85 obserwujących
342 notki
854k odsłony
2560 odsłon

Konferencja Bliskowschodnia w Warszawie sukcesem Moskwy?

Wykop Skomentuj56

Jednym z aksjomatów polskiej polityki zagranicznej jest, jak się wydaje, wspieranie Stanów Zjednoczonych oraz Izraela w kwestii uregulowania sytuacji na Bliskim Wschodzie. Mechanizm jest w tym wypadku dość prosty – wspierając Izrael stajemy się niejako automatycznie jego europejskim sojusznikiem, a przy tym jesteśmy dobrze postrzegani w Waszyngtonie, co winno wzmocnić naszą pozycję. Ale co jeśli to założenie okaże słuszne, tylko najlepszym sojusznikiem Izraela na Bliskim Wschodzie stanie się Rosja,? Czy wówczas nadal będziemy mieć mocna pozycję wobec Waszyngtonu, czy raczej takie bezwarunkowe poparcie nas osłabi, a Moskwa w ramach twardych rozmów zażąda rewizji polityki Stanów Zjednoczonych wobec Europy Środkowej, stawiając w charakterze karty przetargowej swe wsparcie dla antyirańskiej krucjaty? To, że taki scenariusz nie jest fantastyką, świadczyć mogą wyniki ostatnich rozmów Putina z Netanjahu 

    Wydaje się, że mamy pierwszy efekt warszawskiej konferencji w sprawie Bliskiego Wschodu, choć nie wiem czy takiego rozwoju sytuacji się spodziewaliśmy. Przypomnijmy, że najważniejszym przesłaniem, które zostało sformułowane w Warszawie było przekonanie, że największym zagrożeniem dla pokoju w regionie jest agresywna postawa Iranu. I właśnie z tego powodu niektórzy określali tę konferencję mianem antyirańskiej narady wojennej, a inni krytykowali to, że Polska była miejscem w którym odbyła się ta narada się odbyła, bo z Teheranem mamy tradycyjnie dobre relacje. Ten ostatni argument, gdyby badać stosunki poziomem wymiany handlowej okazuje się akurat całkowicie chybiony, bo mimo wielu deklaracji strony irańskiej o woli zwiększania importu z Polski, wzajemne obroty pozostają nadal na niskim, wręcz mikroskopijnym poziomie, ale, jak można rozumieć argumentacje tych uczestników debaty publicznej, jakość relacji międzynarodowych, w tym wypadku polsko – irańskich, winno mierzyć się temperaturą wypowiedzi oficjeli. Można i tak.

    Wracając jednak do meritum sprawy, warto odnotować wyniki zakończonej właśnie wizyty izraelskiego premiera w Moskwie. Jeśli spekulacje prasy rosyjskiej i izraelskiej na ten temat okażą się prawdziwe, a wiele na to wskazuje, to mogą one mieć ważny i niezwykle interesujący wpływ na sytuację na Bliskim Wschodzie, przede wszystkim w Syrii, ale nie tylko. Otóż trzeba zauważyć, że po pierwsze Binjamin Netanjahu miał być w Moskwie 21 lutego. Wówczas odwołał wizytę, głownie z tego względu, że był to ostatni dzień rejestracji list wyborczych i nie mógł sobie pozwolić, aby być poza krajem. Oddaje to sytuację izraelskiego premiera – jeśli jego obecność jest konieczna, to oznacza to, że targi i konflikty co do kształtu list trwały do samego końca. A to jest świadectwem niczego innego, jak tylko słabnącej pozycji premiera. Nie ma się zresztą czemu dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę to, że tamtejsza prokuratura właśnie oświadczyła iż ma zamiar postawić Netanjahu przed sądem za sprawy korupcyjne, a główny polityczny przeciwnik Likudu, powołana niedawno koalicja, która współkieruje znany nam z głupich wypowiedzi Ja’ir Lapid, zwiększa przewagę nad formacją premiera. Ale warto też zwrócić uwagę na fakt, że Moskwa, tradycyjnie dość wyczulona na kwestie protokołu i niechętnie reagująca na zmiany terminów wizyt, tym bardziej jeśli decyzje zapadają w ostatniej chwili, tym razem kwestię tę przełknęła bez większego problemu. Co więcej, trzeba pamiętać, że od incydentu z zestrzeleniem rosyjskiego samolotu Ił we wrześniu ubiegłego roku przez syryjską obronę przeciwlotniczą (oficjalna rosyjska narracja twierdzi, że izraelski myśliwiec celowo tak manewrował, że rakieta wycelowana weń trafiła Rosjan) była to pierwsze wizyta premiera Izraela, który wcześniej w Moskwie bywał dość regularnie. Wniosek, jaki trzeba z tego wyciągnąć jest taki, że Moskwie, a nie tylko stronie izraelskiej, musiało zależeć na rozmowach.

    Potwierdzają to ich wyniki. Otóż według napływających informacji uzgodniono, że zostanie powołana izraelsko – rosyjska grupa robocza do spraw wyprowadzenia obcych wojsk z Syrii. Trzeba posunięcie to odczytywać w ten sposób, że Moskwa, tak zresztą napisał wprost komentator Nizawisimej Gaziety, gotowa jest zamienić „format astański” na rosyjsko – izraelski. Rosjanie ponownie podkreślili, że opowiadają się za wycofaniem obcych wojsk z terytorium Syrii. W ich rozumieniu „obce wojska”, to wszystkie formacje zbrojne, prócz ich własnych, bo oni zostali zaproszeni przez rząd. Sformułowanie to odnosić trzeba do obecności Turcji, ale przede wszystkim Iranu. I w tym punkcie zbiegają się interesy Rosji i Izraela, który jest zaniepokojony umacnianiem się Irańczyków, ale przede wszystkim libańskiego Hezbollachu w okolicach Wzgórz Golan. Izrael zapowiada uderzenia zbrojne, nie tylko przy użyciu lotnictwa, ale również, co istotne, możliwość wejścia wojsk lądowych na terytorium Syrii, celem oczyszczenia sytuacji. Tego rodzaju ruch, byłby oczywiście na ręką Likudowi przed wyborami, bo istotną częścią jego kampanii jest przesłanie o gwarantowaniu bezpieczeństwa kraju. Ale oczywiście odepchnięcie Irańczyków, w sytuacji, kiedy, jak donosi izraelski wywiad 3 z 4 dostarczonych przez Rosjan baterii rakiet przeciwlotniczych S-300 jest już „w pozycji horyzontalnej”, tzn. gotowych do odpalenia, może okazać się niełatwe, a przynajmniej związane ze znacznymi stratami po stronie atakującego. I w ten sposób „krótka wyborcza wojna” może przekształcić się w katastrofę, również wyborczą, ale nie tylko. To, że w Moskwie rozmawiano o sprawach wojskowych jest jasne jeśli weźmiemy pod uwagę to, że premierowi Izraela towarzyszył szef sztabu oraz szef wywiadu.

Wykop Skomentuj56
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka