Sri Lanka [a właściwie po polsku: Szri Lanka] nazywana perłą Subkontynentu Indyjskiego lub Oceanu Indyjskiego jest dziwnym krajem.
Od lat krwawi wewnątrz wyspiarskim konfliktem między chcącą się oderwać mniejszością tamilską, a starającym się utrzymać integralność terytorialną rządem zdominowanym (czy też na zasadzie większościowej obsadzonym) przez 70%-ową większość syngaleską. Oba narody dzieli język i alfabet, religia i historia. Buddyjscy Syngalezi jako kilkaset lat wcześniej przybyli, czują się gospodarzami wyspy wobec napływających do XX wieku z południowego krańca Półwyspu Indyjskiego hinduistycznych Tamilów. Religia jest tu tylko pretekstem, chodzi jak wszędzie o władzę i wpływy. Mimo daleko idącej, teoretycznie przynajmniej, dualizacji czy równorzędności obu narodów (np.2 języki urzędowe), mniejszość czuje się dyskryminowana i od lat marzy o niepodległym panstwie Elam [:ilam] na terenach, w których jest etniczną większością czyli północy i wschodzie tej niewielkiej wyspy (65 tys.kmq). Od 1983 marzenia te próbują wywalczyć zbrojnie formując się w Liberation Tigers of Tamil Elam =LTTE czyli ładnie po naszemu Tygrysy Wyzwolenia Tamilskiego Ilamu. Po znacznych sukcesach Tygrysów zawarto w 2002 rozejm, który posłużył rządowi do osłabienia rebeliantów, rzucając na nich paraliżujące po 09-11-2001 odium terroryzmu i do wzmocnienia armii, floty i lotnictwa, aby zdławić ich przewagą ilościową i techniczną, w czym czuję pomoc USA. Mimo gęstej dżungli i zaciekłego oporu do 31.12.2007 armia lankijska powoli, ale zajmuje kolejne punkty oporu, w tym bunkry podziemne. Wg raportu AI dochodzi do wielu ofiar cywilnych, przez bombardowania wiosek na terenach zajmowanych przez partyzantów i nadużywanie specjalnego prawa antyterrorystycznego przez siły bezpieczeństwa. Tygrysy wygodnie dla rządu w Colombo zostali zaliczeni w poczet terrorystów, chociaż nie stosują metod znanych z Iraku, Bliskiego Wschodu, Al-Kaidy, itd. Nie porywają turystów , nie wysadzają bomb w zatłoczonych syngaleskich miastach, a przy znikomych odległościach na wyspie nie stanowiłoby to przeszkody do pokonania, jeśli nawet Izrael nie był swego czasu w stanie zatrzymać fali kolejnych zamachów samobójczych.
W ogóle życie na terenach nawet odległych o kilkadziesiąt km od toczących się walk odbywa się ,przynajmniej okiem zagr.turysty, spokojnie jakby o żadnej wojnie nie było mowy. Podobnie wygląda w telewizji - zagraniczne i krajowe wizyty prezydenta Rajapaksa, zwycięskie mecze krykieta (nawet z Anglią) i siatkówki (o ironio narodowego sportu), zbiory ryżu, itp. Rajskie plaże i hotele pełne zagranicznych i lokalnych turystów odpoczywających we wspaniałych warunkach
cd
wykluczają ,zdaje się, rzeczywistość, że w odległości kilkudziesięciu minut jazdy (teoretycznie bo kręte, kiepskie, zatłoczone drogi zwalniają tempo do średniej prędkości 55km/h, ale na sygnale mogło by być szybciej) lub kilku minut lotu toczy się jeden z najbardziej zaciekłych konfliktów naszego świata. Przelatujące nad pięknymi plażami z rozkoszną 27 stopniową wodą wojskowe śmigłowce Mi-8 i Mi-24 oraz myśliwce są jednak świadectwem nieodległej wojny. Na ulicach miast wojska nie widać, jedynie w okolicach punktów strategicznych (lotnisko, wysokie urzędy państwowe) stoją zasieki i bunkry z karabinami maszynowymi.
Podobnie musiałoby być w Wietnamie Południowym w latach sześćdziesiątych - rajski (lub diabelski -at your choose) odpoczynek w Saigon czy Danang, a w głębi dżungli piekło. Mieszkańcy przywykli dawno do takiej sytuacji, choć w rozmowach obcokrajowcami jest to temat tabu, chyba z uwagi na nadużywane prawo antyterrorystyczne -lepiej nie podpaść służbom!
W angielskojęzycznej gazecie są zamieszczane wiadomości z wojny, przeważnie (czy wyłącznie) o sukcesach armii. Na całych stronach widnieją artykuły osądzające LTTE o wszelkie zło i wieszczące im rychły upadek. Np.w jednym wydaniu "Morning Post" na pierwszej stronie wypowiadał się minister ds.zasobów wodnych (Minister of Water Resources) i grzmiał, że w 2008 ostatecznie rozgromimy terrorystów z LTTE i zepchniemy ich do Oceanu. Na stronie nr 2 minister ds.rozwoju (Minister Of Development) obiecywał ,że w najbliższym czasie państwo zapewni pozostałej połowie ludności brakujący jak widać dostęp bieżącej wody. To się nazywa podział kompetencji!
Istnieje też minister of Highways and Roads, chociaż na wyspie nie ma metra drogi expresowej, a istniejące są przystosowane do liczby pojazdów sprzed 20-30 lat, tj. ilości 10 ray mniejszej od obecnie jeżdżącej. Bo chociaż wojna trwa już 25 lat widać zdecydowany wzrost konsumpcji i luksusu (piękne rezydencje i nowiutkie auta). Prawdopodobnie jest to wynikiem nie działań rządu Demokratyczno-Socjalistycznej Republiki Sri Lanki, a głównego żródła przyjeżdżąjących na wyspę dewiz -nie zgadniecie Państwo jakie to żródło! Nie tekstylia, nie herbata (chociaż drugi eksporter na świecie!), nie turystyka (kilka milionów przyjeżdzających), a gastarbeiterzy pracujący od USA, UK, RFN po arabskie kraje przynoszą krajowi najwięcej dewiz na i tak niezły wzrost gospodarczy (średnio ok.5% w ostatnim dziesięcioleciu).
Dzięki temu nie wybudowano wprawdzie normalnych dróg, ale przygotowano wszystkie 3 rodzaje sił zbrojnych pod nadzorem Sekretarza Obrony, który jest bratem obecnego prezydenta Rajapaksy (nie tylko u nas braterstwo na szczytach!) do wypełniania Noworocznych obietnic głowy państwa o zabijaniu dziennie 10 Tamilskich Tygrysów ("military's aim is to kill 10 Tigers a day"), aby "zredukować ich liczbę w końcu 2008 do 2000 bojowników" ("to reduce Tamil cadres until 2000 at the end 2008") -cytaty dosłowne! Na liderów LTTE, zwłaszcza na szefa Prabhakarana określanego sympatycznie w rządowych kręgach Hitlerem tamilskim trwa nieustanne polowanie rajdami lotniczymi ,które równają z ziemią każde podejrzane miejsce, w którym mogą się oni znajdować. O przypadkowych ofiarach tych nalotów oczywiście milczenie.
Z ostatniej chwili: opozycyjny polityk legalnej Zjednoczonej Partii Narodowej Maheswaran został zamordowany w świątyni podczas Noworocznego nabożeństwa, po tym jak 2 dni wcześniej oskarżył rząd o organizowanie paramilitarnych oddziałów walczących z partyzantką "sprawdzonymi metodami z Darfuru, Czeczni, Hitlerowskiej Rzeszy czy ZSRR" tj. porwaniami, wymuszeniami i morderstwami. Nie ma wiadomości, czy "nieznany" sprawca został pojmany, ale nie mam w tej sprawie złudzeń.
Przykre , że świat zmęczony tyloma konfliktami, woli o tych zbrodniach nie wiedzieć i o Sri Lance myśleć jedynie jako o turystycznym raju. A plaże na tamilskich wybrzeżach wyspy są wyjątkowo piękne, tylko za dużo wokół nich Tamilów.. jeszcze..
"..kilka Twoich powstańczych tekstów pisanych w sierpniu 2009 i Twoje komentarze i interpretacja faktów w tym opis próby połączenia Starego Miasta z Żoliborzem są niesamowite. Powiem szczerze, że te Twoje teksty, wraz z książką Zbigniewa Sadkowskiego "Honor i Ojczyzna", należały do głównych motywów mojego zainteresowania się szczegółami." ALMANZOR 22.08
..."notki Witka, które - pisane na dużym poziomie adrenaliny - raczej się chłonie niż czyta." "
Prawda o Powstaniu, rozpoznawana na poziomie wydarzeń związanych z poszczególnymi pododdziałami, osobami, czy miejskimi zaułkami ma niespodziewaną moc oczyszczania Pamięci z ideolog. stereotypów i kłamstw. Wszak Historia w gruncie rzeczy składa się z prywatnych historii. Prawda na poziomie Wilanowskiej_1 jest dużo bardziej namacalna i bezdyskusyjna niż na poziomie wielkiej polityki. Spoza Pańskiego tekstu wyłania się ten przedziwny napęd Bohaterów, o których Pan pisze. I nawet ten najgłębszy sens Ofiar, czynionych bez patosu i bez zbędnych górnolotności"
JES pod "Dzień chwały największej baonu "Zośka"
"350 lat temu Polakom i Ukraińcom zabrakło mądrości, wyrozumiałości, dojrzałości. Od buntu Chmielnickiego rozpoczął się powolny upadek naszego wspólnego państwa. Ukraińcy liczyli że pod berłem carów będzie im lepiej. Taras Szewczenko pisał o Chmielnickim "oj, Bohdanku, nierozumny synu..."
Po 350 latach dostaliśmy, my Polacy i Ukraińcy, od losu drugą szansę. Wznieść się ponad wzajemne uprzedzenia, spróbować zrozumieć że historia i geografia dając nam takich a nie innych sąsiadów (Rosję i Niemcy) skazały nas na sojusz, jeżeli chcemy żyć w wolnych i niepodległych krajach. To powrót do naszej wspólnej historii, droga oczywiście ryzykowna na której czyha wiele niebezpieczeństw (...)
"Более подлого, низкого, и враждебно настроенного к России и русским человека чем Witek, я в Салоне24 не видел"
= "Bardziej podłego, nikczemnego i wrogo nastawionego do Rosji i Rosjan człowieka jak Witek, ja w Salonie24 nie widziałem" AKSKII 13.2.2013
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości