Rzepa donosi:
Francja postawiła sprawę jasno – sklep z produktami muzułmańskimi ma wprowadzić do asortymentu wieprzowinę i alkohol, inaczej zostanie zamknięty.
Mini-market Good Price, położony w gminie Colombes na północno-zachodnich przedmieściach Paryża, sprzedawał dotychczas tzw. produkty halal, zgodne z muzułmańskimi zasadami. Asortyment sklepowy nie obejmował zatem alkoholu ani wieprzowiny, a mięso pochodziło wyłącznie ze specjalistycznego uboju wymaganego przez islam. Francuskie władze uznały, że sklep dyskryminuje w ten sposób pozostałą część społeczeństwa i musi dostosować się do preferencji wszystkich konsumentów, bez względu na religię czy pochodzenie.
I to jest czyste bezprawie. To właściciel biznesu decyduje o tym co będzie w nim sprzedawał – a nie urzędnik. To jest sklep sprzedający jedzenie muzułmańskie. Zgodnie z tą logiką sklep ze specjałami polskimi w Arizonie powinein zopstać zmuszony do sprzedaży jedzenia meksykańskiego bo nie sprzedając jedzenia meksykańskiego dyskryminuje kogoś tam.
Jeżeli ktoś chce kupic wieprzowinę to nie idzie do sklepu muzułmańskiego a jeżeli chce kupić krewetki to nie idzie do sklepu żydowskiego. Tak samo jeżeli ktoś chce kupić mięso ten nie idzie do warzywniaka a kupując buty nie idziemy do sklepu z częściami samochodowymi.
Władze francuskie wykazują kompletną bezradność tam gdzie trzeba wykazać się stanowczością – i próbują to kompensować walcząc ze sklepikami. Gdy trzeba z Francji wywalić muzułmańskich podżegaczy i odebrać im obywatelstwo – to się okazuje, że nic się zrobić nie da. Gdy trzeba zamknąć granice przed dalszą imigracją muzułmańską – to nie tylko nie zamykają, ale wręcz sprowadzają dodatkowe tysiące muzułmanów.
Więc w zamian aby pokazać, że coś jednak robią dobierają się do sklepików. Nie potrafimy walczyć z islamistami to będziemywalczyć ze skepikami.
Inne tematy w dziale Polityka