Gazwyb donosi, że wybory prezydenckie w Austrii mogą zostać powtórzone. Ma o tym zdecydować ichniejszy Trybunał Konstytucyjny.
Przypominamy, że w wyborach tych wygrał minimalną pzrewagą kandydat Zielonych. Podczas gdy liczono głosy prowadził kandydat prawicy. A gdy doliczone głosy oddane korespondencyjnie – wygrał Zielony. Czy mógł miec miejsce przekręt?
Mógł.
Musimy zrozumieć w jaki sposób podczas głosowania korespondencyjnego można w łatwy sposób (i praktyccznie niemożliwy do wykrycia) sfałszować wynik.
Otóz wiadomo (ze statystyk poprzednich wyborów oraz badań opinii publicznej) że istnieje silna korelacja pomiędzy adresem w którym kto mieszka a tym jak głosuje. W USA stan Nowy Jork zawsze zagłosuje na Demokratów a Teksas na Republikanów. W Austrii Górna Austria i rejony wiejskie głosują zupełnie inaczej niż lewicowy Wiedeń. W Polsce Podkarpacie głosuje inaczej niż Warszawa.
Oczywiście w Teksasie można znaleźć Demokratów a w Nowym Jorku Republikanów – ale decyduje statystyka.
Jak więc można elegancko sfałszowac wybory korespondencyjne, bez potrzeby otwierania listów, opierając się tylko na statystyce?
Podczas głosowania korespondencyjnego ktoś wypełnia kartę do głosowania i wysyła ją. Przesyłka dociera do jakiejś komisji wyborczej, która te głosy potem zlicza.
Na poczcie musi być jakiś człowiek, listonosz, który ma dowieźć listy z głosami z poczty – do komisji. Niech ten człowiek ma swoje sympatie polityczne i niech on postanowi utrudnić życie kandydatowi, którego nie lubi. Powiedzmy, że wiadomo, że na tego kandydata będą głosować (statystycznie rzecz biorąc) jedne regiony kraju a na przeciwnego – inne. Patrząc na adres nadawcy lub stempel poczty można ustalić z jakiego regionu kraju pochodzi oddany głos. Jeżeli z regionu, kóry raczej głosuje na kandydata, którego nie lubimy – to taki list wrzucamy do kosza albo do niszczarki dokumentów. I tyle.
Jeżeli różnica liczby głosów na jednego lub drugiego kandydata jest minimalna – tak jak było w Austrii – to możemy zmienić wynik.
Wniosek: należy zakazać głosowania korespondencyjnego. Raz na cztery lata każdy powinien pofatygować się głosować osobiście. A jeżeli nie może – bo jest w podróży? To niech sobie tak ustawi podróż aby móc głosować – i tyle. Raz na parę lat każdy może się tyle dla kraju poświęcić.
Nawiasem pisząc – również głosowanie przez internet powinno być zakazane. Kartka z głosem to jest kartka z głosem, nawet analfabeta będzie wiedział jak ją policzyć. A jak powiedział Klasyk: „Te elektrony to nie wiadomo dla kogo pracują…”
Inne tematy w dziale Polityka