Od razu wyjaśnię: nie czuję się specjalistą spraw bałkańskich, bywam tam niestety sporadycznie, choć zachwycają mnie mozaiką językowo-kulturową, muzyką, kuchnią, górami i wybrzeżami oraz urodą ludzi.
Kosowo ostatnio coraz częściej pojawia się w polskich i zagranicznych SMI z wiadomego powodu możliwie rychłego ogłoszenia niepodległości.
Mam w tej sprawie embiwalentne odczucia. Po pierwsze święte prawo mieszkańców do samostanowienia. Wywalczone przez dziesięciolecia oporu biernego, potem kilka lat czynnego, tajne nauczanie, kosovskie państwo podziemne, (skąd my to znamy?) co budzi naturalny odruch sympatii. I zazdrości, bo Polakom nic z powyższych za dobrze w rezultacie nie wyszło, i podziwu ,że przez to wszystko przeszli i udało im się. Czyli odczucie jakie żywi przeciętny człek patrząc na morsów wychodzących w styczniu z morza bałtyckiego (po niem. Ostsee czyli w bezpośrednim tłumaczeniu Wschodnie jezioro).
Z drugiej strony sami Albańczycy nie budzą moich sympatii tak jak Horwaci (pisownia z premedytacją), Serbowie, Bośniacy czy Rumuni. Wprawdzie znam ich tylko z opisów znajomych podróżujących po Albanii -nie odbiegają wielce od średniej euroazjatyckiej w łapówkarstwie, brudzie i nieuczciwości oraz złej opinii jaką mają w Niemczech -to juz gorzej, nawet od Polaków, Turków i Kurdów.
Ważniejszym powodem oporu jest zasada integralności terytorialnej szczególnie historycznych krain danego państwa. Piszę to jako wnuk dziadków którzy zmuszeni byli wyrzec sie nie tylko niepodległości, ale i rodzinnych arcypolskich grodów Wilna i Lwowa, Grodna i Brześcia. O Kosovo serbskie hufce walczyły niejednokrotnie z tureckim najeżdcom, co najmniej od XII wieku, w 1389 roku stoczyły bitwę porównywalną z naszym Grunwaldem (lub litewskim żalgyrisem -jak kto woli) która opóżniła opanowanie Kosova przez Imperium Osmańskie do 1455. Potem do XIX wieku to Serbowie w Kosowie jak i w całej Serbii biernie i orężnie walczyli o swoje istnienie. Role w XX wieku się odwróciły i to kilka razy. Ostatnio pod przewodnictwem "rzeżnika Bałkan" Slobodana Milosevića Serbowie próbowali "przesiedlić" nadwyżki demograficzne płodnych, bo niezabezpieczających się Albańczyków. Moment wybrał nieodpowiedni - świat, NATO, USA, UE zatrzęsły się w oburzeniu, Rosja zajęta Czecznią nie protestowała, no i sam Slobo umarł w więzieniu wprawdzie luksusowym, a Serbia traci swoją ukochaną prowincję..
Moim zdaniem jedyną możliwą sprawiedliwą decyzją byłby podział Kosowa na inkorporowaną część do serbskiej macierzy i pozostałą albańską, niech się dzieje z nią co chcą jej mieszkańcy - niepodległość lub włączenie do Albanii.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)