Blog
Wieści z Rosji
Marek Budzisz
Marek Budzisz dziennikarz, historyk, anality
23 obserwujących 151 notek 224492 odsłony
Marek Budzisz, 12 maja 2017 r.

Ławrow sprowadzony w Waszyngtonie do parteru.

3316 15 0 A A A

Jewgenij Nikulin, nadal mogący się uważać za młodego (urodzony w 1987 roku) obywatel rosyjski, mieszkający w Pradze miał wszelkie powody, aby sądzić, że jest szczęściarzem. Przynajmniej do momentu, kiedy w restauracji, do której przyjechał mercedesem o wartości 150 tys. Euro, zatrzymała go czeska policja.

Czesi aresztowali Rosjanina, bo list gończy wydał za nim sąd w Kalifornii, oskarżając go o włamania do serwerów znanych sieci społecznościowych, z których miał wykraść, ponoć, dziesiątki milionów danych osobowych a później nimi handlować na hackerskich forach. Dziś Nikulin siedzi na Pankracu i może jedynie wspominać czasy, kiedy był jednym z członków rosyjskiego klubu właścicieli Lamborghini i przyjaźnił się z synem rosyjskiego ministra obrony Szojgu, regularnie zamieszczając swoje zdjęcia na forum popularnym wśród rosyjskiej złotej młodzieży.  Śledczy do dziś nie znają, jakie są źródła majątku Nikulina. Amerykanie, którzy złożyli wniosek o aresztowanie, są przekonani, tak twierdzą adwokaci Rosjanina, że stoi on za włamaniami do skrzynki pocztowej Hilary Clinton. A oskarżenia o kradzież danych osobowych to, zdaniem obrońców Rosjanina, jedynie przykrywka. Naprawdę chodzi o to, aby go capnąć, i zależnie od tego czy będzie chciał współpracować – to wówczas pokazać go, jako tego, który na zlecenie Moskwy ukradł maile Hilary Clinton, ale jeśli pójdzie w zaparte, to, jak niedawno w przypadku syna rosyjskiego deputowanego zatrzymanego na Malediwach, posadzić go na jakieś 30 lat. Chyba coś musi być na rzeczy, bo z wnioskiem o ekstradycję wystąpili też Rosjanie. Ci, kolokwialnie mówiąc, poszli po całości. Zarzucają Nikulinowi kradzież z portalu transakcyjnego 3750 dolarów, i gdyby nie to, że we wniosku napisano, iż działał on w grupie przestępczej, to byłby on bezsensowny, bo stawiane mu zarzuty dawno się już przedawniły. Co ciekawe, adwokaci Nikulina twierdzą, że ten, gdyby mógł wybierać, to wolałby siedzieć u siebie, w Moskwie.

Ta i podobne rewelacje mediów nie pozwalają umrzeć śmiercią naturalną kwestii „rosyjskiego śladu” w amerykańskich wyborach prezydenckich. A przez co, jak chcą nieżyczliwi Trumpowi komentatorzy, jego chęć resetu z Rosją wobec presji opinii publicznej przestaje się liczyć. Ci mniej skłonni wierzyć w uporczywie kolportowaną pogłoskę o związkach ludzi z zaplecza Prezydenta z Rosją, też zapewne zgodziliby się z tezą, że w obliczu napływu informacji o prawdziwej naturze działań Moskwy trudno myśleć o poprawie relacji.

A newsy płyną. I tak np. pod koniec ubiegłego miesiąca w Afganistanie przebywał amerykański minister obrony narodowej James Mattis. Wizyta miała miejsce już po wielkim ataku Talibów na bazę wojskową w Mazar-i-Sharif, w trakcie, którego poległa ponad setka afgańskich żołnierzy. Co ciekawe w trakcie kończącej wizytę konferencji prasowej, dowodzący wojskami Stanów Zjednoczonych i NATO, oświadczył, że Talibów uzbraja Rosja. Nawiasem mówiąc Amerykanie właśnie poinformowali o zwiększeniu swego kontyngentu wojskowego.

I jeszcze jedna z informacji, jakie w ostatnich dniach, pojawiły się w amerykańskich mediach. Reuters opublikował materiał, z którego wynika, że Władislaw Surkow, bliski współpracownik prezydenta Putina, jest tym człowiekiem, który faktycznie kieruje „rządami” separatystycznych republik na wschodzie Ukrainy. Amerykańska agencja, powołując się na źródła z otoczenia Putina, pisze, że Surkow regularnie spotyka się z kierownictwem obydwu „republik”, zarówno na terenie Rosji, jak i na Ukrainie. I decyduje o wszystkim, od kadr, po sposób działania. Dziennikarze Agencji przywołują wypowiedź Aleksieja Aleksandrowa, jednego z liderów powstania, który z Doniecka już wyjechał i który miał powiedzieć, że „każdy telefon z Moskwy traktują oni tak jak telefon z kancelarii Pana Boga i nie dyskutują.” To właśnie Surkow zdecydował, że liderem jednej z „republik” zostanie, wywodzący się z Charkowa, Zacharczenko, który pierwotnie miał odpowiadać za wojsko. Jednak po jego wizycie w Moskwie, plany zmieniono. Na czym polega polityka Moskwy w Doniecku, stara się znaleźć odpowiedź Reuters. I argumentuje – na zamianie „starych” liderów separatystów, którzy nie dawali się kontrolować, na swoich ludźi, którzy nieszczególnie troszczą się o interesy mieszkańców, mają za to na względzie strategiczny interes Moskwy.

Tego rodzaju rewelacje z pewnością nie były na rękę ministrowi Ławrowowi, który wczoraj spotykał się z Rexem Tillersonem i prezydentem Trumpem. Oficjalne stanowisko rosyjskiej dyplomacji jest diametralnie odmienne – Rosja nie jest stroną w konflikcie, ze względów humanitarnych wspiera ludność zbuntowanych prowincji ukraińskich i rozwiązaniem problemu winna być federalizacja kraju.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jestem byłym dziennikarzem (TVP - Puls Dnia, Życie, Radio Plus) i analitykiem. Obecnie w biznesie. Z wykształcenia jestem historykiem. Obserwuję Rosję, bo tam wiele się dzieje, a Polacy niewiele o tym wiedzą. https://www.facebook.com/Wie%C5%9Bci-z-Rosji-1645189955785088/

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Szanowny Panie. Doradzam uważną lekturę i chwilę refleksji na temat tego co się czyta....
  • Ma Pan rację. W Polsce przyjęła się pisownia pochodząca z j. angielskiego. Poprawiłem.
  • http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-08-17/ambasador-rp-wezwany-do-rosyjskiego-msz-w-sprawie-b...

Tematy w dziale Polityka