSW hahaha....
Czasem trzeba trochę porobić, fakt. Ale nie w sprawach krajowych. W kraju samo się kręci. W kraju jak w raju, hehe. Najgorzej te sprawy międzynarodowe. Ciągle czegoś chcą i mańkę zawracają. A to lasy kupić, a to CO2 albo gaz sprzedać. Ale to idzie w miarę szybko. Władimir, albo jakiś jego człowiek pokazuje: -Tu podpisz. Ja mu na to: - A co w zamian dostanę? On wie, że ja żartuję. Podpisuję, pośmiejemy się i jedziemy z tym koksem – co to za robota. Ministrem to za chiny bym nie chciał być. Jak biorę, to całą pulę... A ministrowie, to wiesz, full serwis całą dobę dla tych naszych, hehe, lobbystów. Urywające się telefony, włóczenie się po cmentarzach – to nie dla mnie, to dla pomniejszego płazu... Ale premierem mogę zawsze. Biorę w ciemno, ile kadencji się da. A jak coś pierdyknie albo wyjdzie na jaw, powiem, że trzeba wypalić zło gorącym żelazem i że biorę całą odpowiedzialność na siebie. To im wystarczy. I jedziemy dalej, byle do czwartku hahaha! Żyć nie umierać...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)