Blog
Wieści z Rosji
Marek Budzisz
Marek Budzisz dziennikarz, historyk, anality
22 obserwujących 138 notek 196037 odsłon
Marek Budzisz, 11 sierpnia 2017 r.

Rosjanie proponują Ameryce deal.

1636 12 0 A A A

Relacje rosyjsko – amerykańskie znajdują się dziś w fazie, którą trudno na pierwszy rzut oka określić, jako rokującą nadzieję. Wydaje się, że spirala antyrosyjskich sankcji i kontr-sankcji dopiero zaczyna się rozkręcać. Ostatnie decyzje Moskwy, która nakazała redukcję amerykańskiego personelu dyplomatycznego w Departamencie Stanu określane są mianem kroków, „które eskalują konflikt”. I w takiej sytuacji, jak powiedział dziennikarzom Rex Tillerson po spotkaniu w Manili z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Ławrowem Stany Zjednoczone przygotują odpowiedź.

Najprawdopodobniej będzie ona polegała na zamknięciu jednego z rosyjskich konsulatów. Z tej prostej przyczyny, że amerykanie mają ich w Rosji trzy, a Rosjanie w Stanach cztery. Jak równowaga i symetria to na całego. Przy czym z obu stron pada wiele mocnych słów. I tak np. zastępca Ławrowa Riabkow ostatnie debaty w amerykańskim kongresie w związku z oskarżeniami o mieszanie się Rosji w wybory nazwał „antyrosyjskimi bachanaliami”. Na marginesie warto zauważyć, że zgodnie z zapowiedziami redukcja amerykańskiego personelu dyplomatycznego, przede wszystkim konsularnego, już spowodowała wydłużenie się czasu oczekiwania na wizę. Dziś na obowiązkowe spotkanie z konsulem w Moskwie, Petersburgu czy Władywostoku można się umówić najwcześniej na październik i jak donoszą media już pojawiły się ogłoszenia firm, które oferują „ustąpienie miejsca w kolejce”, oczywiście po wniesieniu stosownej opłaty.

Najdziwniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że Rosjanie nadal mówią o możliwościach współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Ostatnio, po spotkaniu w Manili, minister Ławrow wprost skonstatował, jak można domyślać się ze smutkiem, że „liczba trudnych tematów w dwustronnych relacjach, póki, co nie maleje”, ale tym nie mniej Rosjanie odczuli „gotowość naszym amerykańskich kolegów do kontynuowania dialogu, dla którego po prostu nie ma alternatywy”. I jednocześnie zadeklarował – „winniśmy znaleźć obszary, nad którymi możemy pracować razem.”

Podobne deklaracje usłyszeć można z ust przedstawicieli strony amerykańskiej. Może to dyplomatyczne pustosłowie, ta szczególna lingua franca XXI wieku, w której koniecznie trzeba mówić wiele o pokoju, przyjaźni, współpracy i dialogu i robić swoje. Może jest tak, że jak się mówi „nadzieja umiera ostatnia”. Ale być może Rosjanie mówią to, co myślą i czego chcą. Jednym słowem może proponują Amerykanom deal, który sprowadza się do prostej propozycji – znajdźmy obszary, na których możemy współpracować, a tam gdzie nasze interesy są sprzeczne w najgorszym razie nie zmieniajmy niczego, niech panuje status quo.

Do takich refleksji skłonić może analiza aktywności wydawniczej rosyjskiego Klubu Wałdajskiego, który w ostatnich kilkunastu dniach opublikował szereg materiałów, wydaje się nieprzypadkowo tworzących obraz rosyjsko – amerykańskich relacji w przyszłości. I w tym sensie stanowiących wyraźny sygnał, a może ofertę pod adresem Waszyngtonu. Sam Klub nie jest ot takim sobie zwykłym miejscem, w którym nad sprawami porządku światowego dyskutują naukowcy. Jest z jednej strony forum, w którym toczą się zasadnicze dla kierunków rosyjskiej polityki zagranicznej dyskusje, z drugiej zaś swoistym kanałem komunikowania się Moskwy ze światem w kwestiach wizji porządku globalnego. W corocznych uroczystych posiedzeniach, na które zapraszani są politycy i eksperci z całego świata, zawsze uczestniczy Władimir Putin. Na sali zawsze zasiadają, obok naukowców, najwyżsi rangą rosyjscy oficjele.

I tak w połowie lipca (dokładnie 19) opublikowano analizę sił NATO i Rosji w Europie Wschodniej.[1] Punktem wyjścia rozważań Autora jest ocena sytuacji w naszej części kontynentu po aneksji Krymu. W jego opinii NATO nie zrozumiało rosyjskich motywów, które spowodowały zajęcie półwyspu. Z tego też względu uznało, że jest to krok, który udowadnia, że Rosja jest państwem nieobliczalnym, niestabilnym w swej polityce zagranicznej i potencjalnie agresywnym. Ale przede wszystkim uznano, że jest to pierwsze z możliwych posunięć, po którym mogą nastąpić następne. Stratedzy i analitycy Paktu Atlantyckiego przyjęli, w jego opinii, antyrosyjską i irracjonalną optyką Państw Bałtyckich i uznali, że te mogą stać się ofiarą następnego wrogiego posunięcia ze strony Moskwy. Ta mobilizacja w obliczu zagrożenia ze Wschodu, jest jego zdaniem, wykorzystywana w celu scementowania nieco skruszałej spoistości Paktu. Pojawienie się „rosyjskiego straszaka” przyniosło w rezultacie nie tylko dyslokację wojsk NATO do Państw Bałtyckich, ale również znaczny wzrost wydatków wojennych. I to nie tylko w ramach Sojuszu, ale również amerykańskiego projektu podniesienia europejskiej wiarygodności w sferze militarnej (tzw. European Reassurance Initiative), której budżet urósł z 790 mln dolarów do 3,4 mld. Przy czym zdaniem rosyjskiego analityka nie powinno się przeceniać mobilizacji sił NATO. Nadal siły sojuszu w regionie są mocno ograniczone i nie stanowią militarnego zagrożenia dla Moskwy. Co więcej, skupiając się na faktach nie zaś deklaracjach i pięknych słowach, szybko dojdziemy do wniosku, że dziś mamy, co najwyżej do czynienia z próbą powrotu do relacji sił z roku 2012 – 13, czyli sprzed znacznej redukcji amerykańskiej obecności wojskowej w Europie (wycofanie dwóch brygad). To jak się wydaje jasny komunikat pod adresem Moskwy. Głosi on prostą prawdę – nie mamy do czynienia z agresywnym zwiększeniem obecności wojskowej NATO w pobliżu rosyjskich granic. I z tego też względu nie ma powodów szczególnej mobilizacji sił i zasobów po drugiej stronie. Tym bardziej, że, jak zauważa utrzymuje się dramatyczna, dla Rosjan, różnica potencjałów i budżetów wojskowych. Same tylko europejskie państwa paktu wydają na wojsko dziś 241,8 mld dolarów a wywiązanie się z ustaleń dotyczących zwiększenia wydatków powiększy tę kwotę o dodatkowe 87 mld. O budżecie wojskowym Stanów Zjednoczonych lepiej nie mówić. Co może temu przeciwstawić Rosja? W 2016 na wojsko wydała 63 mld dolarów (4,5 % PKB). Ale do kwoty tej zaliczono umorzenie długów przedsiębiorstw sektora obronnego (13 mld dolarów), które skazane są na deficytowość, bo Rosja swoim strategicznym sojusznikom sprzedaje broń po specjalnych, preferencyjnych cenach. Cały rosyjski budżet wojskowy stanowi raptem 5,4 % wydatków wojskowych państw NATO. Tak wygląda realne porównanie potencjałów. I tylko szaleniec, choć Autor nie używa takich określeń, mógłby po stronie Rosji myśleć o rzuceniu rękawicy Paktowi.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jestem byłym dziennikarzem (TVP - Puls Dnia, Życie, Radio Plus) i analitykiem. Obecnie w biznesie. Z wykształcenia jestem historykiem. Obserwuję Rosję, bo tam wiele się dzieje, a Polacy niewiele o tym wiedzą. https://www.facebook.com/Wie%C5%9Bci-z-Rosji-1645189955785088/

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • To po co Pan czyta?
  • Szanowny Panie. Sugeruję poszerzenie wiedzy. Piszę o municypalnym filtrze i jak sama nazwa...
  • Dziękuję za zwrócenie uwagi. Moja pomyłka. Poprawiłem

Tematy w dziale Polityka