Beck z nagrobka swojej polityki zrobił sobie piedestał i cały naród go aplałdirował szczerze, naiwnie i równie głupio.
Prawie cały, oprócz tych co siedzieli w Berezie (za podrywanie wiary w Naczelnego Wodza, tego samego co 17-ego dnia tchórzliwie i niekonsekwentnie prowadzonej wojny uciekł do Rumunii razem z tymże Beckiem) i na emigracji (bo nie zgadzali się na Polskę, w której dla premiera najważniejsze były wychodki, a nie polityka obronna lub przemysłowa).
Kocham Polskę przedwojenną (mój dziadek mawiał "jak przed wojną" na znak największej pochwały), jej siłę i patriotyzm, jej wielokulturowość i Kresy, ale NIE CIERPIE TEJ PRZEMOWY!!!!
Pustej, hurra patriotycznej, za którą nie stały fakty ani czyny, stanowiącej nielogiczny koniec polityki "tak daleko od Berlina jak od Moskwy". Stek pustosłowia podobający się każdemu naiwnemu, uniemożliwiający jakąkolwiek krytykę (jak protestować przeciw tym pięknym hasłom!?) o najstraszliwszych możliwych konsekwencjach: pół roku po tej przemowie nie było już 4-tej armii świata, nie było na mapie ani nigdzie środkowoeuropejskiego mocarstwa o 390 tys qkm powierzchni, a jego ponad 30 milionową ludność czekał najokrutniejszy okres w dziejach zakończony po nim 45-letnią duchową i ekonomiczną niewolą...






Komentarze
Pokaż komentarze (13)