Szczyt WNP - sukces Putina
Ogłoszenie niepodległości przez Kosowo separatyści na Wschodzie powitali z radością. Przywódcy powstałych na początku lat 90. separatystycznych republik Abchazji, Osetii Południowej oraz Naddniestrza zaczęli przygotowywać wnioski z prośbą o uznanie swej niepodległości do Federacji Rosyjskiej i innych państw, czym skutecznie przestraszyli Tbilisi i Kiszyniow i pchnęli dotychczas prozachodnie, aspirujące do NATO rządy w objęcia Moskwy. Niepokojące sygnały zaczęły dochodzić z Ukrainy, gdzie szef komunistów Leonid Gracz, ostrzegł, że dążenie Kijowa do wstąpienia w NATO może zagrozić integralności terytorialnej kraju. I rzeczywiście, sytuacja na Krymie jakże jest podobna do tej z Kosowa. Krym też jest republiką autonomiczną, ma własny parlament, z większością etniczną Rosjan wynoszącą 95 % ludności, marzących o zjednoczeniu z Rosją. Tak jak Amerykanie posiadają w Kosowo jedną z największych na świecie baz wojskowych Bondsteel, tak w Sewastopolu znajduję się baza rosyjskiej marynarki wojskowej. Analogii jest wystarczająco dużo. Tendencje separatystyczne silne są także na Południu i Wschodzie Ukrainie, podsycane przez prorosyjską Partię Regionów Wiktora Janukowycza. Paradoksalnie, ogłoszenie niepodległości przez Kosowo, przedstawiane przez USA i UE opinii światowej jako tryumf demokracji i pokoju, w pierwszej kolejności uderzyło w prozachodnie rządy Gruzji, Mołdawii i Ukrainy, które, przerażeni konsekwencjami wzmożenia ruchów separatystycznych na własnym terytorium, zaczęli upatrywać w Rosji gwaranta własnej integralności terytorialnej.
Na szczycie WNP Putin w ostrych słowach potępił separatyzm, czym trochę uspokoił przywódców państw zagrożonych secesjami zbuntowanych terytoriów. Niepodległość Kosowa to "straszny precedens", który podważa cały system stosunków międzynarodowych i który będzie mieć nieprzewidywalne następstwa. Prezydent Rosji powiedział też, że kraje, które uznały niepodległość Kosowa, nie myślą o konsekwencjach swojej decyzji. - To kij o dwóch końcach. Tym drugim końcem dostaną kiedyś po głowie - zauważył (cyt. za Rzeczpospolita).
Rosja na Bałkanach
Oczywiście, miniony szczyt WNP można zaliczyć do sukcesów rosyjskiej dyplomacji i osobiście Putina, ale chyba dziś to Rosji nie wystarczy. Media doniosły, że jutro (25.02) do Belgradu wybiera się Dmitrij Miedwiediew. Niby jego wizyta ma mieć związek z planami budowy gazociągu South Stream, ale jej termin, zaraz po ogłoszeniu niepodległości przez Kosowo, został wybrany nieprzypadkowo. Prawdziwym celem wizyty Miedwiediewa będzie próba wciągnięcia Belgradu w orbitę rosyjskich wpływów. Rosja, która wyciągnęła bolesne wnioski po tym, jak USA zapowiedziały rozmieszczenie elementów tarczy antyrakietowej w Polsce i na Czechach, w pobliżu jej terytorium, za wszelką cenę będzie próbowała osłabić południową flankę NATO na Bałkanach, by wymóc ustępstwa w sprawie tarczy. Być może w trakcie tej wizyty dojdzie do nieformalnych ustaleń w kwestii ulokowania rosyjskich baz wojskowych w Serbii, o co, zdaniem analityków, od dawna zabiegają rosyjscy wojskowi. Już sam fakt entuzjastycznego powitania rosyjskiego następcy Putina przez zrozpaczonych po utracie Kosowa Serbów, da wiele do zrozumienia europejskim polityków, kto tak naprawdę będzie rządził w najbliższej przyszłości na Bałkanach.
Rosyjsko-serbski sojusz wojskowy
Rosyjskie ofensywa wcale nie musi na razie przybierać formę formalnego sojuszu wojskowego. Wspierając nieformalnie organizację paramilitarne Serbów, Rosja będzie dążyć do całkowitej porażki misji NATO na Bałkanach. Coraz bardziej brutalne tłumienie zamieszek Serbów przez siły KFOR i kosowską policję, może doprowadzić do zbrojnego oporu uciskanej ludności serbskiej w Kosowo. Więc o ile NATO potrafiło złamać opór Serbii w trakcie bombardowań w roku 1999, o tyle wynik walki z serbskimi partyzantami w górzystym terenie Kosowa wcale nie jest przesądzony (analogia z Afganistanem i Irakiem, z tym, że będzie to Irak w Europie). Rosja jest zainteresowana w natowsko - serbskiej konfrontacji i porażce NATO na Bałkanach, będzie także wspierać militarnie powstańców, dostarczając broń i instruktorów, których może rekrutować ze środowiska rosyjskich nacjonalistów, jacy w imię solidarności narodów prawosławnych będą chcieli walczyć o serbskie Kosowo. Już teraz rosyjskie media doniosły, że grupa kilkudziesięciu aktywistów nacjonalistycznego Eurazjatyckiego Związku Młodzieży udała się w charakterze ochotników, żeby wspomóc Serbów w Kosowo. Także szereg organizacji nacjonalistycznych i religijnych w Rosji w ostatnich dniach powołało stowarzyszenie o wojowniczo brzmiącej nazwie „Kosowski Front", którego celem jest walka o serbskie Kosowo. W tej sytuacji, jedynie słusznym rozwiązaniem jest wznowienie negocjacji pod egidą ONZ między Albańczykami z Kosowa a Belgradem w kwestii uzyskania przez Kosowo szerokiej autonomii w ramach Serbii lub utworzenia uznawanego przez Belgrad niepodległego państwa ze stolicą w Prisztinie.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)