Blog
Wieści z Rosji
Marek Budzisz
Marek Budzisz dziennikarz historyk analityk
59 obserwujących 274 notki 537058 odsłon
Marek Budzisz, 1 lutego 2018 r.

Kremlowski raport Waszyngtonu – narzędzie wzmacniania presji na Moskwę.

4744 32 0 A A A

Oficjalna Rosja na publikację przez amerykańskie ministerstwo finansów „kremlowskiego raportu” w pierwszej chwili zareagowała z rozbawieniem. Premier Miedwiediew miał powiedzieć, że nie znalezienie się na liście właściwie winno być powodem do zwolnienia z urzędu, a sam Władimir Władimirowicz miał, jak donoszą media, użalać się swoim współpracownikom, że nie znalazł swego nazwiska w amerykańskim spisie. Spekulowano też, dlaczego nie ma tam nazwiska prezes rosyjskiego Banku Centralnego, czy kierującej rosyjskim odpowiednikiem NIK. Zastanawiano się, dlaczego nie ma nazwiska Czubajsa, kierującego przecież wielkim państwowym koncernem energetycznym a jest za to Borys Titow, który wielokrotnie krytykował politykę Putina, zwłaszcza wobec sfery biznesu. A generalnie jak zauważają komentatorzy po lekturze spisu rosyjskich oligarchów i wyższych urzędników – a znaleźli się na amerykańskiej liście właściwie wszyscy, których majątki są większe niźli 1 mld dolarów i właściwie wszyscy przedstawiciele administracji centralnej – w Moskwie można było usłyszeć, oczywiście w przenośni, wielkie zbiorowe odczucie ulgi. Przy okazji trochę się podśmiewywano i mówiono, że urzędnicy amerykańskiego ministerstwa finansów raczej nie wykonali jakiejś większej pracy, ot, po prostu wzięli książkę telefoniczną i listę Forbes´a i jak leci wpisali wszystkich na listę przyjaciół Putina.

Tak być może w istocie, pojawia się wszakże szereg pytań i wątpliwości. Przesłany Kongresowi raport Ministerstwa Finansów zaopatrzony został w tajny załącznik, w którym, jak spekuluje się w Moskwie, zawarto być może, informacje znacznie mniej wygodne dla rosyjskiej elity. Elity, która już kilka miesięcy temu, jak donosiły rosyjskie media po prostu zalała Waszyngton legionem prawników i lobbystów zabiegając o to, aby ich nazwiska na liście się jednak nie znalazły. I jak mówi w wywiadzie dla Radia Svoboda, były prezydent Gruzji, niezależnie od tego, jakie sankcje ostatecznie Waszyngton wprowadzi przesłanie jest klarowne. I zawiera się w jednym słowie – obserwujemy was. I oczywiście, jak argumentuje Saakaszwili nie doprowadzi to do jakichś tektonicznych zmian na Kremlu, ale w przyszłości rosyjscy oligarchowie, którzy przecież mieszkają w większości na Zachodzie i tam trzymają swoje majątki, dwa razy zastanowią się, czy pozytywnie odpowiedzieć np. na zaproszenie Putina, aby towarzyszyć mu w podróży na Krym. Jak na swoim blogu napisał Michaił Chodorkowski amerykańska lista jest raczej informacją dla Amerykanów, aby uważali, z kim robią interesy, aby nie mogli się zasłonić tym, że nie wiedzieli, kim są mówiący ze wschodnim akcentem gentelmani, z którymi chcą współpracować.

I dzisiaj w Moskwie już raczej nie ma śladu po dobrym humorze. Rzecznik Kremla Pieskow powiedział, że amerykańska lista jest „świadectwem nieobliczalności” polityki Waszyngtonu, a w związku z tym Rosja musi być cały czas w gotowości. To ciekawe spostrzeżenie, zwłaszcza, że dotychczas monopol na nieobliczalne zachowania w polityce zagranicznej miał właśnie Kreml. A znany ze swych buńczucznych wystąpień senator Puszkow napisał, że w jego opinii „celem amerykańskich sankcji nie jest zmiana rosyjskiej polityki, a zmiana rządzącego w Moskwie reżimu” i w związku z tym raczej należy się przygotować na długi marsz. Aleksandr Pankin, rosyjski wiceminister spraw zagranicznych w wypowiedzi dla agencji Interfax musiał przyznać, że w wyniku kroków podjętych przez Stany Zjednoczone niektóre wspólne przedsięwzięcia rosyjskiego biznesu z zachodnimi firmami, mogą stracić swój powab.

Ta zauważalna zmiana tonu rosyjskich mediów jest, jak się wydaje efektem informacji, które do Rosji zaczęły docierać od ich tradycyjnych przyjaciół – zachodniego biznesu. We wtorek wieczorem Putin przyjmował na Kremlu 200 przedstawicieli francuskich kół przemysłowych. Rozmawiano oczywiście o wspólnych przedsięwzięciach i one nadal są planowane, ale jak zauważa rosyjska prasa nieco zmieniają się warunku. Mówili też o tym otwarcie przedstawiciele Europejskiej Federacji Biznesu zrzeszającej ponad 500 wielkich firm, którzy odnosząc się do zapowiedzi amerykańskich sankcji i do „kremlowskiego raportu” oświadczyli, że podjęte przez Waszyngton działania „zwiększają polityczne ryzyko” prowadzenia z Rosją interesów. I tu jesteśmy w domu. Bo, jak dziś można przeczytać w rosyjskiej prasie póki, co nie ma jeszcze zagrożenia dla wspólnych interesów, ale już teraz zachodni partnerzy domagają się większych gwarancji, powołując się właśnie na polityczne ryzyko. A w praktyce oznacza to nic innego jak to, że partnerzy z Zachodu zarobią więcej, a Rosjanie mniej. Były rosyjski minister finansów a dziś szara eminencja na Kremlu, Kudrin obliczył, że w wyniku już wprowadzonych sankcji rosyjski wzrost PKB jest mniejszy niźli mógłby być o jakieś 0,5 % rocznie. To dużo, jak na kraj, w którym najwięksi optymiści mówią o 2% wzroście, zaś lepiej poinformowani są skłonni za sukces uznawać wskaźnik w wysokości 1,5 %.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jestem byłym dziennikarzem (TVP - Puls Dnia, Życie, Radio Plus) i analitykiem. Obecnie w biznesie. Z wykształcenia jestem historykiem. Obserwuję Rosję, bo tam wiele się dzieje, a Polacy niewiele o tym wiedzą. https://www.facebook.com/Wie%C5%9Bci-z-Rosji-1645189955785088/

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @kupczyk A stopniowanie przymiotników Pan opanował? Piszę większego, co nie znaczy przecież...
  • @bravo01 A w którym miejscu znalazł pan odpowiedź moim tekście, bo może coś przeoczyłem?...
  • @Susanna Kowalsky Chyba czyta Pani we własnych myślach.

Tematy w dziale Polityka