84 obserwujących
338 notek
830k odsłon
5172 odsłony

Pod koniec roku Ukraina przesądzi o swoim geostrategicznym wyborze.

Wykop Skomentuj77

Pod koniec ubiegłego tygodnia przebywał w Moskwie eurokomisarz odpowiadający za energetykę Marosz Szevczowicz. Rozmawiał z nadzorującym rosyjski sektor węglowodorowy ministrem Aleksandrem Novakiem przede wszystkim o kluczowej obecnie kwestii, a mianowicie przedłużenia umowy o tranzycie rosyjskiego gazu przez Ukrainę. Stanowisko Rosji jest sztywne. Nie tylko nie chce wieloletniej umowy, czego domagają się w Kijowie, ale również sporne są ilości gazu, jakie miałyby płynąć za pośrednictwem ukraińskich sieci. Kijów chciałby, aby było to minimum 60 mld m³, a Rosja jest zdania, że to zbyt dużo. Oczywiście przy założeniu, że uruchomione zostaną obydwa potoki – Nord i Turecki, a w to nikt w Europie dziś już nie wątpi. Ale dodatkowo Rosjanie usztywnili ostatnio swoje stanowisko domagając się aby Ukraina podpisała wraz z nowym kontraktem tranzytowym porozumienie, które przewidywałoby umorzenie kar nałożonych na Gazprom przez międzynarodowe sądy arbitrażowe w związku z jego monopolistyczna polityką na Ukrainie (idzie o miliardy dolarów). Dziś jest niemal w 100 % pewne, że z powodu obstrukcji, jaką zastosowali Duńczycy planowany na koniec tego roku termin oddania do eksploatacji Nord Stream 2 nie zostanie przedłużony. O ewentualnych amerykańskich sankcjach póki co nie ma co wspominać, bo mamy do czynienia, przynajmniej na razie z pogróżkami, nie realnymi działaniami. Wracając do toczonych rozmów jedynym ich efektem była informacje, że zostają one odłożone do końca września, czyli do zakończenia wyborów parlamentarnych na Ukrainie (lipiec) oraz powstania nowego rządu. Jest to istotna zmiana w planowanym kalendarzu. Pierwotnie zakładano, że druga, po styczniowych, runda rozmów w sprawie przedłużenia umowy tranzytowej odbędzie się w czerwcu. Teraz, jak argumentują rosyjscy obserwatorzy, termin wrześniowy też jest mocno niepewny, bo kadencja obecnych eurokomisarzy kończy się ostatniego dnia tego miesiąca, ale zazwyczaj wiadomo już na początku września wiadomo, kto będzie następcą ustępującego. I w takich realiach raczej nie prowadzi się trudnych rozmów i nie zawiera kompromisów w sprawach tak ważnych. W praktyce oznacza to, że rozmowy będą prowadzone niemal w ostatnich chwili, czyli w drugiej połowie października, a może nawet w listopadzie. Jak niedawno powiedziała Bloombergowi, Jelena Zerkal, obecna wiceminister spraw zagranicznych Ukrainy, odpowiadająca za kwestie prawne, faktycznie zaś będąca pierwszym zastępcą ministra Klimkina, bo to ona zstępowała go w trakcie jego nieobecności, że prawdopodobieństwo „czarnego scenariusza” jest coraz większe. Zerkal ma dobre notowania również w ekipie Zełenskiego, bo to ona dostała zaraz po wyborczym sukcesie obecnego prezydenta propozycję objęcia funkcji jego doradcy, której jednak nie przyjęła. (Jak się uważa, bardziej zainteresowana jest pracą zgodną z jej wykształceniem, jest prawnikiem specjalizującym się w prawie międzynarodowym). Powiedziała również, że jej zdaniem wszystkie państwa europejskie, w tym i Ukraina, już przygotowują się do tego scenariusza, czego dowodem są zwiększone zakupy gazu. I rzeczywiście. Wczoraj Gazprom opublikował informacje na temat poziomu swej sprzedaży do Europy. Mimo tego, że europejskie podziemne magazyny są zapełnione w 53 %, od początku maja do 15 czerwca rosyjski gigant sprzedał 23,4 mld m³ gazy, tyle samo co w roku poprzednim, kiedy ustanowił swój europejski rekord. Pierwszy kwartał był znacznie słabszy, to dlatego, że mniej wówczas kupowano sprzedaż Gazpromu do ich europejskich odbiorców jest w tym roku niższa od ubiegłorocznej o 6,3 %. Zdaniem przedstawicieli Gazpromu za wzrost zakupów odpowiadają tez międzynarodowi traderzy, którzy dziś kiedy gaz jest tani zapełniają magazyny licząc na jesienną zwyżkę cen. Obecnie cena gazu w europejskim hubie TTF kształtuje się na poziomie 11,3 euro za MWh, czyli około 138 euro za 1000 m³. Różnica między obecnym poziomem cen a notowaniami z grudnia wynoszą 7,5 euro za MWh, czyli całkiem niemało. Jeśliby tranzyt nie został przedłużony, to premia jaką mogą zdobyć mający gaz w swych magazynach może okazać się jeszcze większa. Przy czym, oczywiście pytanie o to jak długo trwać będą przerwy w dostawach. Oblicza się, że dla realizacji twardych zobowiązań kontraktowych Gazpromowi może zabraknąć od 10 do 15 mld m³ gazu. Ale mówimy o całym roku. Osobną kwestią jest to jak odczują to finanse koncernu, który średnioroczną cenę na gaz (i przy takim założeniu budował swój budżet) szacował na 200 euro za 1000 m³. Ciekawa jest tez w tym wypadku postawa Ukrainy. Wydaje się, że niedawna wizyta amerykańskiego sekretarza ds. energii Ricka Perry w Kijowie, gdzie uczestniczył w zaprzysiężeniu Zełenskiego oraz najprawdopodobniej rozmowy prezydenta Dudy w Stanach Zjednoczonych w trakcie kończącej się wizyty wpływają na to, że Kijów ma zamiar trzymać się twardo. Jak informował niedawno prezes Woźniak z PGNiG technicznie jest możliwy rewers amerykańskiego LNG na Ukrainę. A zatem możemy być świadkami ciekawej rozgrywki w trakcie której nasza część Europy nie tylko werbalnie, ale i faktycznie zrealizuje strategię odmienną niźli Niemcy. Kwestią kluczową pozostaje w tym przypadku cena. O ile Amerykanie będą w stanie zaproponować dostawy w cenach konkurencyjnych, to kraje takie jak Słowacja, której premier prowadził ostatnio rozmowy na ten temat w Moskwie, mogą również dokonywać korzystnych dla siebie wyborów. Tego rodzaju presja konkurencyjna winna stanowić czynnik sprzyjający zmniejszeniu cen gazu w Europie i w dłuższej perspektywie działać zarówno na korzyść naszej gospodarki, jak i osłabiać rosyjską.

Wykop Skomentuj77
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka