Marcin Nawrot Marcin Nawrot
424
BLOG

"LISTA DOCENIONYCH"...

Marcin Nawrot Marcin Nawrot Polityka Obserwuj notkę 1

 

Kiedy przed wielu, wielu laty pewnego czerwcowego dnia aktorka Joanna Szcz. ogłosiła triumfalnie, że „skończył się w Polsce komunizm” nie kpiłem z jej optymizmu, tylko bałem się, że tą radosną (a może także nieco infantylną) pewnością może zapeszyć rychłe chwile prawdziwego zwycięstwa. Byłoby nim np. ocalenie przed zniszczeniem całych ton akt obrazujących mrówczą pracę (nad nami – obywatelami – i dla naszego dobra) służb specjalnych. W związku z takim zwycięstwem można by też zaproponować najbardziej „pracowitym” działaczom tych służb oraz ich ofiarnym współpracownikom, aby przez czas jakiś (np. 10-15 lat) nie podejmowali już dalszych wysiłków (oczywiście znów dla naszego dobra) na państwowych posadach  i przestali udawać, że też byli patriotami – „tylko… inaczej”.

Wypadało także … Można było też… Ale… po cóż wracać do niespełnionych marzeń…

Nie trwało długo, gdy wraz z wieloma mnie podobnymi, mogłem się przekonać, że komunizm w Polsce rzeczywiście upadł, tylko arcyszczęśliwie, bo „na cztery łapy”. Zaś „ludźmi honoru” i bohaterami nowego spojrzenia na dawne czasy (i całkiem niedawne nieprawości) stali się obywatele szczególnego autoramentu i niepoślednich zasług. Co wynikło z tego tak radośnie niegdyś obwieszczonego upadku – wiadomo od dawna, tyle że dzisiaj od oglądu tego stanu rzeczy (ale w tzw. realu, a nie w większości mediów) nie tylko oczy bolą…

Ostatnio, po własnych spostrzeżeniach oraz rozmowach z przyjaciółmi, po lekturze książek i pism o linii niezbyt zbliżonej do wytycznych znanych „autorytetów” i pewnej, jeszcze bardziej znanej (z obiektywizmu naturalnie), gazety doszedłem do wniosku, że tak naganna, do niedawna, współpraca z SB pod postacią Kontaktu Operacyjnego, czy Tajnego Współpracownika stała się obecnie co najmniej cenioną rekomendacją. Nie zawsze wprawdzie potwierdzaną wcześniej zniszczonymi oryginałami odpowiednich dokumentów, donosów, czy pokwitowań, ale mimo to pozwalającą wziąć pod uwagę fachowość szczególnego rodzaju i zaangażowanie, którego trudno nie nagrodzić stosownym stanowiskiem i wyższymi od średniej krajowej apanażami.

Tak więc dzięki swoim różnego typu zasługom i trudnemu do zlekceważenia doświadczeniu „bohaterowie – znaczy TW – znowu są wśród nas”! Jak dawniej pouczają, rozstrzygają, komentują, dzierżą władzę. Taki np.  Michał B. potrzebował wprawdzie nieco czasu, aby się przyznać do dawnych koneksji i móc potem zająć ważną pozycję przewodniczącego Komitetu Stałego Rady Ministrów, ale o niektórych KO i TW trudno nawet powiedzieć, że wypełzli z cienia, bo nigdy się w nim (ze wstydu lub strachu) nie ukrywali. 

Ot, choćby taki Sławuś C. pseudonim „Ritmo” – obecnie szef gabinetu szefa NBP – Mareczka B. – kontaktu operacyjnego oznaczonego pseudonimem „Belch”. Co było w sprawozdaniach sporządzonych przez tego ostatniego dla oficerów wywiadu – nie wiadomo. Nam przeciętnym ciułaczom złotówek musi wystarczyć wiedza o wysokości pewnego podatku od naszych oszczędności”. Natomiast jeśli chodzi o „Ritmo” to nie tylko odważnie nie ukrywał on swojej współpracy ze służbami specjalnymi PRL, ale zarówno w „ludowej” jak też i później w „pospolitej” „Rzeczy” dał się wykorzystać… na wielu odpowiedzialnych stanowiskach, których lista mogłaby innych (mniej docenionych TW) przyprawić o zawrót głowy.

W swoim ostatnim numerze przypomina o tej pięknej karierze w obszernym artykule „Gazeta Polska”, Ale i „Rzeczpospolita” w recenzji z ciekawej, wspomnieniowej książki Macieja Ścisłowskiego (także polecam tę „Gawędę o naszej młodości!”) zamieściła smakowity cytat pasujący doskonale do podjętego przeze mnie tematu:

„Przewodniczącym zarządu szkolnego Związku Młodzieży Polskiej (chodziło o warszawskie liceum TPD im. Karola Świerczewskiego – dop. mój: M.N.) był ortodoksyjny stalinowiec Daniel. P”.

Kto zacz – albo jeszcze lepiej – ki diabeł? Już odpowiadam celnymi słowami autora recenzji: „Ten dziennikarz „Polityki” był – co ujawnił przed kilkoma laty Instytut Pamięci Narodowej –  zarejestrowany jako TW „John”. O dziwo nie przeszkodziło mu to w III RP piastować funkcji ambasadorskiej, do dziś też komentuje wydarzenia w mediach z TVN 24 na czele.”

Czy „to by było na tyle”?  – jak mawiał nieoceniony Jan Stanisławski. Ależ skąd! Pod tym względem zawód, lub niedosyt, nam nie grozi. Nieoficjalna, lecz jakże łatwa do stworzenia lista patronujących naszemu odchodzeniu od komunizmu – nieocenionych i właśnie dlatego w pełni docenionych (także po upadku komunizmu!) – tajnych współpracowników SB jest oczywiście znacznie dłuższa. Niejeden z nas mógłby dopisać do niej liczne nazwiska i pseudonimy tych „bohaterów walki o demokrację i socjalizm”, którzy tak bardzo troszczyli się o nas przed laty, a i obecnie nie mają zamiaru pozbawić nas swojej opieki, wiedzy i troski.

„Nagródźmy ich” więc choćby w ten sposób, przybliżając ich dawne dokonania i obecną pozycję publicznej świadomości,  aby nie wyjść na niewdzięczników, albo na medialnie otumanionych i wyzutych z pamięci  frajerów lub głupców.

 

Optymista z okresowymi skłonnosciami do gniewu lub naiwności

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka