Blog
Wieści z Rosji
Marek Budzisz
Marek Budzisz dziennikarz historyk analityk
46 obserwujących 235 notek 431128 odsłon
Marek Budzisz, 10 maja 2018 r.

Rosyjsko – izraelskie gry (z) pamięcią.

3666 85 0 A A A

Wczoraj w Moskwie, ale również w wielu rosyjskich i europejskich miastach odbywały się uroczystości poświęcone upamiętnieniu zakończenia II wojny światowej, która według Rosjan zakończyła się 9, nie 8 maja. Agencje informowały, że w centralnych obchodach, głównymi bohaterami, oczywiście obok Władymira Władimirowicza, byli prezydent Serbii Vučić oraz premier Izraela Netanjahu. Tego pierwszego można byłoby w gruncie rzeczy pominąć, bo stanowił tło dla głównych aktorów spektaklu, aktorów, na których, w dzień po tym jak Waszyngton ogłosił wystąpienie z międzynarodowej umowy dotyczącej irańskiego programu nuklearnego, zwrócone są oczy całego świata, a przynajmniej wszystkich zainteresowanych polityką międzynarodową.

Ale warto zwrócić uwagę na kilka szczegółów, których być może nikt nie zauważy, budujących kontekst izraelsko – rosyjskich rozmów. W przemówieniu, które wygłosił przed rozpoczęciem parady wojskowej, prócz tradycyjnych hymnów na cześć armii sowieckiej Putin odniósł się też wprost do niektórych państw, które „wolały hańbę kapitulacji, obłudny kompromis lub bezpośredniego współdziałania z nazistami” i przeciwstawił je niezachwianej woli opory wszystkich narodów tworzących ZSRR, które z każdego miejsca, niezależnie od tego czy znajdującego się na linii frontu czy na tyłach, utworzyły szaniec obrony ojczyzny. Ta wzmianka jest o tyle ciekawa, że przyjdzie nam się zastanowić przez chwilę, które to państwa miał na myśli lokator Kremla. Ale pierwej, zwróćmy jeszcze uwagę na nawiązanie przez rosyjskiego prezydenta wprost do kwestii Holokaustu. Powiedział mianowicie, że to sowieckie wojska przyczyniły się do uratowania wszystkich tych, w tym i na pierwszym miejscu Żydów, którzy byli zagrożeni fizycznym wyniszczeniem przez niemających narodowości nazistów. Nie ma sensu rozpoczynać historycznej dyskusji, Putin działa w tym wypadku zgodnie z pointą starego dowcipu – taką ma wersję i będzie się jej trzymał, czy jak to się dziś bardziej elegancko nazywa, zgodnie z obowiązującą rosyjską narracją historyczną.

Ale jaka w tym wszystkim rola premiera Izraele, który przysłuchiwał się, wygłoszonemu, jak zauważył jeden z obserwatorów, z wielkim zaangażowaniem emocjonalnym wystąpieniu rosyjskiego prezydenta? Symptomatyczny jest sam przyjazd Netanjachu, bo jak można było zauważyć tłoku, jeśli chodzi przynajmniej o reprezentantów szeroko pojętego Zachodu, w Moskwie 9 maja nie było. Ale warto zwrócić uwagę na kilka gestów o symbolicznym wymiarze. Po pierwsze, w tym roku po raz pierwszy w Izraelu 9 maja jest świętem narodowym, dniem wolnym od pracy, tak przynajmniej powiedział rosyjski prezydent witając już po oficjalnych uroczystościach izraelską delegację. I dodał, że Rosja docenia tę postawę Izraela, jak również i to, że jakiś czas temu odsłonięto tam pomnik sowieckiego żołnierza. Odpowiadając na powitanie izraelski premier powiedział, że w Izraelu „nawet na minutę nie zapomina się o ogromnych ofiarach, jakie poniósł naród sowiecki i jego armia, o tym heroizmie”. Oczywiście nie ma pewności czy premier Izraele użył dość jednak niefortunnego sformułowania „naród sowiecki”. W ten sposób cytuje jego słowa rządowa Rossijskaja Gazieta. W razie, czego, będzie można, podobnie jak z niedawnym wystąpieniem izraelskiego prezydenta w trakcie Marszu Żywych w Polsce, powiedzieć, że takie słowa nie padły, albo stwierdzić, że nastąpiło przekłamanie lub błąd w interpretacji. Ale to nie tylko te słowa budowały kontekst spotkania. Trzeba też odnotować, że w trakcie uroczystości izraelski premier miał wpiętą w klapę „wstążeczkę św. Jerzego” w wielu krajach uznawaną za symbol wielkoruskiego nacjonalizmu i ekspansjonizmu. W niemałej też liczbie krajów, głównie z byłego ZSRR jej noszenie jest oficjalnie, z tego właśnie powodu zabronione. Wymieńmy je, bo nie jest to wiedza powszechna – chodzi o Ukrainę, Mołdawię, Białoruś, Gruzję, Kazachstan, Uzbekistan, Kirgizję oraz i warto zwrócić na to uwagę również Estonię i Litwę. W trakcie parady, obchodów organizowanego rokrocznie przez Moskwę od 2005 roku pod nazwą „nieśmiertelny pułk” (inicjatorem była rządowa agencja RiaNovosti oraz organizacja Wspólnota Studencka, której pierwszy przewodniczący Miszczenko jest dziś deputowanym do rosyjskiej Dumy oczywiście z putinowskiej partii Jedna Rosja) izraelski premier niósł, podobnie jak wszyscy jej uczestnicy wizerunek jednego z bohaterów II wojny światowej. W jego przypadku był to konterfekt Wolfa Wileńskiego. Jako, że w dyplomacji nic nie dzieje się przypadkowo, a w rosyjskiej szczególnie, warto poświęcić nieco uwagi losom tego weterana. Urodził się on w 1919 roku w okolicach Kowna, na Litwie i był litewskim obywatelem, podoficerem armii litewskiej. Po aneksji kraju przez Sowietów, jak to zabawnie stwierdzają rosyjskie opracowania „dostał pracę” przy budowie linii kolejowej w okolicach Taszkientu, w Uzbekistanie. I to chyba wówczas, można tak przypuszczać, ten podoficer litewskiej armii i obywatel okupowanego państwa, chcąc się zapewne ratować wstąpił na służbę w Armii Czerwonej, przeszedł wraz z nią szlak bojowy. Odznaczył się niemałymi zasługami, bo dostał oficjalny tytuł Bohatera ZSRR. Losy tak go rzuciły, że wyzwalał, czego wielu Litwinów tak dziś by zapewne nie nazwało, własną ojczyznę walcząc w okolicach m.in. w okolicach Pojegów, miasta w zachodniej Litwie w radziwiłłowskim rejonie Taurogów. Po wojnie ten kawaler dwóch orderów Lenina i innych odznaczeń został w armii, skończył Akademię im. Frunzego, dowodził pułkiem a następnie dywizją Armii Czerwonej stacjonującej w Estonii. Potem, będąc, jak można przypuszczać, sowieckim generałem a przynajmniej pułkownikiem, został szefem katedry wojskowości na Uniwersytecie Wileńskim. W 1972 roku odszedł na emeryturę, a w 1983, po 11 latach starań i wielu odmowach wyemigrował do Izraela, gdzie żył do 1992 roku. W Izraelu dostał też tytuł honorowego pułkownika tamtejszej armii. A zatem trudno przypuszczać, aby wybór tej właśnie postaci był przypadkowy. I nie chodziło tylko o to, że dziadek izraelskiego premiera, zanim wyjechał do Palestyny był rabinem w okolicach Krewa, miejscowości znajdującej się również na terenach dzisiejszej Litwy. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element biografii Wolfowicza. Otóż z tego powodu, że zdecydował się na emigrację do Izraela w ZSRR uznany został, chyba nieoficjalnie, za zdrajcę. I w rezultacie nie umieszczono jego nazwiska w oficjalnym, wydanym w latach 1987 – 88, rejestrze bohaterów II wojny światowej.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jestem byłym dziennikarzem (TVP - Puls Dnia, Życie, Radio Plus) i analitykiem. Obecnie w biznesie. Z wykształcenia jestem historykiem. Obserwuję Rosję, bo tam wiele się dzieje, a Polacy niewiele o tym wiedzą. https://www.facebook.com/Wie%C5%9Bci-z-Rosji-1645189955785088/

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @krzysztof.reperowicz  Może dlatego, że piszą i mówią po angielsku a ja po polsku. Ot po...
  • @krzysztof.reperowicz  Baszszar Hafiz al-Asad, arab. بشار حافظ الأسد, Baššār...
  • Proszę czytać powoli i starać się zrozumieć. Jeśli za pierwszym razem będzie trudno, to...

Tematy w dziale Polityka