Do Pragi dotarliśmy popołudniu. Od przedmieści, już w odległych dzielnicach zauważyliśmy gromadki maszerujących głównie młodych, ale i starszych ludzi, kierujących się w jednym kierunku, w stronę centrum. My naszym charczącym Autosanem też. Podążający, z licznymi flagami narodowymi widząc polski autokar pozdrawiali nas serdecznie, choć bez specjalnych wzruszeń, pewnie tak samo traktowali autobusy przybywające z różnych stron Czech i Moraw. Bo już podczas dojeżdżania do Pragi zorientowaliśmy się, że stała się ona celem patriotycznych pielgrzymek z najdalszych stron Czechosłowacji. Tama społecznego posłuszeństwa i strachu runęła nawet na prowincji, obywatele zaczęli przyjeżdżać autobusami z zakładów pracy i ĆSADowymi , pociągami i własnymi śkoduvkami, aby na najbardziej czeskim placu św. Vaclava wykrzyczeć władzy „Konec vlady jedne strany” [ = koniec władzy jednej partii ] i wydzwonić jej dzwoneczkiem (podobnym jak ten z „Arabelli”) porę na dymisję. Oczywiście wszędzie przejawiało się naczelnej hasło tamtych dni „Nechceme násilí” [ = Nie chcemy przemocy ]. Wobec tego, że komunistyczny reżim po pierwszym brutalnym odruchu widząc gniewną, niespotykaną dotąd reakcję społeczeństwa na gwałty zadane pokojowej manifestacji studenckiej, nie zdecydował się więcej na rozwiązania siłowe, z każdym dniem ilość przybywających mitingować na Vaclaviak rosła. Rosła bardzo szybko. W środę, gdy dotarliśmy tam, było ponoć już 700 tysięcy ludzi. Na placu, w przylegających ulicach, na dachach pobliskich kamienic wszędzie tłoczyli się pragnący posłuchać nieznanych jeszcze nie dawno, a może nie słuchanych działaczy opozycji z Vaclavem Havlem na czele. Przemawiający występowali z okna wysokiego piętra kamienicy po środku lewej strony (północnej) podłużnego placu, nagłośniani z każdym dniem lepiej.
Ale lepiej trzymajmy się odczuć, nie suchych faktów. Wjeżdżając do Pragi, mijając tysiące „pielgrzymów wolności” denerwowałem się, że my oto jedziemy do hotelu, a tu historia obok może się dziać bez naszego udziału. Niesamowitym fuksem wydało mi się więc miejsce naszego kwaterunku - pensjonat w samym epicentrum Rewolucji – na Placu Vaclava, 200 m od okna-trybuny, 350 m od pomnika Vaclava, przy którym bez przerwy dzień i noc wiecowano i demonstrowano. Lokalizacją nie pogardziły by wtedy czołowe stacje telewizyjne i radiowe. Odbywającą się „Aksamitną Rewolucję” mieliśmy wprost za naszym progiem, zza okna.
Errata do poprzedniej notki: demonstracja w 50-tą rocznicę protestów prażskich studentów przeciwko decyzjom niemieckich okupantów odbyła się w piątek 17.11.1989 r. więc chyba dowiedziałem się o nich w sobotę 18.11. Opozycja demokratyczna rozpuściła pogłoskę, że podczas tłumienia tej demonstracji, dosyć brutalnego jak na czechosłowackie warunki, zginął student. Fala oburzenia jakie ta wiadomość, podchwycona i powtarzana przez zagraniczne stacje radiowe i telewizyjne, wywołała w pokornym do tej pory społeczeństwie jest nie do przecenienia. Trochę zapomniany epizod, w myśl uświecenia środków. 400





Komentarze
Pokaż komentarze (15)