110 obserwujących
373 notki
1075k odsłon
  3983   0

Pierwszy kryzys ekipy Zełenskiego.

    Premier Honczaruk komentując wyjazd misji MFW bez podpisania memorandum, co może prowadzić nawet w skrajnym scenariuszu, do tego, że Ukraina nie otrzyma spodziewanej i szacowanej na 3 do 5 mld dolarów pożyczki pomostowej, próbuje robić dobrą minę do złej gry i mówi, że „do końca roku porozumienie zostanie podpisane.” Jednak pewności nie ma, bo trzeba pamiętać, że wypłata części środków z obecnej transzy, które miały dotrzeć wiosną tego roku do Kijowa, została wstrzymana w obliczu braku niezbędnych działań, przede wszystkim walki z korupcją.

    Na to nakłada się kwestia wiarygodności, już nie Honczaruka, ale prezydenta Zelenskiego. W trakcie niedawnego spotkania z reprezentantami niemieckiego biznesu aktywnego na Ukrainie został wprost zapytany o zamiary państwa wobec Privatbanku i jego poprzedniego właściciela. Powiedział wówczas, że Kołomojski „nie dostanie on od państwa ukraińskiego nawet kopiejki”, teraz, w obliczu rewelacji Financial Times o poszukiwaniu kompromisu, brzmi to, mało wiarygodnie. Tym bardziej, że 10 września, a zatem już po rozmowach telefonicznych z Trumpem, po wypowiedziach Giulianiego i po wizycie w Kijowie Kurta Volkera, w administracji ukraińskiego prezydenta odbyło się spotkanie z Ihorem Kołomojskim. Aleksiej Kuszcz, ekspert ekonomiczny, napisał na łamach Apostrof, iż spotkanie, jakie miało miejsce jest dowodem na to, że „na Ukrainie kształtuje się nowy konsensus oligarchów”. Prócz Zełenskiego, szefa jego administracji Andrija Bogdana, premiera Honczaruka i doradcy prezydenta, a wcześniej bliskiego współpracownika w produkcji telewizyjnej, Serhieja Szefira w spotkaniu, które jak napisał Huszcz „sprawiało wrażenie zejścia się starych dobrych znajomych” brał udział Ihor Kołomojski. Zdaniem komentującego sprawę ukraińskiego analityka ostentacja z jaka poinformowano opinię publiczną o spotkaniu świadczyć może o tym, że „wracają czasy Leonida Kuczmy”, kiedy oligarchowie bez skrępowania decydowali o kształcie ukraińskiej gospodarki.

    Wiarygodność prezydenta Zełenskiego została też poważnie nadwątlona po ujawnieniu przez Biały Dom zapisu jego lipcowej rozmowy z Donaldem Trumpem. I to, w trzech przynajmniej wymiarach. Po pierwsze, jak powiedział Zełenski na konferencji prasowej w Nowym Jorku, Waszyngton nie zabiegał o zgodę Kijowa na ten krok, co może być odczytane jako przejaw lekceważenia Ukrainy. Po drugie Zełenski przyznał, iż został zaskoczony tym, że opublikowano również jego wypowiedzi. Dowodzi to nie tylko, łagodnie sprawę nazywając, braku doświadczenia ukraińskiego przywódcy, ale również rzuca dwuznaczne światło na wcześniejsze deklaracje w sprawie publikacji. Bo albo nie konsultowano z Kijowem publikacji relacji, albo Zełenski został zaskoczony tym, że ujawniono również to co on mówił. A to, co powiedział, zwłaszcza niewymuszone przez Trumpa deklaracje na temat niewystarczalności pomocy Niemiec i Francji już wzbudziły reakcje Komisji Europejskiej, która wydała specjalne oświadczenie w którym argumentuje, że wsparcie finansowe dla Kijowa miało charakter „bezprecedensowy”. Sporo niesmaku pozostawiła też „uczniowska” jak opisują to ukraińskie media postawa prezydenta Zełenskiego, który sprawiał wrażenie, że chce się przypodobać swemu rozmówcy potakując mu w każdej kwestii i nie stawiając żadnej ze spraw na których Kijowowi zależy w sposób stanowczy. Nawet propozycja sprzedaży Ukrainie kolejnych zestawów przeciwpancernych Javelin, o co prosił na początku rozmowy Zełenski, po tym jak Trump ja po prostu zignorował, nie powróciła w dalszej części rozmowy. Już na stronie prezydenckiej administracji pojawiła się petycja obywatelska z żądaniem ujawnienia stenogramów rozmów Zełenskiego z Putinem. Opozycja oskarża urzędującego prezydenta o zbytnią „miękkość” i ustępliwość w trakcie rozmów z rosyjskim prezydentem. Mówi się tez o impeachmencie Zełenskiego.

    Sytuacja Ukrainy komplikuje się, tym bardziej, że jednym ze skutków skandalu związanego z rozmową telefoniczną Trumpa – Zełenskiego, było ustąpienie ze stanowiska Kutra Volkera, który swą dymisje złożył na ręce amerykańskiego sekretarza stanu. Amerykańska prasa argumentuje, że Volker, były współpracownik senatora McCaina i zwolennik twardej postawy wobec Rosji, złożył dymisje po tym jak ujawniono, że próbował namawiać władze Ukrainy, aby te w sposób dość ostrożny odpowiadały na naciski Trumpa i jego prawnika Rudiego Giulianiego w sprawie wznowienia śledztwa związanego z Hunterem Bidenem. Ale niezależnie od powodów dymisji Volkera sytuacja Kijowa przed trudnymi rozmowami z Rosją, w ramach tzw. porozumień mińskich nie jest łatwa. Stosunki z Paryżem i Berlinem z pewnością nie uległy poprawie, a na dodatek wsparcie Stanów Zjednoczonych, zarówno z powodów personalnych, jak związanych z trwająca procedurą imeachmentu Donalda Trumpa, dla Kijowa raczej nie będzie silniejsze. Już amerykański prezydent poradził w obecności dziennikarzy Zełenskiemu aby ten „porozumiał się z Putinem”. A Moskwa wykorzystuję tę sytuację. W niedawnym wywiadzie prasowym minister Ławrow w sposób twardy powiedział, że muszą być wypełnione zapisy z Mińska. Jednoznacznie zapewnił, że nie chodzi o tzw. formułę Steineiera, a całość porozumienia, które zdaniem Moskwy nadal obowiązuje. Przy tym nie ma mowy o jakichkolwiek misjach pokojowych, a oddanie kontroli nad granicą rosyjsko – ukraińską nastąpić może po wyborach, a nie przed nimi. Użył tez ciekawego porównania sytuacji w Donbasie ze statusem tzw. Naddniestrza, parapaństwowego tworu, od 1990 roku, faktycznie niezależnego od Mołdawii, którego broni rosyjski garnizon wojskowy. Otóż powiedział, że perspektywy uregulowania statusu tej zbuntowanej prowincji Mołdawii są o tyle lepsze, niźli w przypadku Donbasu, że władze Kiszyniowa rozmawiają z Moskwą, a pole manewru obydwu stron jest większe, bo nie podpisano do tej pory żadnego porozumienia. Trzeba też pamiętać, że oficjalnie Mołdawia jest państwem neutralnym, którego elity, przynajmniej publicznie, godzą się na taki status. W przypadku Donbasu, warunkiem tego aby cokolwiek drgnęło jest wypełnienie przez Kijów porozumień z Mińska, co w praktyce oznacza zgodę Ukrainy na podobny co Mołdawia status. Ostatnio rosyjskie niezależne kanały informacyjne na platformie Telegram informują, że „kuratorem” Donbasu miałby zostać, w miejsce Wladislawa Surkowa, Andrij Babicz, były rosyjski ambasador na Białorusi, znany ze swych wojowniczych wypowiedzi, wcześniej zaangażowany w organizowanie na wschodzie Ukrainy prorosyjskiej irredenty. Jeżeli te informacje się potwierdzą, to niewykluczone, że będziemy oglądać w Donbasie powtórkę scenariusza siłowego, chyba, że Kijów ustąpi bez oporu.


Lubię to! Skomentuj49 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka