Staliśmy się – my, Polacy – częścią większej rozgrywki między elitami polityczno-gospodarczymi Unii a społeczeństwami europejskimi o nowy porządek w Europie. Jesteśmy zresztą, podobnie jak Węgrzy, dość wygodnym celem ataku, bo łatwiej stygmatyzować nas niż Francję czy Niemcy, prawda? Uderzając w nas, chce się też osiągnąć cele gdzie indziej.
Bruksela jest nauczycielem, który ma problem z dziećmi i różnie im to okazuje?
Elity europejskie – proszę wybaczyć kolokwializm – strasznie nabroiły, teraz mamy z tym mnóstwo problemów i nie bardzo wiadomo, jak je rozwiązać. Oczywiście owe elity bardzo nie chcą zostać ze swych błędów rozliczone i dlatego gorączkowo szukają kozła ofiarnego. Im dłużej będziemy trwać w konflikcie Unia–Polska, tym większe niebezpieczeństwo, że to my zostaniemy w tej roli obsadzeni.
Polska jako winny kłopotów Europy? Przecież to niedorzeczne.
A dlaczego? Nikt nie będzie zadawał zbyt wielu pytań, wszyscy będą zadowoleni, że mają prostą odpowiedź. Raz wskazani palcem będziemy wskazywani przy każdej okazji. Wszystko przez strach europejskich elit przed odpowiedzialnością i jej chęć utrzymania za wszelką cenę status quo.
Polska jako kozioł ofiarny, na którego zwala sie winę za rozpad Unii aby odwrócić uwagę od nieudolności elit europejskich? No, jak widać politologowie dochodzą do wniosków takich samych do jakich Wielki Wódz Apaczów, na ogół nieomylny, doszedł już dawno temu.