86 obserwujących
346 notek
876k odsłon
5414 odsłon

Co wybuchło w Magnitogorsku i dlaczego musiała to być nieszczelna kuchenka?

Wykop Skomentuj71

Co stało się w Magnitogorsku 31 grudnia? To pytanie zadaje sobie najprawdopodobniej cała Rosja, w sieci znaleźć można najbardziej karkołomne teorie spiskowe, władze zaś dozują informacje niczym kroplomierzem. Wersja oficjalna jest prosta – nad ranem o godzinie 6.08 najprawdopodobniej z powodu wybuchu gazu zawaliła się część dziesięciopiętrowego wieżowca, w której znajdowało się 46 mieszkań. Ostatni oficjalny komunikat mówi o tym, ze spod gruzów wydobyto ciała 39 osób. I to jest właściwie wszystko, co na ten temat wiadomo, bo nowe komunikaty sprowadzają się tylko do podania wzrastającej liczby ofiar eksplozji. 

    Jednak dziennikarze syberyjskich mediów, głównie związanego z opozycją portalu Znak.com, zdołali poczynić szereg ustaleń, które delikatnie całą sprawę nazywając, nie zgadzają się z oficjalną, póki co roboczą, wersją wydarzeń.

    Otóż powołując się na swe źródła informacji w lokalnych służbach specjalnych donoszą, że w feralnym wieżowcu, dzień wcześniej, 30 grudnia mieszkanie wynajął mężczyzna „o azjatyckich rysach twarzy”. Było to mieszkanie znajdujące się na trzecim piętrze, czyli na samym dole wieżowca, którego dwie pierwsze kondygnacje stanowiły przejazd (w sąsiednich klatkach parter i pierwsze piętro, czyli według rosyjskiej nomenklatury pierwsze i drugie piętro, zajmowały lokale handlowe i usługowe).

    Z zapisów kamer monitoringu, licznych w tej okolicy, bo wieżowiec znajduje się w samym centrum Magnitogorska, wiadomo, że jakiś niezidentyfikowany mężczyzna opuścił budynek tuż przed wybuchem a może raczej wybuchami, bo w sieci dostępne są relacje świadków o tym, że dało się słyszeć co najmniej trzy eksplozje. Zaraz potem rozpoczęto akcję ratunkową i odizolowano teren szczelnie otaczając go kordonem sił specjalnych, ale to ostatnie działanie uznać można za rutynowe.

    Na miejscu tragedii niedługo potem pojawił się lokalny gubernator oraz federalna minister zdrowia Skworcowa w towarzystwie ministra ds. sytuacji nadzwyczajnych Zinicziewa, ale to też trzeba uznać za działania rutynowe, bo wiadomo było, że 35 mieszkań zostało zniszczonych całkowicie, a 10 częściowo i liczba ofiar będzie duża, a akcja ratunkowa niezmiernie trudna, zważywszy na prawie trzydziestostopniowy mróz. Wieczorem na miejsce tragedii przybył rosyjski prezydent, który spędził w Magnitogorski kilka godzin odbierając raporty od lokalnych władz. Malkontenci zarzucają mu, że nie zmienił tekstu swego orędzia noworocznego i nic nie powiedział o tym co się stało. W świetle tego co stało się następnego dnia milczenie Putina jest więcej niźli wymowne.

     Otóż jak donoszą dziennikarze lokalnych mediów, powołując się na wypróbowane przez wiele lat źródła informacji, które jak piszą „jeszcze nigdy ich nie zawiodły” następnego dnia nad ranem przy okazji przeglądania nagrań z monitoringu zauważono mężczyznę, „na pierwszy rzut oka sprawiające wrażenie bezdomnego”, który przeszukiwał okoliczne kosze na śmieci. Trzeba pamiętać, że miejsce eksplozji znajduje się w centrum miasta, niedaleko pasażu handlowego i to tam zauważone grzebiącego w śmieciach „bomża”. Dostrzeżono też, że w jednym z nich mężczyzna znalazł jakiś przedmiot, schował go i szybko się oddalił. Wkrótce potem agentom służb udało się odnaleźć tego mężczyznę, który miał, jak się okazało telefon komórkowy na kartę z przytwierdzonymi doń kablami. To właśnie ten przedmiot wyciągnął z kosza. A kilka godzin po tym fakcie, w tej samej okolicy dość nagle i niespodziewanie zapaliła się „marszrutka”, czyli furgonetka, służąca do przewozu ludzi. Według oficjalnych komunikatów władz, miał miejsce nieszczęśliwy wypadek, też związany z wybuchem gazu, tym razem w samochodzie, który doszczętnie spłonął. Miało w nim zginąć trzech mężczyzn. Ale, ku zaskoczeniu, obserwatorów władze niczego więcej o wydarzeniu nie opublikowały. Nie podano też, jak to jest w Rosji w zwyczaju danych personalnych osób, które zginęły w tym „nieszczęśliwym zdarzeniu”. To dość nietypowe zachowanie rosyjskich czynników oficjalnych skłoniło znanego ekonomistę i dziennikarza związanego z opozycyjną stacją radiową Echo Moskwy, Vladislawa Inoziemcewa do napisania w swym blogu artykułu, w którym publicznie postawił pytanie – Co się stało w Magnitogorsku? (https://echo.msk.ru/blog/v_inozemcev/2344865-echo/). W jego opinii nie tylko brak podstawowych informacji, ale i zachowanie władz uprawnia do zadania pytania - czy czasem wybuch gazu, to nie był zamach terrorystyczny?

    Wskazywałoby na to przysłanie do miasta setki śledczych i próby wprowadzenia przez władze blokady informacyjnej – portal Znak, którego dziennikarze relacjonują co się dzieje przez kilka godzin był nie dostępny. (teraz znów działa).

Wykop Skomentuj71
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka