Merdia doniosły o tym, że fundusz inwestycyjny założony przez zięcia Hilarii Clintonowej poszedł – jak to mówią u nas w Ameryce – belly up – czyli po polsku: wąchać kwiatki od spodu. Inwestorzy, którzy włożyli w niego swoje oszczędności więcej ich już nie zobaczą.
(Ale proszę im specjalnie nie współczuć: większość ludzi, którzy wyłożyli kasę na ten fundusz to bliscy znajomi Clintonów. Kto chce z Clintonami robić interesy, tego nie należy żałować. Ma co chciał).
A z drugiej strony merdia doniosły również, że Burlington College, prywatny college z Vermont, właśnie splajtował i zostanie zamknięty. College wdał się w jakieś transakcje finansowe związane z kupnem nieruchomości, na co nie miał pieniędzy – no i elegancko przejechał się.
Prezydentem collegu, który doprowadził go do spektakularnego bankructwa była Pani Jane Sanders. Tak, tak – żona tego Sandersa. Kandydata na kandydata partii demokratycznej w wyborach prezydenckich.
Po zrujnowaniu college’u Pani Sanders odeszła ze stanowiska – po wcześniejszym podjęciu pakietu z odszkodowaniem za zwolnienie. Głupie 200 tysięcy dolarów.
To symbolicznie opisuje jaka będzie przyszłość Ameryki, gdyby – co nie daj Wielki Manitou – Clinton lub Sanders wygrali wybory.
Inne tematy w dziale Polityka