Blog
Wieści z Rosji
Marek Budzisz
Marek Budzisz dziennikarz historyk analityk
53 obserwujących 254 notki 477568 odsłon
Marek Budzisz, 15 kwietnia 2018 r.

Rosja w Syrii - żadne rozwiązanie nie jest dobre, a płacić trzeba.

2707 32 0 A A A

Ostatnie uderzenie rakietowe państw Zachodu na Syrię, zważywszy na jego skalę, przygotowanie informacyjne oraz skutki, trzeba traktować bardziej w kategoriach politycznych, czy jak to nazwał jeden z polskich ekspertów, wizerunkowych, niźli militarnych.

Ale, jako że jednak mieliśmy do czynienia z akcją wojskową, opiszmy pokrótce, ten jej aspekt. Otóż wojska koalicji amerykańsko – brytyjsko – francuskiej w nocy z piątku na sobotę wystrzeliły na syryjskie cele 104 rakiety, zarówno z okrętów znajdujących się na Morzu Śródziemnym, jak i z samolotów. Przy czym, mimo, że koalicja składa się z trzech państw, to francuskie samoloty, stacjonujące w bazie w Jordanii, prowadziły jedynie działania osłonowe, nie odpalały rakiet. Brytyjczycy zaangażowali się bardziej, ale ich samoloty wystrzeliły, jak informują media 7 – 8 rakiet, a cała reszta to działania amerykańskie. Już ten, pobieżny i powierzchowny rachunek pokazuje, jaki jest realny układ sił w obrębie NATO, a może raczej, do czego prowadzą wieloletnie cięcia przez państwa europejskie funduszy przeznaczonych na modernizację ich sił zbrojnych.

    Właściwie w tym miejscu kończy się obszar „medialnej zgody”, wszystkie inne militarne informacje są na tyle rozbieżne, że traktować je trzeba z pewnym dystansem, by nie rzec z przymrużeniem oka. Otóż Amerykanie twierdzą, że zaatakowali cztery cele – trzy w okolicach Damaszku i jeden w pobliżu miasta Homs, wszystkie związane z szumnie to nazywając „syryjskim kompleksem produkującym broń chemiczną”. Syryjczycy, ale również Rosjanie mówią o atakach, na co najmniej 10 obiektów, z tego, co najmniej 6 to lotniska. Jeszcze bardziej różnią się opinie na temat ile rakiet trafiło w cel. Szef Pentagonu, generał James Mattis, oświadczył, że wszystkie, a przeciwdziałanie syryjskiej obrony przeciwlotniczej było chaotyczne. Zupełnie inaczej całą sprawę przedstawiają Rosjanie. Otóż rosyjskie media powołujące się na źródła informacji w Sztabie Generalnym donoszą, że zestrzelono 71 rakiet, przy czym jeśli chodzi o użytkowane i potrzebne reżimowi lotniska, to skuteczność była 100 %. Te, które trafiły, atakowały obiekty ewakuowane, w gruncie rzeczy puste i nikomu niepotrzebne. Taka trochę salwa pod publikę, o czym ma świadczyć niewielka, a w skali syryjskiej wojny domowej, wręcz niezauważalna liczba ofiar koalicyjnego uderzenia. Rosjanie przy tym podkreślają, że wojska syryjskiego reżimu posłużyły się starymi, pochodzącymi jeszcze z czasów sowieckich systemami przeciwlotniczymi (systemy S-125, S-200, „Buk”, „Kwadrat” i „Osa”). Jednym słowem zapowiedziane przez Trumpa „nowoczesne i inteligentne pociski i rakiety” to bubel i propagandowy humbug. Zarazem zastępca rosyjskiego szefa Sztabu Generalnego, generał Rudskoj powiedział, że tuż po wystrzeleniu Rosjanie ustalili trajektorie, po których poruszać się będą rakiety i spokojnie patrzyli na rozwój wydarzeń. Mogli je unieszkodliwić w jednej chwili, ale tego nie zrobili. Zapowiedział jednocześnie, że jednym z następstw ataku będzie rozpatrzenie przez Rosję ponownie możliwości dostarczenia reżimowi Asada systemów przeciwrakietowych S-300, z czego Moskwa jakiś czas temu zrezygnowała pod presją Zachodu. Trochę się te rosyjskie pogróżki zdewaluowały, jako, że kilkanaście dni temu generał Gierasimow, szef rosyjskiego sztabu Generalnego, zapowiedział, że w razie ataku rakietowego Rosjanie strącą nie tylko pociski i rakiety, ale również zniszczą ich „nosicieli”, czyli samoloty i okręty. Rudskoj też nie zauważył, że jego deklaracje trochę jednak przeczą sloganom na temat sprawności syryjskiej obrony przeciwlotniczej. No, bo jeśli tak dobrze jej poszło teraz, to po co przywozić najnowsze rosyjskie systemy, dodajmy drogie i sprzedawane na kredyt, może lepiej zrobić inwentaryzację rosyjskich składów i dostarczyć więcej Buków, Kwadratów i Os?

            Nie ulega jednak wątpliwości, jak dość zgodnie zauważają rosyjscy analitycy, cytowani zarówno przez media prorządowe jak i sympatyzujące z opozycją, że obydwie strony postąpiły rozsądnie. Amerykanie i ich koalicjanci nie chcąc stracić twarzy uderzyli, a na dodatek wystrzelili dwa razy więcej rakiet niźli rok wcześniej, a Rosjanie, (bo przecież w Moskwie nikt w charakterze strony nie uznaje na poważnie Syryjczyków), też zachowali się rozsądnie i nie podjęli działań mogących zaognić sytuację, jak na przykład dyslokacji rosyjskich „doradców wojskowych” w rejony spodziewanego uderzenia w charakterze trochę „żywych tarcz”, o odwetowych ostrzałach nie wspominając.

            Znacznie istotniejszy jest plan polityczny. W Rosji odnotowano, że po raz pierwszy od dłuższego czasu Waszyngton wystąpił w koalicji wespół z Paryżem. Początkowy sprzeciw Niemiec, przekształcił się w pozytywne stanowisko kanclerz Merkel sformułowane już po uderzeniu. A zatem niewiele wskazuje na to, że powtórzy się sytuacja z tzw. drugiej wojny irackiej, kiedy Zachód podzielił się na dwa bloki – zwolenników obalenie Husajna (USA i Wielka Brytania) oraz przeciwników takich działań (Francja i Niemcy) i Rosja mogła rozpocząć swą ulubioną grę. Teraz mamy do czynienia z dość jednolitym stanowiskiem, bo deklaracji przywódcy włoskiej Ligi Północnej i jednego z kandydatów na premiera, nikt nie traktuje poważnie. I to dla Moskwy zasadniczo inna sytuacja, inna, bo grożąca dyplomatycznym ostracyzmem, a przynajmniej osamotnieniem. Rosyjski MSZ ma świadomość tej sytuacji i może, dlatego, w opublikowanym dziś przez Kommersant wywiadzie z wiceministrem Riabkowem, pada wiele deklaracji i wezwań do „konstruktywnej współpracy”. I nie chodzi w całej sprawie o nic innego, jak o analizę tego, co stało się w ostatnim tygodniu w ONZ. W Polsce jesteśmy skłonni lekceważyć tę polityczną płaszczyznę, jednak dla Rosji ma ona wielką wagę, wręcz stanowi jeden z filarów jej myślenia o porządku światowym i polityce zagranicznej. Bo jej udział w charakterze stałego członka Rady Bezpieczeństwa, jest jednym z ostatnich (obok broni jądrowej) atrybutów mocarstwowości, który ma do dyspozycji. I w tym gronie Moskwa jest dziś osamotniona. Ubiegłotygodniowy projekt rezolucji zablokowała składając weto, ale nie to jest istotne. Nie poparł jej wówczas nikt z liczących się członków Rady. Strategiczny, jak często można w rosyjskich mediach przeczytać sojusznik, czyli Chiny wstrzymał się od głosu. Pekin poparł wczorajszą propozycję rezolucji zgłoszoną przez Moskwę, ale trzeba pamiętać, że Chiny zawsze są przeciw akcjom zbrojnym skierowanym przeciw państwom trzecim. Rosję w obydwu przypadkach wspierała jedynie Boliwia rządzona przez socjalistę Moralesa, ale to nie jest znaczący sojusznik. Nawet Kazachstan, w obydwu tych głosowaniach był przeciw stanowisku Moskwy.

Opublikowano: 15.04.2018 12:52. Ostatnia aktualizacja: 15.04.2018 14:50.
Autor: Marek Budzisz
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jestem byłym dziennikarzem (TVP - Puls Dnia, Życie, Radio Plus) i analitykiem. Obecnie w biznesie. Z wykształcenia jestem historykiem. Obserwuję Rosję, bo tam wiele się dzieje, a Polacy niewiele o tym wiedzą. https://www.facebook.com/Wie%C5%9Bci-z-Rosji-1645189955785088/

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @AE911truth.org Proponuję przeczytać jeszcze raz, bez emocji.
  • @Lama Dorje Argumentacja co się zowie!
  • @dworu cesarskiego  Pan chyba nieuważnie przeczytał mój tekst.

Tematy w dziale Polityka